30 sierpnia 2012

R [20] części drugiej.

                                                                                 *
                                                                   Pkt.widzenia Justina
Równo o godzinie 4:30 zadzwonił mój budzik. Za półtorej godziny miałem samolot. Postanowiłem póki co nie budzić mojej Blondynki. Poszedłem do łazienki, gdzie odbyłem poranną toaletę.
-Shawty-zacząłem budzić ją, ta od razu otworzyła zaspane oczy. Usiadła na łóżku. Była strasznie zaspana i tak cholernie seksowna zarazem. Przytuliłem ją do siebie, a ona wdrapała mi się na kolana. Zacząłem całować jej szyję, ramiona, policzki.
-Może idź spać-powiedziałem głaszcząc ją po włosach
-Niee, zaraz się rozbudzę-odpowiedziała sennym głosem, tak że ledwo ją zrozumiałem
-Ej bo Cię wrzucę w ubraniu do wanny pełnej zimnej wody-zaśmiałem się i po chwili moja ukochana mi zawtórowała
-Już nie śpię, zadowolony.?-zapytała Kasia przeciągając się i ziewając
-Taak, a Twoje oczy same się zamykają
-Shh-odpowiedziała i pocałowała mnie w usta, a następnie wstała ze mnie, wzięła naszykowane ubranie, potknęła się przy tym o swoje własne nogi i zniknęła za drzwiami łazienki.
                                                                               *
Babcia już się krzątała po kuchni i robiła dla nas śniadanie, dziadek siedział w salonie i oglądał telewizję.
W międzyczasie zadzwoniłem po taksówkę. Usiedliśmy razem przy stole. Kasia związała swoje długie, blond włosy w niedbałego warkocza, który opadał jej na lewe ramię.
-Za wcześnie na jedzenie-zaczęła marudzić Kasia
-Zjedz przynajmniej kanapkę, najwyżej później zjesz-powiedziała moja babcia- A Ty Justin najedz się, żebyś w samolocie nie był głodny
                                                                               *
Zapakowałem swoje walizki do bagażnika taksówki i poszedłem pożegnać się z dziadkami.
-Szkoda, że tak na krótko przyjechałeś do nas
-Wiem babciu, mi też jest szkoda, ale zobaczymy się za niedługo
-W święta, a później na waszym ślubie-tu babcia się uśmiechnęła- a i nie martw się o swoją narzeczoną, zajmiemy się nią jak najlepiej potrafimy
-W to nie wątpię
Zostałem wycałowany i wyściskany przez babcię, dziadek natomiast także mnie uścisnął i tradycyjnie poklepał po ramieniu.
Wsiadłem do taksówki razem z moją narzeczoną i pojechaliśmy na lotnisko. W trakcie drogi siedzieliśmy przytuleni do siebie, nic nie mówiliśmy, wystarczała nam nasza obecność, bliskość.
Kasia uparła się, że poczeka ze mną na odprawę i dopiero jak zniknę za bramkami to pójdzie.
Ustawiłem walizki pod ścianą, a następnie przyciągnąłem do siebie Kasię.
-Justin tylko masz zadzwonić jak dolecisz, nawet jakby tu w Kanadzie miał być środek nocy-zagroziła mi palcem dziewczyna
-No mam nadzieję, że nie będę musiał Ciebie budzić, zadzwonię, bo nie chcę żebyś zarywała noc i bała się czy doleciałem na miejsce cały czy nie.
-A Ty masz się nie przejmować, że będę się nudzić, bo nie będę, Twoja mama jutro przyjeżdża, następnego dnia pojedziemy do Toronto
-A i zadzwonię do Ciebie kiedy masz do mnie przylecieć i załatwię Ci bilety
-Dobrze
-Pasażerów lotu do Los Angeles zapraszamy do odprawy-usłyszeliśmy z głośników
Nie uśmiechało mi się pożegnanie z Kasią. Najchętniej chciałem by leciała tam teraz ze mną.
Przytuliłem ją do siebie jeszcze bardziej, a następnie złapałem za podbródek i wpiłem się w jej usta. Nasze języki idealnie ze sobą współgrały. Jej język pieścił moje podniebienie. Uwielbiałem się z nią całować! Pierwsza pocałunek przerwała Kasia.
-Musisz iść-powiedziała smutnym głosem
-Nie smuć się, za parę dni się widzimy, kocham Cię najbardziej na świecie-powiedziałem i po raz ostatni przed wylotem przytuliłem ją do siebie i musnąłem w policzek.
                                                                              *
                                                                 Pkt.widzenia Kasi
Nagle poczułam rękę Justina, wsuwał mi ją do tylnej kieszeni spodni, musnął moje wargi po raz ostatni, zabrał walizki i ruszył do odprawy.
Wsadziłam ręce do tylnych kieszeni, a w jednej z nich były pieniądze. W tej samej chwili Justin odwrócił się  i wyszczerzył.
Pokręciłam głową i pomachałam mu na odchodne. Gdy zniknął mi z pola widzenia dopiero wtedy wyszłam z budynku lotniska.
Wsiadłam do pierwszej lepszej, wolnej taksówki i podałam adres i ruszyliśmy.
                                                                             *
                                                                 Parę godzin później
Pomagałam pani Diane robić kolację. Bez Justina dla mnie było za pusto, za cicho..
Gdy tak sobie o nim rozmyślałam, akurat rozdzwonił się mój telefon.
-Halo.?
-Cześć Shawty-usłyszałam głos mojego ukochanego- No więc informuję, że doleciałem na miejsce
-To dobrze, a chłopaki już Ci coś zdradzili z tych swoich planów.?
-Nic mi nie chcą mówić, jedynie słyszę "jutro"-zaśmiał się Justin
-Biedactwo-zawtórowałam mu
-A Ty co robiłaś dzisiaj beze mnie.?I która jest godzina teraz w Kanadzie.?
-Jest 20. Co robiłam.? Wróciłam z lotniska, zjadłam śniadanie, byłam na zakupach z Twoją babcią, później ugotowałyśmy obiad, po obiedzie poszłam na spacer z Twoimi dziadkami, leniuchowałam, a teraz szykujemy kolację.
-Tak nie wiedziałem czy mam dzwonić do Ciebie czy nie
-Spróbowałbyś tylko nie zadzwonić- zaśmiałam się- powiedziałam Ci, że masz zadzwonić nawet jeśli miałaby tu być noc
-No wiem skarbie, ale zadzwoniłem!
-Wiem i cieszę się, no i tęsknie
-Ja za Tobą też. A Shawty jutro będę wiedział kiedy będziesz mogła do mnie przylecieć
-Wszystko jutro.
-Pretensje do chłopaków. Wejdziesz jutro na skype'a?
-Tak, tylko napiszesz mi SMS-a jak Ty będziesz mógł wejść, ok.?
-Okej Shawty. Niestety muszę kończyć bo chłopaki mnie gdzieś wyciągają. Pozdrów moich dziadków. Iii kocham Cię.
-Aww, no dobrze idź. Ja Ciebie bardziej kocham. To widzimy się jutro na skype'ie. Pa
-Pa kotku
_______________________
Przepraszam, że R z jednodniowym opóźnieniem. Znowu doładowanie mi starczyło na zaledwie 2 tygodnie i wczoraj siedziałam już na końcówce -.-
A teraz odniosę się do ostatniego komentarza spod 19 R :  jeżeli komuś się nie podoba, że tu jest tyle rozdziałów to u góry strony (po prawej stronie dokładnie)  jest magiczny czerwony kwadracik z krzyżykiem i na to proszę klikać. Piszę tak jak chcę i to ode mnie zależy chyba ile to będzie miało rozdziałów. Ciekawe czy osoba od tego komentarza zdaje sobie sprawę ile muszę poświęcać na to opowiadanie.. Najpierw zasmucę tą osobę owszem ta część też będzie miała dużo R, a teraz ucieszę Cię NIE PRZEWIDUJĘ CZĘŚCI 3. dziękuję : 3 -.-
Przepraszam was za to, ale no lekko mnie to zirytowało -.-
Ale nie poddaję się, mam chyba dla kogo pisać, i póki takie osoby są to będę to robić.
NN w środę.

24 sierpnia 2012

R [19] części drugiej.

Na wstępie pragnę zadedykować ten rozdział @howbreathe <3 Tak kochanie, ten R jest dla Ciebie haha :D <3
_______________________________
*
                                                                                 *
                                                                 Parę godzin później
Siedzieliśmy z Justinem przy komputerze i wspólnie przeglądaliśmy przeróżne strony.
-O Pattie weszła na skype'a-powiedziałam po chwili
Justin kliknął na ikonkę od skype'a i zadzwonił do swojej mamy.
-Hej-przywitała się z nami mama mojego narzeczonego
-Kiedy przyjeżdżasz do Stratford?-zapytał Justin
Pattie miała już odpowiadać, ale do naszego pokoju weszła pani Diane
-Kasiu mogę Ciebie prosić na chwilę
-Tak, już idę-pomachałam w stronę kamerki i wyszłam
                                                                                     *
                                                                       Pkt.widzenia Justina
-To za ile przyjeżdżasz.?-powtórzyłem pytanie
-Za 4 dni. A jak tam Kasia.?Podoba jej się w Kanadzie.?
-Dobrze, podoba jej się tu
-Skorzystam z tego, że Kasi nie ma
-Możesz jaśniej mamo?
-Znalezłam nawet dobrych fotografów, kamerzystów i DJ-a, no ale to wszystko w Los Angeles, a i dzwonił do mnie Alfredo, że ma jakąś sprawę do Ciebie
-Ciekaw jestem jaką-zaśmiałem się z mamą
-Nie wiem synku, gdybym wiedziała to bym Ci powiedziała
-Wiem, wiem mamo
-A i prosili żebyś przyjechał jak najszybciej do Los Angeles
-A co ja powiem Kasi, przecież nie mogę zwalić, że jadę dać koncert, bo wystarczy, że zadzwoni do ojca i już się wyda
-Nie bój się, rozmawiałam już z rodzicami Kasi i w razie takiego telefonu to jej tata powie, że dajesz w LA jakiś specjalny, zamknięty koncert
-Jakby nie mogli poczekać paru dni aż wrócimy do Atlanty, no ale powiem Kasi po obiedzie o tym.. jak będziesz mogła to zadzwoń do Alfredo i powiedz, że za 3 dni przyjadę.
-Okej
-Justin obiad!-zawołała z dołu babcia
-Muszę kończyć
-Będzie dobrze synku
Uśmiechnąłem się do mamy i zakończyłem rozmowę, wyłączyłem komputer i zszedłem na dół.
                                                                                  *
Widziałem jak podczas obiadu Kasia mi się przygląda, czyli długo nie będę mógł udawać, że nic się nie dzieje.
Pozmywaliśmy po posiłku i pociągnąłem ją do mojego pokoju.
-Justin co Ci jest hm.?
Spojrzałem krótko na nią, a następnie położyłem się na łóżku (na brzuchu) koło niej.
-Muszę jechać dać jakiś koncert-powiedziałem cicho
Przez chwilę Kasia się nie odzywała.
-A kiedy i na jak długo musisz jechać.? a no i gdzie.?
-Do Los Angeles, za 3 dni i nie wiem na ile, ale na pewno, na krócej niż tydzień
-Coś długi ten koncert-zironizowała dziewczyna
-No ale oprócz koncertu, to mam się tam spotkać ze znajomymi, między innymi z Ryanem i Kennym oraz Alfredo,  i  mama znalezła ponoć dobrego fotografa, kamerzystę i DJ-a na nasz ślub
-Mhm
-Jesteś zła na mnie.?-zapytałem
-Nie, po prostu..
-Boisz się, że odstawię to co kiedyś-dopowiedziałem za nią i z lekką złością wstałem z łóżka
-Owszem, trochę się o to boję, ale teraz jedziesz na zaledwie parę dni, a nie tygodni
-Shawty, obiecałem Ci, że nigdy więcej już czegoś takiego nie odstawię, więc dotrzymam słowa-powiedziałem, po czym uklęknąłem przed nią i złapałem ją za dłonie
-Wiem Justin, ufam Ci. A pozatym jedziesz nie tylko w sprawach koncertowych, ale też w sprawach naszego ślubu
-Ja to zaczynam się bać, co Ryan wykombinował właśnie w związku z tym
-Pojedziesz to zobaczysz. Ej, a może dojadę tam do Ciebie do LA
-Hm, wiesz to dobry pomysł-powiedziałem przyciągając ją do siebie, a ona się uśmiechnęła- Ale póki co nie przejmujmy się tym wyjazdem, skupmy się na pobycie tutaj
-No ten wyjazd musimy traktować jako takie wakacje, bo jak wrócimy do Atlanty to zaczną się przygotowania do ślubu
-Dokładnie kochanie
-Przeraża mnie wizja przymierzania, wybierania i kupowania sukienki
-I tak dla mnie będziesz najśliczniejsza
-Dla Ciebie, ale ja chcę być najśliczniejsza chociaż raz dla siebie-zaśmiała się dziewczyna
-Głuptas-powiedziałem po czym wpiłem się w jej usta-Shawty a masz jakieś sugestie co do obrączek.?
-Na pewno chciałabym, żeby były srebrne
-Żeby pasowała Ci do pierścionka zaręczynowego.?
-Dokładnie tak, no i teraz jest moda na grawerowanie czegoś na nich
-Może wygrawerujemy sobie na nich nasze imiona i datę ślubu.? Ja bym miał obrączkę z Twoim imieniem, a Ty z moim.?
-Jestem za. A tak wogóle to  kiedy przyjeżdża Pattie.?
-Dzień po moim wyjeździe
                                                                                      *
                                                                          Godzinę później
                                                                          Pkt.widzenia Kasi
-Shawty..
-Słucham.?-zapytałam odkładając na bok książkę, którą w tej chwili czytałam
-A co Ty powiesz na to, że jak już dojedziesz tam do mnie do LA, to żebyśmy poszli obejrzeć mecz koszykówki.?
-A kto gra.?
-Lakers. Jeżeli nie chcesz to powiedz mi od razu, nie chcę Cię..
-Chcę iść z Tobą na mecz
-Czyli mam rezerwować bilety.?
-Tak-powiedziałam po czym przysunęłam się do niego i musnęłam go w policzek
-Ej a nie obrazisz się jak pójdą z nami Ryan, Kenny i może Alfredo?
-Zaproś kogo chcesz, mi to na prawdę nie będzie przeszkadzać
-O przy okazji rozdamy te zaproszenia na ślub
-Tylko będę musiała pamiętać, żeby je zabrać ze sobą.
-Ej a będziemy  wracać po tym wyjeździe tu do Kanady, czy od razu wracamy do Atlanty?
-Myślałam, żebyśmy już wrócili do Atlanty, bo trochę nas czeka do roboty
-Przepraszam, że tak to wyszło, mieliśmy tu spędzić przynajmniej tydzień, a wyjeżdżamy po zaledwie paru dniach
-Będzie przecież jeszcze tyle okazji by odwiedzić Twoich dziadków
-No wiem, ale no..
-Przestań się obwiniać, ważne, że spędzimy razem te parę dni
-Kocham Cię
-Ja Ciebie też
                                                                                  *
                                                            Wieczór przed wyjazdem Justina
                                                                  Dalej pkt.widzenia Kasi
Pomogłam się spakować Justinowi, tak by ten niczego nie zapomniał.
-Będziesz za mną tęsknić.?-zapytał Justin sadzając mnie na swoich kolanach
-Nie-zażartowałam, natomiast Justin udawał, że jest mu smutno, i że się obraził.
Wstałam z jego kolan, ale tylko po to by obrócić się do niego twarzą i usiąść na nim z powrotem  okrakiem.
On od razu ułożył swoje dłonie na moim tyłku.
-Nie zadawaj głupich pytań czy będę tęsknić, bo powinieneś znać odpowiedź. Oczywiście głupolu, że będę tęsknić-powiedziałam mu na ucho, a następnie się wtuliłam w niego. Przysunął mnie do siebie jak najbliżej się dało. Odchylił głowę i złączyliśmy się w dość namiętnym pocałunku.
-A Ty będziesz za mną tęsknić?-tym razem to ja zapytałam
-I to cholernie tęsknić, bo nie będę miał jak się do Ciebie przytulić w nocy-powiedział Justin i zaczął się śmiać
-O.. a ja nie będę miała mojego prywatnego kaloryfera, przyklejonego do moich pleców
-Buu
-I nie będziesz miał kogo macać-zaśmiałam się i uniosłam brew
-I całować!-odpowiedział Justin, a na jego policzki wystąpiły rumieńce, a na usta lekki uśmiech
-Tak Justin, całowanie najważniejsze-zaśmiałam się
-No i to bardzo!-powiedział po czym zaczęliśmy się właśnie całować.
-Shawty, mogę Ci zrobić malinkę na szyi.?
-Możesz, ale to ja też Ci zrobię malinkę
-Mrau-odpowiedział i zaczął się przymierzać do zrobienia mi malinki na szyi.
A gdy już ją zrobił, to ja mu się odwdzięczyłam tym samym.
-Kocham jak całujesz mnie po szyi-powiedział JB rozmarzonym głosem
-Wiem, że to kochasz-powiedziałam i pocałowałam go w usta
-I za niedługo zostaniesz moją żoną
-Szczerze to nie mogę się już doczekać tego dnia, a z drugiej jak zwykle mam obawy
-Jakie.?
-No, że głównie się nie wyrobimy ze wszystkim
-Shawty, Kochanie wyrobimy się, pomagają nam niemalże wszyscy
-Wiem, mamy wspaniałą rodzinę, no i przyjaciół
-Dokładnie. Ja to ciągle nie mogę uwierzyć, że pomimo tego wszystkiego co się stało, głównie z mojej winy, to odzyskałem Ciebie, jesteśmy razem
-Wcześniej zwlekaliśmy z decyzją o chodzeniu ze sobą kosztem przyjaźni, chęci lepszego poznania się, a to rozstanie musimy teraz traktować jako sprawdzian naszych uczuć, długo się nie widzieliśmy, ale nigdy o sobie nie zapomnieliśmy, nie przestaliśmy się kochać. Jakbym wyszła za Bryan'a to po pierwsze popełniłabym największy błąd w życiu, a po drugie długo bym z nim nie wytrzymała i byłaby to kwestia czasu kiedy bym złożyła papiery rozwodowe.
-Zostawiłabyś go dla mnie.?
-Już to przecież zrobiłam, i zrobiłabym to gdyby doszło do tamtych wydarzeń
-A Ty też tak miałaś, że chciałaś ze mną rozmawiać, ale coś Ciebie od wewnątrz jakby blokowało.?
-Wtedy po moim powrocie z Niemiec.? Tak miałam coś takiego, na przykład jak czekałam na schodach, na rodziców. Chciałam podejść, porozmawiać, ale tak jak to ująłeś coś mnie blokowało
-Ja to trochę też żałowałem, wtedy co spotkaliśmy się na placu zabaw i co przyszłaś odebrać Zoey ode mnie, to że nie rzuciłem się na Ciebie, żeby Ci pokazać jak bardzo Cię kocham
-Chciałeś tak zrobić.?
-I to bardzo chciałem
-Ale już na szczęście jesteśmy znowu razem
-I nie pozwolę na to, żeby znowu nam coś stanęło na drodze.
-Musi nam się udać, i uda. A wracając do naszego ślubu, to wypadałoby też kupić jakieś prezenty dla naszych rodziców, przyjaciół, jakoś musimy im podziękować za to wsparcie, pomoc
-Tylko co im kupić?
-Mogę się tym zająć
-Shawty i tak masz dużo na głowie-powiedział Justin, po czym pocałował mnie delikatnie w usta
-To umówmy się tak, że ja pomyślę co by można było kupić i razem podejmiemy decyzję co robimy
-Jestem za
-Dobra Bieber idź się myć i idziemy spać, bo jutro musisz wcześnie wstać, a i masz mnie obudzić!
-Dobrze Shawty, ale myć się to idziemy razem-oznajmił dumnie i zaniósł mnie do łazienki.
Zakluczył drzwi i zaczął mnie rozbierać. Nie byłam mu dłużna i zaczęłam się i ja do niego dobierać.
                                                                                *
Położyłam się do łóżka, a Justin poszedł zgasić światło.
-Ała uważaj-powiedziałam gdy ten nadepnął mi na nogę oraz klepnęłam go w tyłek
-Przepraszam Shawty-wyszeptał po czym odszukał swoimi ustami moje
Przysunęłam się jak najbliżej jego ciała, a on objął mnie ramieniem i tak zasnęliśmy.
                                                                                *
__________________________________
Przepraszam że R dopiero dziś, a nie tak jak obiecywałam w środę, ale blogspot w telefonie nijak nie chciał współpracować ze mną ._. ale są też dobre wieści.. WRÓCIŁAM DO WARSZAWY, DO DOMU więc NN już w środę <3
Wiecie, że was kocham.? Nie.? No to już wiecie :D <3

13 sierpnia 2012

R [18] części drugiej.

                                                                                *
Weszłam do domu na przeciwko. Zoey mimo, że dziś mnie już widziała to oczywiście od razu podbiegła do mnie.
Z nią na rękach poszłam do salonu gdzie siedział już mój tata.
-To o czym chcieliście pogadać.?-zapytałam
-Chodzi o Twój ślub-zaczęła tajemniczo mama
-Możecie jaśniej?
-No jako Twoi rodzice chcielibyśmy my zapłacić za Twoją suknię ślubną
-Ale wy macie i tak wydatki-zaczęłam
-Kasiu nie możecie wszystkiego z Justinem finansować za swoje pieniądze. Ja z Twoim tatą postanowiliśmy Tobie opłacić wybraną przez Ciebie suknię, a Pattie z Jeremy'm kupują Justinowi garnitur.
-I masz nie oszczędzać-powiedział tata-masz być zadowolona z wyboru sukni
-No dobrze, to miło z waszej strony i na prawdę dziękuję. Tylko,  że nie wiem czy przypadkiem tej sukienki nie kupię w Kanadzie.
-Jak to.?
-No bo parę dni po mnie i Justinie, do Kanady przyjedzie Pattie i z nią pojadę do Toronto zobaczyć tam sukienki.
-To jak coś to będziemy się z Pattie kontaktować i załatwimy sprawę opłacenia sukienki, jeśli tam postanowisz ją kupić-powiedział tata
-A wiesz już jaką chcesz.?
-Dopiero co Pattie zadała mi to pytanie, ale jej nie powiedziałam, bo Justin był. Myślałam nad taką sukienką, żeby góra była gorsetowa, a dół żeby był taki no luźno puszczony, ale żeby nie przylegało do ciała tylko było takie rozłożyste, takie a'la falbany, no i żeby wlokła się za mną
-Tak myślałam,że będziesz chciała suknię z gorsetem-zaśmiała się mama
-No bo lubię gorsety, dobrze się w nich czuję, podkreślają to co muszą.
Pogadałam jeszcze chwilę z rodzicami, a następnie wróciłam do Justina.

                                                                             *
                                                                  Parę dni później
                                                                         Kanada
Właśnie wylądowaliśmy w Kanadzie. Odebraliśmy bagaże i ruszyliśmy z Justinem w stronę parkingu dla taksówek. Zapakowaliśmy bagaże do jednej z nich i wsiedliśmy.
Po paru minutach byliśmy już pod domem dziadków chłopaka. Justin zapłacił za taksówkę i nim zabraliśmy bagaże przed domem pojawiła się babcia Justina.
-Bruce zobacz kto do nas przyjechał-zawołała pani Diane-Dlaczego nie zadzwoniliście, że przyjeżdżacie?
-Bo to miała być niespodzianka babciu-odpowiedział Justin .
Przytuliłam się do kobiety, a następnie do pana Bruce'a.
-Będziecie musieli się jakoś pomieścić w tym małym pokoju Justina-oznajmiła pani Diane zaraz w progu mieszkania
-Pomieścimy się spokojnie-oznajmił Justin i przytulił mnie do siebie
-Idźcie zanieść bagaże, a ja wam zrobie coś do jedzenia, bo pewnie jesteście głodni
-No trochę-zaśmiał się Justin, a następnie poszliśmy do tego pokoju by odłożyć bagaże.
-Kiedy dajemy zaproszenia moim dziadkom?-zapytał Justin przypierając mnie do ściany i zaczął składać pojedyńcze pocałunki na moich ustach, policzku, szyi
-Może zaraz?-wyszeptałam mu do ucha
-Mhm-powiedział i nie przerywał czułości
-Dobra idziemy-powiedziałam po czym "odepchnęłam" go od siebie i pociągnęłam za rękę

Zjedliśmy, a następnie pomogłam pani Diane posprzątać po posiłku. I gdy wróciłyśmy do salonu to stanęłam za Justinem siedzącym na kanapie i przytuliłam się do niego, on złapał moje dłonie i musnął je delikatnie.
-Mamy coś dla was-zaczął Justin
Jego dziadkowie poprawili się na miejscu. Chłopak wyjął zza siebie zaproszenie i wręczył dziadkom.
Ja w między czasie usiadłam mu na kolanach.
                                                                              *
                                                               Pkt.widzenia Justina
Przygarnąłem do siebie bliżej Kasię, oparłem policzek o jej i patrzyliśmy na reakcję moich dziadków.
Babcia aż się popłakała, dopiero gdy się uspokoiła zabrała głos.
-Wyrobicie się do lutego z tym wszystkim.?
-Wyrobimy się babciu, moja Blondynka jakby to powiedziecieć..wszystko kontroluje więc..-zaśmiałem się i pocałowałem ją w kącik ust
-Ale zobacz Diane jak nasz wnuk szybko dorósł. Dopiero co mieszkał tu z nami, a teraz oprócz milionów fanów ma swoją drugą połówkę
-Gdybym nie znała waszej historii, to teraz bym się was zapytała czy aby na pewno się nie pośpieszyliście z tą decyzją. Ale gdybyście się nie kochali to na pewno nie wrócilibyście do siebie, nie starali się tak bardzo o to. A jak zareagowali wasi rodzice.?
-Początkowo byli zaskoczeni i myśleliśmy, że zaczną nam odradzać ten pomysł-powiedziałem
-A później wydawali się być szczęśliwi, no a teraz nas bardzo wspierają-dopowiedziała Kasia
-Dokładnie-potwierdziłem i znowu ją pocałowałem
-Dziękujemy za zaproszenie i chyba jako pierwsi potwierdzamy przybycie-zaśmiała się babcia, a my z Kasią się uśmiechnęliśmy
-No to może Justin idź oprowadź Kasię po Stratford
-Co Ty na to.?-zapytałem
-Możemy iść tylko pójdę się przebrać
-Po co.? Przecież dobrze wyglądasz tak jak jesteś teraz ubrana
-Shh idę się przebrać, 5 minut i wychodzimy-powiedziała Kasia wstając z moich nóg i musnęła moje usta
                                                                                *
Po paru minutach wróciła Kasia. Była ubrana w szarą bluzkę z długim rękawem, z nadrukowanym serduszkiem, czarne obcisłe leginsy, buty na wysokim koturnie oraz płaszcz.
Ubrałem szybko swoją grubą bluzę, pożegnaliśmy się z dziadkami i wyszliśmy.
                                                                                 *
                                                                     Pkt.widzenia Kasi
-Schowasz mi telefon, bo nie mam kieszeni?-zapytałam Justina
-Tak-odpowiedział Justin, i podałam mu telefon, schował go do kieszeni.
Następnie chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy na zwiedzanie.

Justin pokazał mi wszystkie "zakamarki" do których lubił przychodzić, tam gdzie jego kariera się zaczynała. Pokazał mi teatr przed którym śpiewał, zarabiał. Tam gdzie dziś jest pamiątkowa tablica upamiętniająca ten o to fakt.
Podobało mi się w tym miasteczku to, że spokojnie mogliśmy spacerować, normalnie rozmawiać, a nie na przykład szeptać. Ludzie mijali nas, niektórzy się z nami witali, ale nikt nie rzucał się na Justina, ani nic w tym stylu. Tu było tak spokojnie, odczuwalny był taki klimat tego miejsca. Można powiedzieć, że zostałam zauroczona Stratford. Już doskonale wiedziałam, skąd się bierze to, że Justin jest tak dumny z tego, że jest Kanadyjczykiem, że pochodzi właśnie ze Stratford.
-Podoba Ci się tu.?-zapytał Justin
-Bardzo-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego-Tu jest tak spokojnie, możemy w spokoju porozmawiać, wogóle gdziekolwiek wyjść
-Tu jest tak spokojnie, bo w Stratford wszyscy się znają i nie robią wielkiej sensacji z tego, że przyjechałem odwiedzić dziadków
Wtuliłam się w chłopaka.
-To co wracamy do domu?-zapytał Justin dalej tulac mnie do siebie oraz całując mnie w czoło
-Możemy wracać-odpowiedziałam i odchyliłam głowę, a Justin natomiast pochylił się i tak złączyliśmy się w pocałunku.
                                                                                   *
-Wróciliśmy-oznajmił Justin na wejściu
-I jak Ci się podoba Stratford?-zapytał mnie dziadek chłopaka, gdy tylko weszliśmy do salonu
-Ślicznie tu jest, zupełnie inaczej niż w Atlancie czy w moim rodzimym kraju
-Dzisiaj to pewnie się będziecie rozpakowywać, a co jutro.?-zapytała tym razem pani Diane
Spojrzałam na Justina, a on na mnie
-Może pogramy w koszykówkę, albo znów pójdziemy się przejść. Od razu Ci babciu dopowiem,że Kasia umie grać w kosza.
Pani Diane się zaśmiała
-A kiedy dokładnie przyjeżdża tu Twoja mama.?
-Jeszcze nie wiem, ale wieczorem zadzwonię do niej na skype'a to się dowiem
-Dobrze, to teraz idźcie się rozpakować, a ja ugotuję obiad i was zawołam jak już będzie gotowe
Justin pociągnął mnie za dłoń i poszliśmy razem do jego pokoju.
                                                                                    *

__________________________
Zamiast iść do sklepu po coś do jedzenia to ja siedzę przed kompem i dodaję wam R haha :D
Nie ma to jak poświęcenia xd ale czasami warto xd
Dzisiaj wezmę zapiszę sobie kolejny R, i za tydzień w środę, pomimo tego, że będę na wyjeździe dodam wam R, bo jakoś nie mam serca was zostawiać bez R aż do początku września haha :D

8 sierpnia 2012

R [17] części drugiej.

*
-Wszystkie wzory zaproszeń mi się podobają, no-powiedziałam lekko zirytowana
-Mnie się te podobają-powiedziała moja mama podając mi zaproszenie.
Było ono podłóżne, oczywiście na "stronie tytułowej" były elementy ślubne, ale niektóre z nich były jakby wypukłe.
-Zo podoba Ci się.?-zapytałam siostry
-Tak
-Mi w sumie też się one podobają, więc kupię je
Poprosiłam ekspedientkę o odpowiednią liczbę potrzebnych mi zaproszeń, a następnie zapłaciłam za nie.
-To może teraz pójdziemy na kawę i lody.?-zaproponowałam
-Możemy iść
                                                                                 *
-A kiedy umawiamy się na buszowanie po sklepach z sukienkami ślubnymi?-zapytała AnnaLynne
-Za jakieś półtora tygodnia, bo wyjeżdżam lada dzień do Kanady z Justinem
-Na długo.?
-Na tydzień góra do dwóch tygodni, bo później musimy zacząć przygotowania reszty rzeczy do ślubu, porozwozić zaproszenia
-A ustaliliście już świadków.?-zapytała mama
-Tak, ale na razie nic nie zdradzamy, to póki co tajemnica
-Buu-zaczęła AnnaLynne
-Zaproszenia zaczynacie rozdawać najpierw od dziadków Justina.?
-Tak mamo
-A i nie będziesz musiała jechać do Polski z zaproszeniami dla dziadków
-Tak.?
-Tak, bo Twoi dziadkowie przyjadą do nas i zostaną dość długo póki co do świąt Bożego Narodzenia
-O to fajnie, a mówiłaś dziadkom, że się przeprowadziłam czy jeszcze nie.?
-Mówiłam, ale o ślubie nie wspominałam, niech mają niespodziankę i chciałam żebyś to Ty im o tym powiedziała córciu
-I bardzo dobrze mamo zrobiłaś, Zoey smakują lody.?
-Mhm-powiedziała Zo objadając się wręcz lodami, całą buźkę miała wymazaną w nich.
                                                                                 *
Niby miałam wstąpić do rodziców, ale udało mi się wcisnąć Zoey kit, że idę wypisywać zaproszenia, co w sumie jest prawdą, i że zobaczymy się jak tylko wrócę z Kanady. Na szczęście zbyt wielkiej awantury nie zrobiła.
Gdy weszłam do domu (była godzina 16) Pattie z Justinem też już byli. Pattie gotowała obiad, a Justin urzędował przy komputerze w salonie.
-Wróciłam-oznajmiłam zamykając drzwi. Poszłam do kuchni.
-I jak kupiłaś zaproszenia.?-zapytała kobieta
-Tak, ale uwierz,że tyle ich przeglądałam, że aż zdecydować się nie umiałam-gdy to mówiłam Justin również wszedł do kuchni i przytulił się do moich pleców i muskał moją szyję.
-To pokazuj jakie wybrałaś-powiedziała Pattie wycierając dłonie w ręcznik papierowy
Wyjęłam je z torebki i pokazałam im.
-Ładne-powiedział Justin zerkając mi przez ramię
-Moja mama je wybierała-zaśmiałam się
-Śliczne są, a teraz idźcie może powypisywać parę zaproszeń, a ja dokończę gotować obiad-powiedziała Pattie "wyganiając" nas z kuchni
                                                                                 *
Usiedliśmy z Justinem w jadalni i podzieliłam zaproszenia po równo. Chłopak przyniósł z pokoju listę gości oraz długopisy i wzięliśmy się do roboty.
-I na końcu zaproszeń pisać Twój numer Shawty.?
-Możesz wpisać i mój, i Twój
-Okej
Justin początkowo chciał się ze mną ścigać w wypisywaniu tych zaproszeń, ale  odradziłam mu ten pomysł.
Wypisywaliśmy je dosyć szybko, sprawnie. Zanim Pattie przyniosła nam obiad skończyliśmy.
-Justin.. na kiedy zarezerwowałeś nam bilety do Kanady
-Na pojutrze-odpowiedział Justin uśmiechając się
-W ogóle musimy też opracować plan rozdawania tych zaproszeń
-No zaczniemy od moich dziadków, później wrócimy znowu do Atlanty i załatwimy Twoich dziadków i naszych rodziców, a do reszty moich znajomych to będziemy musieli pojechać aż do Los Angeles.
-Czeka nas podróżowanie-uśmiechnęłam się
-No-zawtórował mi Justin
-A kiedy pojedziecie po sukienkę i garnitur.?-zapytała Pattie wnosząc obiad do jadalni
-Ja to garnitur wybiorę szybko
-No ja sukienki szybko nie wybiorę-zaśmiałam się-myślałam, że po powrocie z Kanady, ale teraz to już sama nie wiem
-Bo nie wiem czy wiesz, ale później do was dojadę tam do Kanady, i mogłybyśmy się przejechać na przykład do Toronto i zobaczyć tam sukienki
-No mi się pomysł podoba więc jeżeli miałabyś ochotę mi pomóc to chętnie skorzystałabym z pomocy
-Oczywiście, że chcę pomóc, jeszcze się pytaj-zaśmiała się Pattie-a wiesz już jaką chcesz sukienkę?
-Tak, ale to Ci powiem jak będziemy jechać na zakupy-mówiąc to patrzyłam na Justina, by móc zobaczyć jego reakcję
-Shawty, a robimy tak, że podczas wesela się przebieramy w jakieś inne stroje czy.?
-No Ty pewnie będziesz chciał zamienić pantofle na adidasy, a ja myślałam, żeby kupić sobie inną białą luźną sukienkę właśnie na zmianę
-To robimy tak.? Bo to w sumie nam ma być wygodnie-zaśmiał się chłopak
-Możemy tak zrobić. Najgorsze, że przed ślubem czekają nas święta Bożego Narodzenia, czyli mnóstwo jedzenia-zaśmiałam się
-Nie będziesz mi się odchudzać-"zagroził" mi Justin
-Odchudzać się nie będę, ale muszę się pilnować, żeby nie przytyć. Teraz mogę, ale nie jak kupię już sukienkę.
Justin miał mi już coś odpowiedzieć, ale tradycyjnie rozdzwonił się mój telefon. Dzwoniła moja mama.
                                                                            *
-Tak.?
-Kasieńko mogłabyś do nas wpaść na chwilkę.?
-Tylko dojem obiad i przyjdę
-To czekamy. Smacznego.
-Dziękuję.
                                                                            *
-Kto dzwonił.?-zapytał Justin
-Moja mama, chce żebym do nich przyszła na chwilę, nie wiem o co chodzi
-A ja w międzyczasie zadzwonię do paru osób i omówię nasz przyjazd do LA
-Ale to będziemy jeździć jakby od domu do domu czy jak.?
-Nie Shawty, umówię się ze wszystkimi w jednym miejscu, w jakieś restauracji i tam. Musimy w miarę szybko załatwić sprawę zaproszeń bo czeka nas o wiele więcej rzeczy, czyli zbyt długo nie możemy być w LA.
Pokiwałam głową, że wszystko już rozumiem. Dojadłam obiad i poszłam pozmywać po sobie.
-To ja idę do rodziców-powiedziałam i musnęłam w policzek Justina oraz uśmiechnęłam się do Pattie
                                                                           *
___________________________
Zastanawiam się kiedy dodać NN, ale dodam wam w poniedziałek. A co do kolejnych to nie wiem jak to będzie, 15.08 wyjeżdżam i wracam dopiero 2.09..  ale może uda mi się coś dodać z telefonu :D <3

3 sierpnia 2012

R [16] części drugiej.

                                                                               *
                                                                    Następnego dnia
                                                                   Pkt.widzenia Kasi
-To co Shawty robimy listę tego co musimy zorganizować do ślubu.?-zapytał Justin przytulając się do moich pleców
-No wypadałoby mamy trochę mało czasu, jest połowa października
-To czekaj, wezmę kartkę i długopis
Usiedliśmy przy Justina biurku. Siedziałam mu na kolanach.
-Hm, to najpierw musimy ustalić kogo weźmiemy na świadków
-Ja myślałem żeby poprosić Ryan'a Good'a
-A ja nad AnnaLynne
-To chyba ustaliliśmy-uśmiechnął się Justin
Wypisałam pozostałe rzeczy do załatwienia ( tj. DJ, fotograf, kamerzysta, wystroje sali i kościoła, stroje, zaproszenia, miejsce na wesele, catering, pojazd, obrączki, tort, kwiaty, ustalanie liczby gości, budżet)
-DJ, kamerzystę, fotografa i pojazd to biorę na siebie-oznajmił Justin
-Okej, a ja biorę na siebie wystrój kościoła i sali, zaproszenia, tort, kwiaty oraz ustalanie liczby gości, sukienkę będę wybierać z mamą i AnnaLynne, a i może poproszę Ryana o pomoc, a resztę wybierzemy wspólnie
-Tak tylko pamiętaj, że to ja płacę za Twoje kwiaty no i za obrączki
-Mhm, ej a chcesz ze mną jechać na przykład jutro po zaproszenia czy mam wolną rękę?-zapytałam
-Zaproszenia w sumie to pikuś, więc tu daję Ci wolną rękę
-To później zadzwonię do AnnaLynne i mojej mamy i pojadę po te zaproszenia
-Dobrze Shawty, ja w tym czasie zabiorę moją mamuśkę i poszukam tego co zadeklarowałem
-To może teraz pomyślimy nad listą gości.?
-Dobry pomysł
                                                                               *
                                                                   Godzinę później
Wstępnie wyszło nam ponad 100 osób. Moglibyśmy zaprosić wiadomo mnóstwo ludzi, ale nam chodziło o tych "najbliższych".
-Większości Twoich znajomych nie znam-powiedziałam
-To dobra okazja żebym Ciebie z nimi zapoznał
-Ej a kiedy w końcu pojedziemy do Kanady.?
-W tym tygodniu.? Byśmy tam zaczęli rozdawanie zaproszeń
-To weź zadzwoń do Twojej babci  i powiedz jej kiedy przyjeżdżamy
-Nie
-Jak to nie.?
-Zrobimy im niespodziankę-odpowiedział uśmiechnięty Justin
-A no chyba, że tak
-Wiesz.. jestem cholernie ciekawy jaką wybierzesz sukienkę
-To na to jeszcze trochę poczekasz-zaśmiałam się
-Wiem, wiem. I tak dla mnie będziesz najśliczniejszą panną młodą
-Jak Ty uwielbiasz się podlizywać
-Tobie na pewno
-Głupek-powiedziałam po czym pocałowałam go
                                                                                *
                                                                 Parę godzin później
Wraz z Pattie przygotowałyśmy kolację, ale trochę taką nietypową, składającą się z dwóch "części".
Na początek grzanki z szynką, ketchupem i szczypiorkiem zrobione przeze mnie. Natomiast jako deser postanowiłyśmy zaszaleć, a że Justin poszedł gdzieś tam z chłopakami, skorzystałyśmy z odrobiny czasu i kupiłyśmy parę składników i zrobiłyśmy ciasteczka w kształcie serduszek, a niektóre wysmarowałyśmy też stopioną czekoladą.
Właśnie kończyłyśmy przyrządzać kolację jak do domu wrócił Justin.
-Mmm co tak ładnie pachnie?-zapytał po czym wszedł do kuchni
-Kolacjo-deser-odpowiedziałyśmy wspólnie z Pattie
-A za ile będzie gotowe.?
-Za chwilę, idź umyć ręcę-powiedziała Pattie
-Okej
                                                                                *
-Powinnaś wydać książkę z przepisami-powiedziała po chwili Pattie
-Wydam, ale tylko jeden specjalny egzemplarz dla Ciebie
-Na prawdę masz talent, niby to są zwykłe grzanki,ale one są przepyszne!
-Jak coś to mów to będę podsyłać Ci jakieś przepisy
-A co na deser.?-zapytał nagle Justin
Spojrzałam na Pattie i zaśmiałyśmy się, a następnie poszłam do kuchni po nasze ciasteczka
-Skąd takie wzięłyście.?
-Kupiłyśmy tylko parę produktów, a tak wszystko zrobiła Kasia-oznajmiła Pattie
-A ponoć nie jesz czekolady-zaczął się ze mnie śmiać Justin
-Oj cii
-Póki nie ma sukienki to może jeść co chce
-O właśnie, jak kupię sukienkę to będę musiała pilnować diety. Byłabym zła gdybym nie zmieściła się w sukienkę.
-Stwierdzam,że podczas mojej obecności wam się bardzo nudziło, ale kolacja była pycha
-Spróbowałbyś powiedzieć,że Ci nie smakuje-zaśmiałyśmy się z Pattie
                                                                                 *
                                                                   Następnego dnia
Umówiłam się z AnnaLynne i moją mamą na zakupy.
-Pośpieszcie się-zaczął marudzić Justin
-No chwila-krzyknęłyśmy razem z Pattie
Dokończyłam robić makijaż mojej przyszłej teściowej i zeszłyśmy na dół, gdzie czekał już zniecierpliwiony Justin
-Już możemy jechać marudo-powiedziałam po czym pocałowałam go
                                                                                 *
Justin podwiózł mnie pod centrum handlowe gdzie już czekały moja mama, AnnaLynne oraz.. Zoey.
-O której po Ciebie przyjechać.?-zapytał Justin
-Nie musisz wrócę z mamą, jak widzisz wzięły ze sobą Zoey więc szybko nie da mi wyjść
-To widzimy się później- powiedział, po czym przesunął się do mnie,żeby złożyć na moich ustach pocałunek
-Wiesz,że będziesz mi pomagał wypełniać zaproszenia
-Wiem pomogę Ci, o mamo przypomnij mi żebym podjechał na lotnisko, zarezerwuję nam bilety do Kanady
-Dobrze synku
-To idę pa-powiedziałam i znów pocałowaliśmy się
-Kocham Cię Shawty
-Ja Ciebie też, pa Pattie
Pomachałam im, i ledwo się odwróciłam, a już słyszałam wołanie mojej siostry.
-Zoey!
                                                                                 *
                                                                   _________________
O mały włos a zapomniałabym dodać wam R :O ale jest :D haha
Zapomniałam w poprzednim poście napisać wam, że założyłam ask.fm (link po prawej stronie), możecie tam zadawać pytania a pro po blogów i zupełnie inne.
NN w środę ;*