Pkt.widzenia Justina
Równo o godzinie 4:30 zadzwonił mój budzik. Za półtorej godziny miałem samolot. Postanowiłem póki co nie budzić mojej Blondynki. Poszedłem do łazienki, gdzie odbyłem poranną toaletę.
-Shawty-zacząłem budzić ją, ta od razu otworzyła zaspane oczy. Usiadła na łóżku. Była strasznie zaspana i tak cholernie seksowna zarazem. Przytuliłem ją do siebie, a ona wdrapała mi się na kolana. Zacząłem całować jej szyję, ramiona, policzki.
-Może idź spać-powiedziałem głaszcząc ją po włosach
-Niee, zaraz się rozbudzę-odpowiedziała sennym głosem, tak że ledwo ją zrozumiałem
-Ej bo Cię wrzucę w ubraniu do wanny pełnej zimnej wody-zaśmiałem się i po chwili moja ukochana mi zawtórowała
-Już nie śpię, zadowolony.?-zapytała Kasia przeciągając się i ziewając
-Taak, a Twoje oczy same się zamykają
-Shh-odpowiedziała i pocałowała mnie w usta, a następnie wstała ze mnie, wzięła naszykowane ubranie, potknęła się przy tym o swoje własne nogi i zniknęła za drzwiami łazienki.
*
Babcia już się krzątała po kuchni i robiła dla nas śniadanie, dziadek siedział w salonie i oglądał telewizję.
W międzyczasie zadzwoniłem po taksówkę. Usiedliśmy razem przy stole. Kasia związała swoje długie, blond włosy w niedbałego warkocza, który opadał jej na lewe ramię.
-Za wcześnie na jedzenie-zaczęła marudzić Kasia
-Zjedz przynajmniej kanapkę, najwyżej później zjesz-powiedziała moja babcia- A Ty Justin najedz się, żebyś w samolocie nie był głodny
*
Zapakowałem swoje walizki do bagażnika taksówki i poszedłem pożegnać się z dziadkami.
-Szkoda, że tak na krótko przyjechałeś do nas
-Wiem babciu, mi też jest szkoda, ale zobaczymy się za niedługo
-W święta, a później na waszym ślubie-tu babcia się uśmiechnęła- a i nie martw się o swoją narzeczoną, zajmiemy się nią jak najlepiej potrafimy
-W to nie wątpię
Zostałem wycałowany i wyściskany przez babcię, dziadek natomiast także mnie uścisnął i tradycyjnie poklepał po ramieniu.
Wsiadłem do taksówki razem z moją narzeczoną i pojechaliśmy na lotnisko. W trakcie drogi siedzieliśmy przytuleni do siebie, nic nie mówiliśmy, wystarczała nam nasza obecność, bliskość.
Kasia uparła się, że poczeka ze mną na odprawę i dopiero jak zniknę za bramkami to pójdzie.
Ustawiłem walizki pod ścianą, a następnie przyciągnąłem do siebie Kasię.
-Justin tylko masz zadzwonić jak dolecisz, nawet jakby tu w Kanadzie miał być środek nocy-zagroziła mi palcem dziewczyna
-No mam nadzieję, że nie będę musiał Ciebie budzić, zadzwonię, bo nie chcę żebyś zarywała noc i bała się czy doleciałem na miejsce cały czy nie.
-A Ty masz się nie przejmować, że będę się nudzić, bo nie będę, Twoja mama jutro przyjeżdża, następnego dnia pojedziemy do Toronto
-A i zadzwonię do Ciebie kiedy masz do mnie przylecieć i załatwię Ci bilety
-Dobrze
-Pasażerów lotu do Los Angeles zapraszamy do odprawy-usłyszeliśmy z głośników
Nie uśmiechało mi się pożegnanie z Kasią. Najchętniej chciałem by leciała tam teraz ze mną.
Przytuliłem ją do siebie jeszcze bardziej, a następnie złapałem za podbródek i wpiłem się w jej usta. Nasze języki idealnie ze sobą współgrały. Jej język pieścił moje podniebienie. Uwielbiałem się z nią całować! Pierwsza pocałunek przerwała Kasia.
-Musisz iść-powiedziała smutnym głosem
-Nie smuć się, za parę dni się widzimy, kocham Cię najbardziej na świecie-powiedziałem i po raz ostatni przed wylotem przytuliłem ją do siebie i musnąłem w policzek.
*
Pkt.widzenia Kasi
Nagle poczułam rękę Justina, wsuwał mi ją do tylnej kieszeni spodni, musnął moje wargi po raz ostatni, zabrał walizki i ruszył do odprawy.
Wsadziłam ręce do tylnych kieszeni, a w jednej z nich były pieniądze. W tej samej chwili Justin odwrócił się i wyszczerzył.
Pokręciłam głową i pomachałam mu na odchodne. Gdy zniknął mi z pola widzenia dopiero wtedy wyszłam z budynku lotniska.
Wsiadłam do pierwszej lepszej, wolnej taksówki i podałam adres i ruszyliśmy.
*
Parę godzin później
Pomagałam pani Diane robić kolację. Bez Justina dla mnie było za pusto, za cicho..
Gdy tak sobie o nim rozmyślałam, akurat rozdzwonił się mój telefon.
-Halo.?
-Cześć Shawty-usłyszałam głos mojego ukochanego- No więc informuję, że doleciałem na miejsce
-To dobrze, a chłopaki już Ci coś zdradzili z tych swoich planów.?
-Nic mi nie chcą mówić, jedynie słyszę "jutro"-zaśmiał się Justin
-Biedactwo-zawtórowałam mu
-A Ty co robiłaś dzisiaj beze mnie.?I która jest godzina teraz w Kanadzie.?
-Jest 20. Co robiłam.? Wróciłam z lotniska, zjadłam śniadanie, byłam na zakupach z Twoją babcią, później ugotowałyśmy obiad, po obiedzie poszłam na spacer z Twoimi dziadkami, leniuchowałam, a teraz szykujemy kolację.
-Tak nie wiedziałem czy mam dzwonić do Ciebie czy nie
-Spróbowałbyś tylko nie zadzwonić- zaśmiałam się- powiedziałam Ci, że masz zadzwonić nawet jeśli miałaby tu być noc
-No wiem skarbie, ale zadzwoniłem!
-Wiem i cieszę się, no i tęsknie
-Ja za Tobą też. A Shawty jutro będę wiedział kiedy będziesz mogła do mnie przylecieć
-Wszystko jutro.
-Pretensje do chłopaków. Wejdziesz jutro na skype'a?
-Tak, tylko napiszesz mi SMS-a jak Ty będziesz mógł wejść, ok.?
-Okej Shawty. Niestety muszę kończyć bo chłopaki mnie gdzieś wyciągają. Pozdrów moich dziadków. Iii kocham Cię.
-Aww, no dobrze idź. Ja Ciebie bardziej kocham. To widzimy się jutro na skype'ie. Pa
-Pa kotku
_______________________
Przepraszam, że R z jednodniowym opóźnieniem. Znowu doładowanie mi starczyło na zaledwie 2 tygodnie i wczoraj siedziałam już na końcówce -.-
A teraz odniosę się do ostatniego komentarza spod 19 R : jeżeli komuś się nie podoba, że tu jest tyle rozdziałów to u góry strony (po prawej stronie dokładnie) jest magiczny czerwony kwadracik z krzyżykiem i na to proszę klikać. Piszę tak jak chcę i to ode mnie zależy chyba ile to będzie miało rozdziałów. Ciekawe czy osoba od tego komentarza zdaje sobie sprawę ile muszę poświęcać na to opowiadanie.. Najpierw zasmucę tą osobę owszem ta część też będzie miała dużo R, a teraz ucieszę Cię NIE PRZEWIDUJĘ CZĘŚCI 3. dziękuję : 3 -.-
Przepraszam was za to, ale no lekko mnie to zirytowało -.-
Ale nie poddaję się, mam chyba dla kogo pisać, i póki takie osoby są to będę to robić.
NN w środę.
Przepraszam, że R z jednodniowym opóźnieniem. Znowu doładowanie mi starczyło na zaledwie 2 tygodnie i wczoraj siedziałam już na końcówce -.-
A teraz odniosę się do ostatniego komentarza spod 19 R : jeżeli komuś się nie podoba, że tu jest tyle rozdziałów to u góry strony (po prawej stronie dokładnie) jest magiczny czerwony kwadracik z krzyżykiem i na to proszę klikać. Piszę tak jak chcę i to ode mnie zależy chyba ile to będzie miało rozdziałów. Ciekawe czy osoba od tego komentarza zdaje sobie sprawę ile muszę poświęcać na to opowiadanie.. Najpierw zasmucę tą osobę owszem ta część też będzie miała dużo R, a teraz ucieszę Cię NIE PRZEWIDUJĘ CZĘŚCI 3. dziękuję : 3 -.-
Przepraszam was za to, ale no lekko mnie to zirytowało -.-
Ale nie poddaję się, mam chyba dla kogo pisać, i póki takie osoby są to będę to robić.
NN w środę.