24 sierpnia 2013

R [46] części drugiej.

*
Pkt.widzenia Kasi.

- Gdy była pani nieprzytomna zrobiłam za zgodą pani męża serię badań. I mam już wyniki, z których wynika, że jest pani w ciąży.
- Co?! W. Ciąży. Ja? - byłam w jednym wielkim szoku, zakryłam oczy rękoma.
- Tak. Jest pani w ciąży. Za chwilę moja koleżanka wykona pani USG by zobaczyć rozwój pani ciąży oraz określi, który to tydzień - powiedziała lekarka po czym do niej dołączyła inna.
Przedstawiła się, ale ja w szoku wogóle nie mogłam się zmobilizować do jej słuchania.
Odsunęła mi kołdrę, podwinęła bluzkę. Rozlała zimny płyn na mój brzuch i rozpoczęło się badanie.
- Proszę spojrzeć. To jest państwa dzidziuś - powiedziała po chwili doktor wskazując na ekran - Jest pani w ósmym tygodniu.
Wpatrywałam się tępo w mały ekranik. To moje i Justina  dziecko. Z moich oczu płynęły niekontrolowane łzy.
Lekarka wydrukowała nam zdjęcie USG naszego dziecka, wręczyła mi je, wytarła brzuch, a później zaczęła wprowadzać mi zalecenia.
Dostałam szybko wypis ze szpitala oraz recepty i wyszliśmy stamtąd nie odzywając się do siebie.
W aucie obliczyłam, że do zapłodnienia musiało dojść przed nocą poślubną,  a urodzę jakoś w połowie października.
Nie ma to jak niespodziewana informacja na 3 dni przed własnymi urodzinami.
2 miesiąc. Dziecko - jedyne co teraz chodziło mi po głowie.
Gdy dotarliśmy do hotelu, do naszego pokoju, ułożyłam się na łóżku.
Chwilę później dołączył do mnie Justin. Usiadł przede mną, chwycił za rękę, delikatnie pocierając palcem moje knykcie.
- Więc zostaniemy rodzicami - wyszeptał
- Dzwoniłeś do rodziców?
- Nie. Nie chciałem ich niepokoić.
Odetchnęłam  z ulgi.
- To dobrze. Wolę im powiedzieć o ciąży jak się spotkamy na naszej parapetówce w nowym domu.
- Cieszysz się?
- Że zostanę mamą? Póki co jestem w wielkim szoku. Chciałam zajść z Tobą w ciąże,  ale nie sądziłam, że to się stanie tak szybko.. A Ty się cieszysz?
- Cieszę? Żartujesz? Ja się mega cieszę! Odkąd zgodziłaś się zostać moją żoną wiedziałem, że chce żebyś została także matką moich dzieci. Nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej roli.
Od chwili dowiedzenia się o ciąży się szczerze uśmiechnęłam.
- Nie mogę uwierzyć, że teraz pod sercem noszę nasz najdroższy skarb.
Justin uśmiechnął się czule, kładąc dłoń na moim brzuchu.
- Teraz musisz dbać o siebie i nasze dziecko, i ja Ci w tym pomogę.
- Dziękuję. A jak myślisz.. urodzę chłopca czy dziewczynkę? - zapytałam i od razu poprawił mi się humor.
- Ja chciałbym chłopca, ale jak się urodzi dziewczynka to też będę ją kochał. Najważniejsze, żeby było zdrowe.
- Dokładnie. To jest najważniejsze.
- Jesteś głodna? - zapytał Justin zmieniając temat
- Oj tak. Ja i nasz bobas jesteśmy bardzo głodni - zaśmiałam się a Justin mi zawtórował.
Usiadłam na łóżku wyjęłam z torebki zdjęcie USG, a Justin podał mi śniadanie i przy okazji sam je dokończył.
- Ale mi los dał prezent urodzinowy
- Nic nie przebije tego.
- Ciekawe jak zareagują nasi rodzice, dziadkowie..
- Będą w szoku tak jak my teraz, ale będą też bardzo szczęśliwi.
- Mam nadzieje, że wdałam się w moją mamę, i że po ciąży szybko wrócę do formy, wagi sprzed ciąży.
Justin przewrócił oczami.
- No co? Wystarczy, że przez parę miesięcy będę chodzić z brzuchem.
- Oh wy kobiety..
- No co? Muszę się przecież podobać jakoś mojemu mężowi czyż nie?
- Mi będziesz się podobać nawet z brzuszkiem, dla mnie nie ma znaczenia to ile będziesz ważysz. Już nie mogę się doczekać Twojego brzuszka ciążowego.
- Ej! Daj mi się nacieszyć jeszcze szczupłym ciałem!
- Nie - zaśmiał się chłopak.
- Jakbyś chciał nazwać swojego syna lub córkę?
- Trudne pytanie, nie wiem. A Ty myśłałaś już o imionach?
- Raz.
- I jakie wymyśliłaś?
- Chłopca bym nazwała Jason, Jasper albo Elliot, a córeczkę Rosalie, Nadine albo Naomi.
- Śliczne imiona. Najbardziej podobają mi się imiona Jason i Naomi.
- To ustalone - uśmiechnęłam się - Jak urodzę jednak synka to na drugie mu dam imię po Tobie
- Aw, a jak dziewczynkę to damy jej na drugie Kate.
- Naomi Kate Bieber albo Jason Justin Bieber?
- Dokładnie tak. Ale się nakręciliśmy. Zaraz dojdzie do tego, że wymyślimy na jaki kolor pomalujemy pokój, gdzie kupimy meble, gdzie urodzisz.
- Mamy jeszcze trochę czasu na resztę. Kolorem pokoju zajmiemy się jak poznamy płeć, a meble na jakieś dwa miesiące przed porodem, a co do szpitala nie mam jakiś życzeń. Ważne żeby ludzie byli kompetentni. A tak wogóle to jak pojedziemy już do Calabasas to zajmiemy się szukaniem takich dupereli jak nakładki na kontakty żeby dziecko nie poraziło się prądem, na schodach założymy i na górze i dole "furteczki" by zapobiec, że nasz szkrab wejdzie na schody i z nich spadnie.
- Dobry pomysł. Lepiej dmuchać na zimne. A tak w ogóle to, w którym miesiącu dowiemy się jaka jest płeć dziecka?
- W 4 miesiącu dowiemy się czy nie jest obciążone wadami genetycznymi, a w 5 miesiącu płeć.
- Wiesz, że będziesz świetną mamą?
- A Ty tatą. Damy mu albo jej tyle miłości ile jesteśmy w stanie.
- Dla mnie ważne jest żeby nasze dziecko miało ze mną dobry kontakt, taki jakiego na początku nie dał mi mój tata. Chce mu oszczędzić tego bólu.
- Ja mam podobnie, z tym, że nie chce mieć takiej niezdrowej relacji jak ja ze swoim tatą wcześniej. Polegającej na ciągłym oskarżaniu się, nienawiści, krzykach, płaczu, myślach samobójczych etc. Chce trochę być jak moja mama dla mnie i mojego rodzeństwa czy też Pattie w stosunku do Ciebie.
- Będziemy musieli się mocno postarać o to, ale uda nam się, wierzę w nas.
Dokończyłam w końcu jeść, a po tym usiadłam Justinowi na kolanach i się mocno wtuliłam.
***
Justin na moje urodziny wynajął jacht, na którym spędziliśmy dwa dni.
W prezencie dostałam śliczny naszyjnik z diamentem oraz kolczyki do kompletu.
Z racji, że prezent dla Justina był gotowy, a poza tym trochę ze względu na ciążę postanowiliśmy skrócić naszą podróż o te parę dni.
Marzyłam by już być u siebie w domu.
Zaprosiliśmy rodziców, dziadków, rodzeństwo oraz najbliższych przyjaciół na parapetówkę, podczas której ogłosimy, że spodziewam się dziecka. Z jednej strony chcę już mieć to za sobą, a z drugiej tak bardzo się stresuję niczym jakbym była nastolatką i zaliczyła wpadkę.
Dopiero od 5 dni wiemy o ciąży, a Justin zaczął być jeszcze bardziej opiekuńczy.
***
Dzień później. Calabasas. Pkt.widzenia Kasi.
Z lotniska odebrali nas Ryan, Alfredo oraz Kenny.
- Cieszycie się z powrotu? - zapytał Alfredo.
- Tak i to bardzo - odpowiedziałam.
Byłam podekscytowana. Chciałam już Justinowi pokazać jego studio.
W końcu zajechaliśmy do naszego ślicznego, wielkiego domu.
Ryan po kryjomu, tak by Justin nie widział, oddał mi klucze.
Przyjaciele Justina zajęli się wyciąganiem naszych bagaży, natomiast on  ( Justin ) otworzył drzwi, przeniósł mnie przez próg, a następnie kazał mi usiąść, odpocząć i sam poszedł pomagać przy bagażach.
Poszłam do kuchni i zaparzyłam herbatę.
Po paru minutach dołączyli do mnie.
- Justin.. - zaczęłam niepewnie
- Tak?
Ryan chyba zauważył moją niepewność bo przejął głos
- Zanim wogóle wzięliście ślub, Kasia poprosiła nas o pewną przysługę
- Jaką? - zapytał patrząc na mnie
- Chodź. Tylko musisz zamknąć oczy. To niespodzianka.
Chłopak zmarszczył brwi, ale wstał i dał mi się poprowadzić w stronę ogródka.
Stanęliśmy w miejscu gdzie wcześniej stała tu sauna.
- Otwórz oczy.
Justin zamrugał parę razy.
- I?
Kenny wręczył mu kluczyk.
- No otwórz - ponagliłam go
Zrobił to o co poprosiłam i weszliśmy do środka.
- Nie wierzę. Poprosiłaś, żeby przerobili to miejsce na studio nagraniowe dla mnie?
- Mhm - próbowałam rozgryźć w jakim jest nastroju, czy mu się to podoba.
Według mnie spisali się na medal, studio wyglądało rewelacyjnie.
Justin rozglądał się, dotykał.
Zauważyłam, że chłopakom udało się przewieźć nagrody Justina jakie zdobył.
Justin odwrócił się do mnie i nim zdążyłam zareagować, a już byłam w jego ramionach, obracał mnie wokół swojej osi.
- Dziękuję - wyszeptał i pocałował mnie.
- Nie ma za co. Podziękuj też chłopakom. Ja tylko wpadłam na ten pomysł, a oni mi pomogli w realizacji. Chciałam żebyś miał taki swój kącik, tylko dla siebie, a przede wszystkim tu będziesz mógł robić to co kochasz. Tworzyć, nagrywać muzykę. A przede wszystkim będziesz w domu - zaśmiałam się.
- Wow. Na prawdę wam dziękuję.
- Kasia będzie miała gdzie Cię wyganiać - zażartował Ryan
- O, o tym nie pomyślałam
- Ej! - zaprotestował Justin ze śmiechem.
***
W końcu zostaliśmy sami.
Po wyjściu Ryan'a , Alfredo i Kenny'ego podjechaliśmy samochodem Justina do sklepu, bo nasza lodówka raziła pustką.
Oczywiście Justin nie pozwałał mi nosić ciężkich rzeczy, siatek.
***
Gdy przygotowywałam kolację Justin objął mnie od tyłu w pasie i zaczął muskać po szyi.
- Kocham Cię. To studio to najlepszy z prezentów jaki kiedykolwiek otrzymałem. Na prawdę dziękuję.
- Ty ciągle mnie czymś zaskakujesz, więc tym razem ja chciałam zaskoczyć Ciebie. Cieszę się, że Ci się podoba.
- Mam najlepszą żonę na świecie.
- A ja męża. A teraz mi nie przeszkadzaj w robieniu jedzenia. Lepiej byś poszedł wypakować swoje ubrania.
- A za ile kolacja?
- Za pół godziny.
- Okej. To jak będzie gotowe to mnie zawołaj, a ja idę do sypialni rozpakować rzeczy.
- Okej.
Dostałam buziaka w policzek i chłopak opuścił pomieszczenie, ale na chwilę bo zaraz się wrócił.
- Kasia, a kiedy przyjeżdżają goście?
- Wszyscy przyjeżdżają jutro na 18.
- Będziemy musieli przygotować sypialnie gościnne.
- Jutro zastanowimy się na spokojnie gdzie kogo umieścimy w pokoju.
- Dobrze. Póki nie ma dziecka to mamy jak porozmieszczać gości we wszystkich sypialniach.
- No ogółem chcę przeznaczyć w przyszłości 3 albo 4 sypialnie dla gości, a 2 lub 3 dla dzieci. Wszystko zależy ile ich będzie.
- Dziesięcioro - zażartował Justin
- O nie, max. czworo.
- Dobre i to. Jedno już mamy w drodze, a nad resztą popracujemy - wyszeptał mi do ucha.
- Po urodzeniu tego poczekamy z następnym przynajmniej rok. Chce się maksymalnie skupić na jednym wpierw.
- Zrobimy jak będziesz chciała, przecież nie zmuszę Cię do urodzenia mi dziecka.
Pocałowałam go szybko w usta i wygoniłam z pomieszczenia.
***
Następnego dnia
Od samego rana wraz z Justinem zajęci byliśmy - ja przygotowywałam obiado-kolację, przystawki, desery, a Justin zaoferował się przygotowaniem sypialń dla gości.
Poszłam zobaczyć jak mój mąż sobie radzi.
Stanęłam w progu jednej z sypialni i przyglądałam się jak Justin zakładał poszewkę na kołdrę w sposób w jaki mu pokazałam.
- Jak Ci idzie?
- Zostały mi jeszcze dwa pokoje.
Kiwnęłam głową.
- Shawty, gdzie mam zanieść materace?
- Ten duży zanieś do naszej sypialni, położymy tam nasze rodzeństwo, a z resztą się wstrzymaj póki co.
- Gdzie kto będzie spał?
- W pierwszej sypialni moi rodzice, w drugiej i trzeciej nasi dziadkowie, w czwartej Twój tata z Erin, w piątej Łukasz i AnnaLynne, a w szóstej Pattie. No i ma też przyjechać Caitlin to ją damy w pokoju z Twoją mamą. A Ryan'a Good'a, Ryan'a Butler'a, Chaza, Kenny'ego' Alfredo i Christiana damy do salonu.
- Caitlin, Ryan Butler, Chaz i Christian za dwa dni i tak wracają do Kanady. Good, Kenny i Alfredo jutro jadą. Także jakoś będziemy musieli sobie poradzić.
- Taa. Niby ten dom jest ogromny, ale jak zjedzie się tyle osób to nagle brak miejsca.
- Najwyżej kupię nowy, większy dom dla nas
- Nie. Mi podoba się ten dom i tu chcę mieszkać - zaśmiałam się
- Tu wychowamy nasze maluchy
- Mhm.
- A tak zmieniając temat, co przygotowałaś na rodzinną imprezkę?
- Na obiad przygotowałam spaghetti, na deser jabłecznik, lody, a na kolację pancake'sy z syropem klonowym.
- O, moje ulubione. Niech goście już przyjeżdżają - zaśmiał mi się Justin do ucha oraz tuląc się.
- Żarłok. A teraz zostaw to na chwilę i chodź ze mną do sypialni - powiedziałam splatając swoją dłoń z jego.
- Po co? - zapytał, a jego oczy się rozszerzyły
- Nie po to o czym myślisz. Chce żebyś wybrał ciuchy, żebym Ci je mogła wyprasować. Nie dość, że żarłok to jeszcze napaleniec - zaśmiałam się.
- No wiesz skarbie.. mamy jeszcze sporo czasu zanim przyjadą goście - wyszeptał mi do ucha, a gdy na niego spojrzałam to zaczął poruszać brwiami.
- Możesz pomarzyć - powiedziałam pokazując mu język.
- Ale wiesz, że marzenia czasem się spełniają?
- Ale nie dziś.
Justin jęknął z niezadowolenia.
Poszliśmy do sypialni, ale zanim pozwoliłam mu pójść do garderoby to popchnęłam go na ścianę i wpiłam się mu w usta.
Jego dłonie zaczęły krążyć po moim ciele.
Żeby się z nim jeszcze podroczyć zaczęłam podwijać mu bluzkę oraz dotykać brzucha.
- Justin - wymruczałam gdy ten całował moją szyję.
- Kocham Cię mała i nie kuś mnie tak.
- Też Cię kocham,  a co do kuszenia to od czasu do czasu trzeba
- Kiedy Ty to robisz niemalże cały czas
- Nie prawda, a teraz ruchy kochanie - powiedziałam mijając go oraz klepnęłam go w tyłek.
***
Godzina 17:50

Gdy kończyłam się malować, Justin wyszedł z łazienki.
Ubrany był w czarną bokserkę, koszulę w kratkę, ciemne spodnie standartowo spadające mu z tyłka, czarne adidasy oraz dodatki (kolczyki, zegarek).
Ja natomiast ubrałam się w czarny top, spódnicę , czarne szpilki oraz jako dodatek dałam kolczyki od Justina, które dał mi na urodziny i bransoletkę, którą mi dał, gdy zaczęliśmy ze sobą chodzić (z resztą nigdy się z nią nie rozstaję).
- Ślicznie wyglądasz
- Dziękuję
- Chodźmy na dół.
- Już - odpowiedziałam przeglądając się szybko w lustrze , a później chwytając za rękę Justina.
Ledwo zeszliśmy na dół, jak usłyszeliśmy dźwięk parkujących aut przed naszym domem.
Wyszliśmy na zewnątrz. Przed dom podjechały 4 samochody w tym 3 taksówki.
O tyle, o ile pozwoliły mi na to szpilki podbiegłam do moich dziadków, których ostatnio widziałam na ślubie.
- Cześć kochana wnusiu - powiedział dziadek
- Jak miło was widzieć, nawet nie wiecie jak się cieszę.
- My również się cieszymy. A małżeństwo ewidentnie Ci służy, wyglądasz cudownie.
- Dzięki dziadku - odpowiedziałam uśmiechając się promiennie.
Przywitałam się również z rodzicami i resztą gości, a następnie zaprosiliśmy ich do jadalni.
Z pomocą Justina i AnnaLynne podałam obiad - spaghetti bolognese.
Justin nalał każdemu z wyjątkiem mnie wina, ja poprosiłam o wodę.
Alfredo wzniósł toat.
- No to wypijmy za Kasię i Justina, żeby jak nadłużej byli ze sobą, już bez żadnych rozstań!
- To gdzie mój wnuk Cię zabrał w podróż poślubną?.  - zapytała babcia Justina - Do Cancun na 4 tygodnie oraz na Bahamy na 1,5 tygodnia.
- No to opowiadajcie nam jak się bawiliście.
I tak opowiadaliśmy im możliwie jak najkrócej się dało, oczywiście pomijając niektóre aspekty takie jak jakieś prywatne sceny, czy też moją wizytę w szpitalu.
Gdy wszyscy zjedli posprzątałam naczynia i poszłam je umyć, a w tym czasie Justin zaprowadził resztę do salonu.
- Skarbie kiedy im powiemy? - zapytał Justin w holu
- Może jak podam deser?
***
I nadeszła pora deseru.
Pokroiłam jabłecznik, przygotowałam talerzyki i widelce, i wszystko pozanosiłam do salonu.
W trakcie jedzenia zaczęłam się stresować, odechciało mi się jeść.
Ścisnęłam Justina za kolano. On na mnie spojrzał i kiwnął głową po czym odchrząknął głośno i goście ucichli.
- Dzięki. Razem z Kasią chcielibyśmy wam coś ogłosić korzystając, że jesteście tutaj wszyscy.
- Co to za wiadomość? - zapytała moja mama
Przeprosiłam na chwilę i poszłam do sypialni po zdjęcie USG mojego maluszka i wróciłam z powrotem do salonu, gdzie wszyscy cierpliwie na mnie czekali.
Stanęłam za Justinem i złapałam go za ramiona.
- Z Justinem chcieliśmy wam powiedzieć, że spodziewam się dziecka - wydusiłam w końcu to z siebie.
- Będziesz miała dzidzię? - zapytała Zoèy, a ja jej przytaknęłam.
Przez twarze naszych najbliższych przebiegło zdziwienie, niedowierzanie aż po szczęście.
Podeszła do mnie mama po czym mocno przytuliła.
- Który tydzień?
- 9.
- Oh tak się cieszę. I w końcu zostanę babcią - zaśmiała się mama pomimo łez.
Podałam im zdjęcie USG.
- No to teraz wznieśmy toast za nowego członka rodziny, który pojawi się z nami za niedługo, no i za to, że zostaniemy dziadkami - tu Jeremy skierował słowa do moich rodziców oraz Pattie.
- Kiedy i jak się dowiedzieliście o ciąży ? - zapytał mój brat, Łukasz
- Dowiedzieliśmy się 3 dni przed moimi urodzinami, czyli tydzień temu jak byliśmy na Bahamach.
- Kasia zemdlała mi w łazience, zawiozłem ją do szpitala i po serii badań nam powiedzieli, że zostaniemy rodzicami - dopowiedział Justin.
- Nie miałaś żadnych objawów?
- Nie, to znaczy miałam jakieś nudności, ale myślałam, że to  z głodu bo przecież tak miałam już dużo wcześniej i po prostu nie skojarzyłam, że to może być ciąża.
- Jak zareagowaliście?
- Na początku płakałam byłam w szoku, Justin też, a później się bardzo ucieszyliśmy.
- A myśleliście już o imionach?
- Tak. Jak urodzę chłopca to nazwiemy go Jason Justin, a jak dziewczynkę to Naomi Kate.
- Śliczne imiona - uśmiechnęła się do mnie AnnaLynne.
- Yay. Nie mogę uwierzyć, że moja młodsza siostra będzie mamą, a ja wujkiem.
- No widzisz. I lepiej uwierz - uśmiechnęłam się.
- Najpiękniejsze jest to, że dożyłem chwili gdy moja wnuczka stanęła na ślubnym kobiercu, a teraz dowiaduję się, że zostanę pradziadkiem - zaczął dziadek, a w oczach babci błąkały się łzy. Łzy szczęścia.
***
Po kolacji wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni, w szczególności nasi goście bo by tu przyjechać musieli lecieć z Atlanty czy też Stratford.
Zoèy, Jaxon oraz Jazmyn zasnęli na kanapie.
Justin, mój brat i Jeremy zanieśli maluchy do naszej sypialni.
A ja reszcie wskazałam ich sypialnie i sama udałam się do siebie.
Zmyłam makijaż, przebrałam się w piżamę, sprawdziłam czy nasze rodzeństwo śpi i dołączyłam do Justina, który leżał już w łóżku.
- I widzisz? Rodzice się ucieszyli
- No. Ale strasznie bałam się im powiedzieć o ciąży, ale cieszę się, że już po wszystkim - odpowiedziałam i zaczęłam ziewać.
- Dobranoc Shawty.
- Dobranoc.
Justin wtulił się w moje plecy. Wychylił się do przodu i pocałował mnie i zasnęliśmy wtuleni.
***
Wstałam dość wcześnie jak na mnie, bo o 8.
Justin jeszcze spał bardzo blisko mnie, wtulony policzkiem o moje ramię. Na jego ślicznie wykrojonych ustach widniał delikatny uśmiech.
Ostrożnie odsunęłam się od Justina, by go nie budzić.
Pocałowałam go w policzek.
On się przeciągnął, wymamrotał coś niezrozumiale, ale spał dalej.
Zoèy, Jaxon i Jazmyn też spali.
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w lekko obcisłą tunikę oraz krótkie spodenki i najzwyklejsze conversy. Pomalowałam tylko rzęsy i zeszłam na dół.
Chłopaki w salonie spali.
Weszłam do kuchni. Krzątała się tam moja mama.
- Hej mamo.
- Hej córeczko. Zoèy śpi jeszcze?
- Tak. Wszyscy śpią jak zabici łącznie z Justinem.
- Jak się czujesz?
- Dobrze. Mamo jak się czułaś gdy zaszłaś pierwszy raz w ciążę?
- Kiedyś kochanie było trochę inaczej niż teraz. W waszym rozumieniu zaliczyłam wpadkę. Ale najważniejsze było dla mnie, że ojcem dziecka był mężczyzna, którego kochałam i kocham dalej. Byliśmy z tatą w szoku. To zrozumiałe. Bardzo nam pomogli wasi dziadkowie. A gdy poznałam płeć dziecka - tu mama uśmiechnęła się na to wspomnienie - Byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Każda ciąża czy to z Łukaszem, z Tobą czy Zoèy to było coś wspaniałego. Pamiętaj, że Ty i Justin możecie na nas liczyć. Pomożemy wam. Będzie nam łatwiej bo za niedługo się przeprowadzamy do San Diego. Nie będzie nas dzielić tysiące kilometrów, a zaledwie ok. 200-250. Jak będziesz chciała to będę z Tobą podczas porodu i po porodzie.
- Dziękuję, na pewno będę chciała żebyś Ty i Justin byli ze mną podczas porodu. Miałaś jakieś komplikacje podczas którejś z ciąż albo porodu?
- Z Tobą było parę komplikacji.
Spojrzałam na mamę pytającym wzrokiem.
- Po pierwsze prawie Cię straciłam, później zaczęło Ci się spieszyć na świat za wcześnie, ale z pomocą lekarzy donosiłam Cię do końca.
- Ja najbardziej się właśnie boję poronienia, tego, że dziecko może mieć jakąś chorobę genetyczną, urodzi się martwe albo po ciężkich komplikacjach w trakcie porodu.
- Martwisz się o dziecko i to bardzo zrozumiałe, ale musisz zacząć wierzyć, że wszystko będzie dobrze, nie stresuj się bo tym dopiero możesz mu zaszkodzić. Stres może też się odbić na Twoim małżeństwie. A teraz właśnie Justina i jego wsparcia potrzebujesz najbardziej.
- Wiem, a na domiar tego wciąż nie wierzę, że tam we mnie rozwija się mój i Justina dzidziuś.
Mama się czule do mnie uśmiechnęła i przytuliła.
- Twoje i Justina życie się zmieni, czasem będzie lekko czasem ciężej, ale zobaczycie, że było warto.
- Warto będzie na pewno. Będę mogła bezinteresownie dać drugiej osobie kawałek miłości, kawałek siebie.
- Dzięki Justinowi stałaś się niesamowicie dojrzała. Zupełnie zmieniłaś spojrzenie na świat.
- To prawda. Dzięki niemu dostrzegłam, że oprócz czerni i bieli są jeszcze odcienie szarości. A życie wcale nie musi być tak złe, okropne.
- Jak będziesz potrzebować porozmawiać to masz mnie, Justina, AnnaLynne. Pamiętaj o tym dobrze?
- Dobrze. A teraz niestety koniec pogaduszek, muszę zrobić dla śpiochów śniadanie. Pójdziesz mamo obudzić wszystkich?
- Już się robi.
Po rozmowie z mamą poczułam się jeszcze lepiej.
***

Hej! Dodałam kolejny r jak widać, mam nadzieję, że się komuś spodoba : )
Ostatnio myślałam o tym blogu i mam już napisane do przodu dwa rozdziały.. a tak do końnca to jeszcze z 4rozdziały+epilog..
No nic, nie zanudzam :)
I przypominam, że jak ktoś chce być z nowych osób informowany to zostawcie mi swój @ na tt lub nr.gg, a Ci , których informuje, a zmienili nazwę to niech napiszą do mnie. Z góry dziękuję.
Udanego weekendu!
Do następnego!

13 sierpnia 2013

R [45] części drugiej.

*
Cancún
Pkt.widzenia Justina
Była godzina 9 rano.
Przed chwilą zostaliśmy poinformowani, że będziemy lądować.
Obok mnie na fotelu spała moja żona.
Zacząłem ją budzić.
- Skarbie wstawaj, zaraz będziemy na miejscu - wyszeptałem jej do ucha i pocałowałem w policzek.
Kasia zaczęła się przeciągać i wyszeptała tylko krótkie "mhm" i spała dalej.
- Shawty.. - zaśmiałem się - to może wyniosę Cię na rękach co Ty na to?
- Nie, nie trzeba. Zaraz się obudzę - odpowiedziała niewyraźnym, zaspanym głosem.
Po 15 minutach wysiadaliśmy już z naszego prywatnego samolotu.
- Spać..
- Przespałaś cały lot i jeszcze chcesz skarbie spać? - zapytałem, a ona się uśmiechnęła i pokiwała twierdząco głową.
- Będziemy mieli czas na spanie, ale później - wyszeptałem jej tajemniczo do ucha, a ona lekko się zarumieniła.
*
Pkt.widzenia Kasi
- Dlaczego wybrałeś akurat Cancún? - zapytałam, gdy już siedzieliśmy w taksówce.
- Biuro podróży polecało mi to miejsce, przeglądałem mnóstwo prospektów i po prostu wydało mi się być idealnym miejscem dla nas na spędzenie naszego miesiąca miodowego.
Przytuliłam się do niego i dalej w milczeniu kontynuowaliśmy podróż taksówką do hotelu.
*
- To nasz hotel.? - zapytałam po paru minutach, gdy taksówka zaczęła podjeżdzać pod jeden z najbardziej luksusowych hoteli jakie widziałam.
- Tak - przeciągnął i uśmiechnął się nieśmiało
- Ładny, ale znowu.. - i nie dane mi było dokończyć, bo Justin zasłonił mi usta dłonią.
- Shh
Odsunęłam jego dłoń z moich ust.
- Jesteś niemożliwy. Wiesz, że jeżeli o mnie chodzi to moglibyśmy tu spać nawet w namiotach.
- Wiem, ale nasz miesiąc miodowy ma być dopracowany we wszystkich aspektach, szczegółach.
- No dobrze, dobrze - odpowiedziałam wywracając oczami oraz przytulając się do niego.
Staliśmy tak dobre parę minut.
- Podoba Ci się tu?
- Bardzo. Dziękuję, że wybrałeś to miejsce.
- Dla Ciebie wszystko - odpowiedział
- Idziemy pozwiedzać okolicę.?
- Tak - powiedziałam i musnęłam go w usta.
Standardowo Justin pogłębił pocałunek.
- Ciekawa jestem czy paparazzi się tu pojawią
- Mam nadzieję, że nie. Chce ten czas spędzić tylko i wyłącznie z Tobą, a nie z Tobą i paparazzi. A poza tym ta plaża jest prywatna, należy do hotelu i zamawiając tu apartament powiedziałem od razu czego oczekujemy.
- Faktycznie zadbałeś o szczegóły
- Starałem się. Chce żebyśmy obydwoje mieli stąd najlepsze wspomnienia.
- I będziemy mieć.
Justin chwycił mnie za dłoń i zaczął ciągnąć w stronę hotelu.
Zameldowaliśmy się, boy hotelowy zabrał nasze bagaże.
- Nie idziemy do pokoju? - zapytałam po tym jak Justin zaczął mnie wyprowdzać tym razem innym wyjściem.
- Nie. Mam inną niespodziankę.
- Jaką?
- Cierpliwości. Pamiętasz jak po zaręczynach powiedziałaś mi, że od tego czasu polubisz niespodzianki?
- Pamiętam, ale no..
- Zakryje Ci oczy okej?
- Okej, tylko masz mnie tak poprowadzić żebym się nie przewróciła.
- Obiecuję, że dotrzesz tam bez żadnych przeszkód, wypadków. Zaufaj mi.
- Ufam Ci. A teraz się pospiesz bo się rozmyślę.
- Już, już - zaśmiał się i pocałował mnie w policzek oraz kącik ust.
Zakrył mi oczy swoimi dłońmi, ja natomiast przykryłam je swoimi by czuć się bezpieczniej.
Nagle zamiast chodnika jaki był wokół hotelu zaczynał się piach.
- Gdzie Ty mnie prowadzisz? Już się mnie chcesz pozbyć? - zażartowałam.
- Nie. Skądże. Zobaczysz. Już jesteśmy prawie na miejscu.
I faktycznie parę kroków później Justin się zatrzymał i zabrał dłonie.
Zamrugałam parę razy by odzyskać otrość widzenia.
Przede mną rozciągała się plaża. Ale mój wzrok przykuwał teraz okrągły stolik, a wokół niego koło usypane z płatków kwiatów a dokładniej czerwonych róż. Na stoliku stało wiaderko, w którym chłodził się szampan.
Z wrażenia aż odebrało mi mowę.
Nigdy nikt tak nie starał się dla mnie jak właśnie Justin.
Czy ten mężczyzna przestanie mnie kiedyś zaskakiwać?
- I jak?
- Wow. Jest ślicznie. Nawet nie wiem co Ci odpowiedzieć. Dziękuję - wyszeptałam i przytuliłam się do Justina. Ze wzruszenia aż się popłakałam.
- Ej, nie płacz kochanie.
- Czuję się mega szczęściarą, że mam takiego cudownego męża. Dziś jest znów dzień dziękowania Justinowi - zaśmiałam się pomimo łez.
- A ja mam najcudowniejszą żonę, dla której zrobię naprawdę wszystko. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też kocham Justin, nawet nie wiesz jak bardzo.
Odcchyliłam głowę lekko do tyłu i swoimi ustami odszukałam jego wargi.
Nasz pocałunek był namiętny, czuły. Każde z nas poprzez pocałunek chciało przekazać swojej drugiej połówce całą swoją miłość, szczęście i wiele innych emocji.
- Masz ochotę zjeść ze mną kolację na plaży przy zachodzącym słońcu?
- Oczywiście, że mam ochotę.;
Justin odsunął dla mnie krzesełko jak przystało na gentlemana.
- Szampana?
- Poproszę.
Wznieśliśmy toast, a zaraz po nim dwóch kelnerów przyniosło nasz posiłek, pozapalali świece.
Gdy zjedliśmy Justin zaproponował spacer po plaży.
Wtuliłam się w jego bok i tak spacerowaliśmy.
Od czasu do czasu przystając by się pocałować.
- Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy od dnia kiedy dałaś mi kolejną szansę, wybaczyłaś mi to co zrobiłem, że zgodziłaś się zostać moją żoną. Po całym naszym zerwaniu ciągle byłaś osobą, o której myślałem, śniłem, tęskniłem, ale bałem się, że nigdy więcej już nie zobaczę jak się uśmiechasz chociażby - zaczął mi szeptać do ucha i mocno wtulając się we mnie.
- To ja jestem najszczęśliwsza ponieważ mam tak wspaniałego męża. Wiesz, że i mi było trudno po naszym rozstaniu, ale najważniejsze, że już jesteśmy razem i nic nas nie rozłączy. Dzięki Tobie poczułam jak to jest być kochaną przez kogoś innego niż własni rodzice. Gdyby wtedy Twój tata nas wtedy nie wysłał do tego kina, gdyby nnie wróciły dawne uczucia.. Byłabym teraz w związku z kimś kogo nie dażę żadnym uczuciem..
- Trudno mi było zyskać Twoje zaufanie, a przede wszystkim odwzajemnienie moich uczuć, ale po tych wszystkich wzlotach, upadkach wiem, że było warto.
- Taaa, nie ma to jak zakochać się w takiej okropnej dziewczynie jak ja - zaśmiałam się
- Nie byłaś okropna jeśli już to bardzo zamknięta w sobie, uparta
- A to wszystko przez beznadziejne zauroczenie oraz zły kontakt z ojcem - odpowiedziałam ze smutkiem w głosie
- Ale to wszystko już za Tobą. Pogodziłaś się z tatą, jest coraz lepiej. Wiesz jak ślicznie wyglądałaś gdy tata prowadził Cię do ołtarza?
- Pogodziłam się z nim dzięki tamtej pamiętnej sytuacji, ale też dzięki Tobie i Pattie. Nigdy nie mogłam sobie wyobrazić tego, że tata poprowadzi mnie do ołtarza, że jeszcze kiedyś przytulę się do niego, powiem mu, że go kocham.. Pomimo, że miałam jakieś obawy to w głębi siebie byłam szczęśliwa z powodu obecności taty.
Justin pocałował mnie w skroń i chwilę staliśmy przytuleni do siebie.
- Kocham Cię mała - wyszeptał
- Ja Ciebie też kocham - odpowiedziałam po czym przycisnęłam swoje wargi do skóry na jego szyi.
- Wracamy?
- Do hotelu czy ?
- Do hotelu skarbie
- Mhm.
*
Odebraliśmy z recepcji klucz od naszego apartamentu i ruszyliśmy w kierunku wind.
Pokój znajdował się na 13 piętrze.
Ledwo doszliśmy do drzwi pokoju, gdy Justin poprosił mnie bym zamknęła oczy. Zrobiłam to, a on szybko otworzył drzwi.
Myślałam, że złapie mnie pod ramię i zaprowadzi do środka, a on nagle wziął mnie na ręce, a drzwi zamknął za nami kopnięciem.
- Teraz możesz otworzyć oczy.
Otworzyłam je, a moim oczom ukazało się jedno z pomieszczeń. Na jego środku stało wielkie łoże dwuosobowe, na nim rozsypane płatki róż, z resztą po całym pokoju ich było porozrzucanych wiele. Na stolikach nocnych paliły się świece - jedyne źródło światła teraz w pokoju.
- Yay. Wow - to były jedyne słowa, które byłam w stanie wydusić z siebie pod wpływem szoku - ale tego pozytywnego.
- Na prawdę dopracowałeś wszystkie szczegóły - powiedziałam rozglądając się dookoła
- W żadnych marzeniach, snach czy też przypuszczeniach nie sądziłam, że moja podróż poślubna i te wszystkie aspekty będą tak wyglądać. Tak..cudownie. Dziękuję - dopowiedziałam i zaczęłam całować chłopaka po policzkach i ustach.
Justin postawił mnie na równe nogi, po czym przyciągnął mnie do siebie, chwycił moją twarz w swoje dłonie i wpił się mi w wargi.
Między nami zaczęło wytwarzać się pożądanie, namiętność.
Moje ręce spoczęły w jego włosach, ciągnąc je delikatnie od czasu do czasu. Natomiast jego dłonie zsuwały się powoli od szyi poprzez ramiona, piersi, talię, biodra aż do pośladków.
Zaczęłam rozpinać jego koszulę. Guzik za guzikiem. W końcu koszula leżała gdzieś na podłodze.
On nie był mi dłużny i po wcześniejszym obróceniu mnie do siebie tyłem zaczął rozpinać moją sukienkę. Za pewno Justin spodziewał się pod nią zwykłego stanika i majtek, ale ja na ten wieczór, noc miałam na sobie idealnie dopasowany gorset w kolorze sukienki, ale bez zbędnych ozdobników by się nie odznaczały na niej, a do tego mocno wykrojone, opinające się majtki. A żeby było ciekawiej miałam też na sobie pończochy z podwiązkami.
Gdy sukienka dołączyła do koszuli Justina obróciłam się do niego z powrotem.
Spojrzałam głęboko w jego oczy pełne pożądania, fascynacji, dumy.
Chłopak pociągnął mnie tak, że zostałam przytwierdzona do ściany plecami.
- Wcześniej mówiłem Ci już, że ślicznie wyglądasz, ale teraz wyglądasz cholernie pociągająco i seksownie - powiedział nie mogąc z deka skupić wzroku na choćby jednej mojej części ciała.
Przygryzłam wargę, którą chwilę później uwolnił Justin.
Dokończyliśmy swoje zadanie czyli rozbieranie. Najwięcej kłopotu Justin miał przy gorsecie i podwiązkach, ale wspólnymi siłami poradiliśmy sobie z nimi. Następnie Justin po raz kolejny podniósł mnie tym razem za uda, tak bym oplotła go nogami w pasie.
Chłopak odsunął kołdrę i ostrożnie ułożył mnie na łożu sam układając się na mnie.
Obdarowywał moje ciało łapczywymi pocałunkami.
Usta, kości policzkowe, broda, szyja, piersi oraz brzuch.
Jego dłonie krążyły po biodrach i pośladkach, delikatnie je ściskając.
Zaczęliśmy się kochać wśród płatków róż, w świetle świec.
Cudownie zatraceni jedynie w sobie. Nic innego się nie liczyło teraz. Tylko my. Ja i mój mąż. Mój Justin.

***

W trakcie pobytu w Cancún dopracowywałam mój prezent ślubny dla Justina, czyli jego własne studio w naszym nowym  domu w Calabasas. Wczoraj Ryan zadzwonił, że prace się zakończyły a dowodem na to były porobione zdjęcia.
Justin niczego się nie domyśla. Dzięki Bogu! Nie tylko on ma prawo do robienia niespodzianek.
A co do naszego małżeństwa - niemalże każdy dzień spędzamy w swoim towarzystwie. Justin idealnie wypełnia mi czas. A to spacer po plaży, oceanarium, pływanie z delfinami, a nawet nauka tańca!
Dowiedzieliśmy się również o przeprowadzce naszych bliskich. Nasi rodzice mieli zamieszkać w domku jednorodzinnym tzw. bliźniaku - jedną część domu mieli zająć moi rodzice z Zoèy, a drugą Pattie. Dom  znajdował się 3,5h drogi od nas. Natomiast mój brat - Łukasz - wraz z moją przyjaciółką, a jego dziewczyną AnnaLynne wykupili mieszkanie w Los Angeles, czyli jeszcze bliżej nas!
Rodzice mieli się przeprowadzać do swojego nowego domu dopiero w październiku, a Łukasz i AnnaLynne - dwa miesiące po nas.
***
5 tygodni później.
Ostatni tydzień podróży poślubnej - Bahamy.
Pkt.widzenia Justina.
Na dziś zaplanowałem dla mnie i mojej ukochanej jazdę skuterami wodnymi.
Rano, gdy Kasia jeszcze spała wyszedłem, by dogadać szczegóły z właścicielem skuterów, a po drodze chciałem kupić coś dla nas na śniadanie.
Gdy wróciłem Kasia już nie spała, nie było jej ani w sypialni, ani w salonie.
- Wróciłem! I przyniosłem nam śniadanie! - krzyknąłem tak by usłyszała mnie w łazience.
Jednak nie odpowiedziała mi nic. Zacząłem jeść bez niej.
- Kasia?
I znowu odpowiedziała mi cisza.
Wstałem od stołu i ruszyłem do łazienki.
Nacisnąłem klamkę. Otwarte. I wtedy doznałem szoku..
Kasia leżała blada, nieprzytomna jeszcze w piżamie na zimnych kafelkach.
- Skarbie! - zacząłem ją lekko klepać po policzkach uprzednio sprawdzając jej puls.
Wyciągnąłem szybko telefon i drżącymi dłońmi wykręciłem numer do recepcji naszego hotelu by podstawili szybko auto, które wynająłem na czas pobytu tu na Bahamach.
Wziąłem ostrożnie moją żonę na ręce i jak najszybciej opuściłem pokój.
*
Na pogotowiu musiałem czekać ponieważ musieli Kasi porobić jakieś badania. Nie byłem w stanie usiedzieć. Krążyłem więc po korytarzu. Czułem się jak wtedy po wypadku samochodowym Kasi. Wtedy mogłem ją stracić. A jak będzie teraz? Nie! Ona musi żyć! Przecież mieliśmy tyle wspólnych planów! - Nie możesz mnie zostawić maleńka, jesteś mi potrzebna. Kocham Cię - moje myśli nie dawały mi spokoju.
Przybity kucnąłem przy ścianie, schowałem twarz w dłonie i pozwoliłem swoim łzom swobodnie spływać mi po policzkach.
- Panie Bieber? - usłyszałem głos lekarki, która się zajęła Kasią.
- Tak. Co z moją żoną? - zapytałem ocierając łzy i wstając.
- Udało nam się przywrócić jej przytomność.
- Ale dlaczego ona wogóle ją straciła?
- Zaraz panu, a właściwie państwu powiem. Zapraszam do żony.
Poszedłem za lekarką do sali gdzie leżała Kasia.
- Justin- wyszeptała, ale tak bym ją usłyszał.
Podbiegłem do niej, a ta wyciągnęła ręce i wtuliłem się w nią, a w myślach dziękując Bogu, że żyje.
- Jak się czujesz?
- Boli mnie głowa, a poza tym co ja tu robię?
- Zemdlała pani, a pański mąż przywiózł panią do nas.
- Oh. Ale wszystko ze mną w porządku, prawda? - zapytała Kasia mając wielkie oczy ze strachu.
- Gdy była pani nieprzytomna zrobiłam za zgodą pani męża serię badań. I mam już wyniki, z których wynika, że jest pani w ciąży.

***

Przepraszam, że tak długo kazałam wam czekać na rozdział, ale miałam mnóstwo kłopotów i w szkole i w domu :s a poza tym dopiero wczoraj w nocy zdołałam coś z sensem napisać, a właściwie dokończyć to co zaczęłam. Następny rozdział też mam już napisany, ale nie wiem kiedy go opublikuję. Postaram się zakończyć opowiadanie tak jak przystało, czyli rezygnuję z otwartego końca :)  mam nadzieje, że komuś spodoba się to co napisałam :) Do następnego! :*  |  K.

Ps. Jeżeli kogoś nie poinformowałam  o rozdziale, albo zmienił @ na twitterze to niech do mnie napisze na mojego Twitter'a . xx.

18 maja 2013

R [44] części drugiej

*
Moment przysięgi, wkładania obrączek
Ryan wziął od Jaxona obrączki, i oddał je proboszczowi.
Następnie znów zwrócił się w moją stronę.
Chwyciłam ostrożnie, drżącymi palcami obrączkę Justina.
Wcześniej uzgodniliśmy, że złożymy specjalnie przez siebie przygotowane przysięgi małżeńskie, żeby nie korzystać z tych pustych gotowców.
- "Ślubuję Ci być wierną partnerką w zdrowiu i chorobie, stać przy Twym boku w dobrych czasach i tych złych, dzielić z Tobą radość, ale i smutek. Obiecuję bezwarunkowo Cię kochać, wspierać Cię w twych dążeniach i marzeniach, darzyć Cię szacunkiem, śmiać się z Tobą i płakać, dzielić swoje nadzieje i marzenia i przynosić pociechę, gdy zajdzie taka potrzeba. I miłować Cię do końca swoich dni"* - powiedziałam, patrząc Justinowi prosto w jego oczy i nałożyłam na jego palec obrączkę.
Justin wziął do ręki moją obrączkę i zaczął mówić :
- "Ślubuję, że będę strzegł naszego związku i Ciebie. Obiecuję Ci miłość i wierność, w dobrych chwilach i złych, w zdrowiu i chorobie, bez względu na to, dokąd nas los zawiedzie. Że będę Cię chronił, szanował i obdarzał zaufaniem. Dzielił Twe radości i smutki i niósł pociechę, gdy będziesz jej potrzebować. Obiecuję miłować Cię, stać na straży Twych nadziei i marzeń i zapewniać bezpieczeństwo przy moim boku. Wszystko, co należy do mnie, jest teraz Twoje. Oddaję Ci siebie, swą duszę i miłość, od teraz aż do końca naszych dni"** .
W trakcie składania przez niego przysięgi nie wytrzymałam ze wzruszenia i zaczęłam płakać. W Justina oczach także można było dostrzec łzy.
- Ogłaszam więc was mężem i żoną. A teraz pan młody może pocałować pannę młodą - oznajmił ksiądz.
Justin przysunął się do mnie, pochylił się i pocałował bardzo czule.
Nasi goście zaczęli klaskać.
Gdy skończyliśmy się całować, popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy, a następnie obydwoje się uśmiechnęliśmy.
Justin otarł łzy z moich policzków i musnął mnie jeszcze raz w usta.
Chwyciłam go pod ramię i zaczęliśmy się kierować do wyjścia z kościoła.
Przed kościołem nasze rodzeństwo obsypało nas kwiatkami i ryżem, goście krzyczęli "gorzko, gorzko". Więc tym razem to ja przejęłam inicjatywę i to ja pocałowałam MOJEGO MĘŻA.
Następnie goście ustawili się w sporej kolejce do nas.
Zaczęło się składanie nam życzeń, dawanie kopert i kwiatów.
Podeszli do nas nasi rodzice. Oczywiście zarówno moja mama jak i Pattie były całe zapłakane, ale nasi ojcowie również wyglądali na wzruszonych. W końcu ich "małe" pociechy stanęły na ślubnym kobiercu i zaczną prawdziwe dorosłe życie.
- Nie wiem czy uda mi się coś sensownego spleść w tym stanie, ale postaram się - zaśmiała się moja mama - No co kochani, życzymy wam na pewno, żebyście trwali u swojego boku jak najdłużej, żebyście byli szczęśliwi zarówno jako małżeństwo no ale później także jako rodzice.
- Mamo nie płacz bo i ja zaraz zacznę - powiedziałam i uścisnęłam po kolei każdego z naszych rodziców.
- Witaj w rodzinie - wyszeptał mi do ucha Jeremy i mocno mnie przytulił.
*
AnnaLynne i Ryan pomogli nam zapakować kwiaty i inne rzeczy do samochodów.
Justin pomógł mi wsiąść do auta.
Gdy tylko usiadł obok mnie to od razu się do niego przytuliłam i splotłam nasze dłonie. On pocałował mnie wpierw w czoło, poprzez policzek aż do ust.
- Cały czas nie mogę uwierzyć, że zostałaś moją żoną - wyszeptał składając delikatne pocałunki na mojej brodzie, kącikach ust - Jak zobaczyłem Twojego tatę, ale bez Ciebie to już się przestraszyłem, że się rozmyśliłaś, uciekłaś
- Nie zrobiłabym Ci tego, po prostu wpadłam w jakąś panikę i musiałam się uspokoić, nie chciałam żebyś mnie widział w takim stanie. Nie myślałam, że ślub może wywoływać aż takie emocje, ale jak moi rodzice mówili, warto było - powiedziałam patrząc mu w oczy.
- A ja nie mogę się napatrzeć na Ciebie Shawty, ślicznie wyglądasz w tej sukni, i dobrze mówiłem, że dla mnie będziesz najpiękniejszą panną młodą
- Znowu zaczynasz - zaśmiałam się - Justin a czy teraz powiesz mi dokąd mnie zabierzesz w podróż poślubną? - zrobiłam maślane oczy i się wyszczerzyłam
- Jeszcze Ci nie powiem, dopiero jak będziemy jechać na lotnisko.
- A o której mamy samolot?
- Będziemy musieli wyjechać o 3, lecimy prywatnym samolotem, ale myślę, że koło 4 powinniśmy wyruszyć.
- To teraz będę całą noc zastanawiać się gdzie mnie zabierzesz
Justin się zaśmiał.
- Powiem Ci tylko, że jedziemy w same miejsca gdzie będzie bardzo ciepło
- Ale Ty tajemniczy
- Też Cię kocham Shawty
Droczyliśmy się aż do momentu zajechania na miejsce naszego wesela. Co poniektórzy goście już czekali na nas.
Znów Justin pomógł mi, żebym się nie wywróciła o suknię, ani bym jej nie ubrudziła.
Wszyscy goście witali nas promiennymi uśmiechami.
Ryan Good otworzył drzwi od domu weselnego, a Justin natomiast wziął mnie na ręce.
- Tylko nie zrób mi tak jak na tych wszystkich komediach - zaśmiałam się przytulając do niego.
- No nie wiem, nie wiem, jak dostanę buziaka to nie zrobię tak
Spojrzałam na niego, ale równie szybko pocałowałam go w policzek.
Następnie gdy wszyscy już weszliśmy do środka, kelnerzy podali nam szampana.
Wznieśliśmy toast, a następnie odwróciłam się z Justinem i wyrzuciliśmy za siebie puste kieliszki tak jak to jest już w tradycji.
- Całe się zbiły! - zawołał mój brat
*
 Justin przebrał się w ciemne, jeansowe spodnie oraz adidasy, koszulę i marynarkę zostawił bez zmian
*
Po zjedzonym pierwszym daniu, przyszedł czas, na to żebym zatańczyła z Justinem, nasz pierwszy taniec.
Stanęliśmy na środku sali i Justin zaczął prowadzić.
Czułam na sobie wzrok wszystkich, ale najbardziej skupiona byłam na moim mężu.
*
Oczepiny
Przed pokrojeniem tortu, AnnaLynne urządziła nam zabawę oczepinową. Wpierw zawiązali mi oczy, a następnie wybrano 4 mężczyzn oraz Justina i kazali im usiąść.
- No to zadanie dla Ciebie. Dotkniesz każdego po nosie, pępku, bicepsie i musisz zgadnąć, który z nich to Justin - oznajmiła AnnaLynne, a wszyscy zaczęli się śmiać i co poniektórzy gwizdać.
- No okej, a mam jakieś inne wyjście
Wcześniej się dowiedziałam, że siedzą tu Justin, Alfredo, mój brat, Ryan oraz Kenny.
Przyjaciółka podprowadziła mnie do pierwszego z kolejki.
AnnaLynne kazała mi podać jej dłoń, następnie ona nakierowała ją na czyjś nos.
*
Pkt.widzenia AnnaLynne
- Według Ciebie gdzie jest Justin.?
- Um.. chyba ten 3 - oznajmiła Kasia
- Okej, to teraz czas na pępek.
- A teraz.?- zapytałam po chwili
- Dalej sądzę, że 3
- I ostatnia konkurencja, biceps. Chłopaki naprężać mięśnie - zaśmiałam się, a reszta gości mi zawtórowała
- Mrau - powiedziała Kasia i też się zaśmiała
- I.?
- 3.
Podprowadziłam Kasię do 3, czyli akurat tam gdzie siedział.. JUSTIN!
Ściągnęłam jej przepaskę. I goście zaczęli klaskać.
- A teraz zobaczymy, czy Justin sobie poradzi! - oznajmił brat Panny Młodej
Kasia z Justinem pocałowali się szybko i tym razem jemu zawiązaliśmy opaskę na oczy.
Kasia, ja, Caitlin, Ashley.
- Justin, masz za zadanie rozpoznać Kasię po kolanie, dłoni oraz po pocałunku w policzek!
Biebs podrapał się nerwowo po nosie, ale uśmiech nie schodził mu z ust.
- No to drogie panie wystawiamy kolanko. Tylko Justin, pamiętaj kolano nie udo!
- Shh!
*
Pkt.widzenia Kasi
Obserwowałam jak Justin ostrożnie obmacywał moje koleżanki i miałam ogromną chęć roześmiania się.
- Która z dziewczyn to Twoja żona.?
- 4 - odpowiedział po chwilowym zastanowieniu się
- Teraz czas na dłonie, ale żeby było trudniej, każda z dziewczyn pozdejmuje wszystkie pierścionki!
Zdjęłam pierścionek zaręczynowy oraz obrączkę.
Justin chwytał za dłoń każdej z nas i pierwsze co to sprawdzał długość paznokci! Najgorzej miał ze mną i AnnaLynne, bo obydwie miałyśmy równej długości paznokcie.
- Tu jest trudniej.. ale chyba wybiorę 4.
- I ostatnie zadanie, buziak w policzek
- Obstawiam 4
4 akurat byłam ja, więc mój brat podprowadził Justina i zdjął mu opaskę.
- Wy to się chyba cały czas macacie, co by wam nie dać, to byście to odgadli
- No wiesz.. - zaczął mój mąż
Następnie kelnerzy przywieźli nasz tort, na czubku którego paliła się tzw. "fontanna".
Gdy przestała się palił wyjęliśmy ją i podano nam nóż.
Pokroiliśmy go, w między czasie fotograf i inni goście robili nam zdjęcia.
Nakarmiliśmy się tortem, oczywiście nie obyło się bez rozsmarowania go na naszych twarzach.
*
Około 3 poszłam się przebrać w drugą sukienkę i powoli zaczęliśmy się żegnać z gośćmi.
Zamieniłam jeszcze słowo z Kennym, Alfredo i Ryanem, w sprawie domu w Calabasas, oraz po kryjomu dałam im moje klucze.
15 po 3 podstawili nam limuzynę.
Nasi rodzice nas raz jeszcze uściskali i złożyli życzenia.
Zanim weszłam do samochodu, wzięłam swój bukiet i rzuciłam go do wcześniej ustawionych pann.
Złapała go.. ANNALYNNE.
Natomiast krawat Justina złapał mój brat!
I po tym wsiedliśmy do limuzyny i ruszyliśmy na lotnisko.
*
- A teraz powiesz mi gdzie lecimy.?
- Teraz tak, no więc wpierw jedziemy na 4 tygodnie do Cancun, a później na 2 tygodnie na Bahamy.
- Bahamy.?
- Tak - wyszczerzył się Justin - podoba Ci się.?
- Bardzo, jeszcze nigdy nie byłam w Cancun, ale słyszałam, że tam jest ślicznie
- No to się przekonamy jak tam jest, ja też tam nie byłem - odpowiedział i pochylił się do mnie i złożył pocałunek na moich ustach.
______________________________
* i ** fragment pochodzi z E.L.James "Nowe Oblicze Greya"

Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale ciągle mi coś nie pasowało w tym rozdziale, a poza tym trudno mi ostatnio zbierać myśli, ogółem zastanawiam się nad otwartym końcem, ale.. zobaczę. :)

5 kwietnia 2013

R [43] części drugiej.

*
Parę tygodni później - dzień ślubu.
Przedwczoraj przeprowadziłam się na "chwilę" do AnnaLynne.
A dziś wszyscy biegali jak szaleni, bo tyle było do zrobienia.
Usłyszałam pukanie do drzwi pokoju. Ujrzałam moją mamę.
- Wstawaj kochanie - oznajmiła mama siadając koło mnie na łóżku.
- Nie śpię już
- Co Ci.?
- Denerwuję się tak, że mi niedobrze
- Znam to uczucie, ale zobaczysz, że było warto, ślub z kimś kogo się kocha to najpiękniejszy dar
- To weź go za mnie - zażartowałam i schowałam głowę pod poduszkę
- Wstawaj. Idź się wykąp, fryzjerka za chwilę przyjdzie.
- A Justin dzwonił.?
- Nie
- Mhm.
*
Mama wyszła z mojego pokoju, a ja natomiast szczelniej przykryłam się kołdrą.
Usłyszałam, że ktoś znów wchodzi do pokoju. Mama.
- Już Ci ją daję - powiedziała do telefonu
Uchyliłam bardziej poduszkę by ją widzieć. Powiedziała bezgłośnie "Justin" i podała mi telefon i ponownie wyszła.
Przyłożyłam telefon do ucha.
Chrząknęłam do słuchawki.
- Shawty
- Justin - wyszeptałam
- Co się dzieje kochanie?
- Nic. Co Ci nagadała moja mama?
- Że jesteś bardzo smutna i nie chcesz wstać
Skrzywiłam się.
- Shawty - kontynuował Justin - Ja też się denerwuję, tak jak Ty. Ale damy radę. Za parę godzin się zobaczymy.
- Nie wiedziałam, że dzień ślubu będzie aż tak stresujący. Żołądek to mnie boli od samiutkiego rana niemalże.
- Tylko mi się tam skarbie nie rozchoruj.
- Postaram się - zaśmiałam się.
- No. Mam nadzieję, że poprawiłem Ci choć trochę humor, a teraz wstawaj.
- Poprawiłeś. Moja mama wiedziała czego potrzebuję w tej chwili. Już wstaję.
- Kocham Cię Shawty. Do zobaczenia za dokładnie.. 8 godzin.
- Jaka dokładność panie Bieber - zaśmiałam się - Ja Ciebie też kocham.
- Do zobaczenia pani Bieber
- Jeszcze nie pani Bieber
- Za niedługo to się już zmieni
- Zobaczymy - zażartowałam
- EJ! - wrzasnął mi do słuchawki, ale po chwili zaczął się śmiać
- Żartowałam. Pa. Kocham Cię - powiedziałam i rozłączyłam się.
Odłożyłam telefon na półkę. Podeszłam do drzwi i zawołałam AnnaLynne.
- I jak po rozmowie z Justinem?
- Lepiej. Gdzie jest moja cała bielizna na dziś? Bo chciałabym się pójść wykąpać i ubrać.
- Zaraz Ci przyniosę. A tylko masz się pospieszyć bo za niedługo będzie tu fryzjerka.
- Okej. Dziękuję.
W tydzień przed ślubem kupiłam inną suknię, która moim zdaniem jeszcze lepiej do mnie pasowała.
Po chwili AnnaLynne przyniosła mi gorset, koronkowe majtki, pończochy i podwiązki.
Gorset oddałam jej z powrotem. Włożę go później.
*
Po letnim prysznicu, ubrałam się we wcześniej przygotowaną bieliznę, opatuliłam się ciepłym szlafrokiem  i zeszłam na dół gdzie krzątały się moja mama, Pattie, AnnaLynne, jej rodzice, Zoèy, a także rodzeństwo Justina i moi dziadkowie.
- Dobrze się czujesz w tym komplecie? Nic cie nie uciska, ani nic?
- Jest dobrze mamo, a i dzięki, że zadzwoniłaś do Justina. Potrzebowałam usłyszeć choć przez chwilę jego głos.
*
Ledwo zdążyłam dojeść płatki, jak przyszła fryzjerka.
Jak wcześniej ustaliłyśmy, fryzjerka zrobiła mi koka.
- Skończone - powiedziała fryzjerka i podała mi lusterko
- Wow. Podoba mi się, dziękuję.
- Ależ nie ma za co. To ja będę się zbierać. Życzę szczęścia na nowej drodze życia.
- Dziękuję - odpowiedziałam, ściskając jej rękę, a następnie wypisałam jej czek.
*
O 17:15 mama z AnnaLynne poszły ze mną do łazienki, by pomóc mi się ubrać.
Im bliżej było ślubu, tym więcej się denerwowałam, a poza tym przed domem mojej przyjaciółki zaczęło się roić od paparazzi.
- Justin padnie jak zobaczy Ciebie w tej bieliźnie, i w tej sukni też. Ślicznie wyglądasz - zaczęła AnnaLynne
- AnnaLynne nie przy mojej mamie - zaśmiałam się, gdyż moja mama sama powstrzymywała śmiech
- Ja tylko prawdę mówię, gdybym była facetem to sama bym Cię poprosiła o rękę
- To ciesz się, że nie jesteś facetem, bo wtedy złamałabym Ci serce, i tak wybrałabym Justina.
- No wiesz co, pf - zaśmiała się AnnaLynne
- Okej córciu, wciągaj brzuch - zażartowała mama, zasznurowując mi gorset, ale tym razem od sukni.
- A kiedy ją pomalujemy.?
- W kościele, bo może zbierze jej się zaraz na płacz i cała się rozmiarze.
- Dzięki mamo.
Następnie obie mocowały się, by przyczepić mi welon.
- Już.
- Jak wyglądam.?
- Ślicznie
- I tak Ci nie wierzę mamo - wyszczerzyłam się - A tak wogóle to za ile przyjedzie tata.?
- Już powinien być, umówiłam się z nim, żeby przyjechał o 17:30.
- Mhm. Dobrze, że się rozpogodziło, bo już myślałam, że zaraz lunie deszcz.
- Oj tak, a teraz chodźcie na dół.
Zeszłyśmy na dół i od razu tata zadzwonił.
Ubrałam cienkie bolerko.
- Mamo, zabrałaś moją sukienkę na przebranie się później.? I walizkę z ubraniami na miesiąc miodowy.?
- Wszystko mam. To co, gotowa.?
- Chyba.
- To idziemy.
AnnaLynne pomogła mi podtrzymując sukienkę z tyłu.
Zaczęły nas oślepiać niemalże lampy od aparatów paparazzi.
Wsiadłam do samochodu jak najszybciej się dało. Na szczęście tata zorganizował mi i Justinowi dwa samochody z przyciemnianymi szybami.
Wraz ze mną samochodem jechała mama i dzieciaki. Natomiast dziadkowie i Pattie jechali drugim samochodem wraz z AnnaLynne i jej rodzicami.
Jechaliśmy w totalnej ciszy. Dopiero po paru minutach mama odczytała sms-a od Jeremy'ego, że Justin jest już w kościele.
*
Dojechaliśmy 10 minut przed ceremonią.
Zaczęła mnie dopadać niepewność.
I tu pod kościołem nie obyło się bez paparazzi.
Ksiądz proboszcz, który miał prowadzić ślub, wyszedł na zewnątrz, a następnie zaprowadził mnie do małej kaplicy, gdzie AnnaLynne mogła mnie pomalować.
AnnaLynne już miała zacząć obrysowywać mi oczy kredką, kiedy po prostu zaczęłam płakać.
W tej samej chwili wszedł tu mój tata. Poprosił AnnaLynne, by nas zostawiła samych.
- Nie płacz. Wiem, że nie należę do osób, które potrafią poprawiać humor..
- Jak się żeniłeś z mamą to też się stresowałeś, miałeś wręcz gonitwę myśli, czy dobrze robisz.? - zapytałam
- Tak, ale zacząłem zadawać sobie różne pytania, po których upewniłem się co do moich uczuć do Twojej mamy, a później gdy ją zobaczyłem.. - tu tata na to wspomnienie się uśmiechnął, pogłaskał mnie po policzku.
- Kochasz go.?
- Najbardziej na świecie
- Nie muszę Ciebie pytać czy wyobrażasz sobie życie bez niego, bo doskonale znam odpowiedź. Co Ci podpowiada serce.?
- Żebym poszła jak najszybciej do Justina i została jego żoną.
- Pójdę powiedzieć księdzu, żeby dał Ci chwilę czasu na ochłonięcie, a teraz przestań płakać, żeby AnnaLynne mogła Ciebie pomalować - powiedział i tym razem pocałował mnie w czoło.
Gdy był już przy wyjściu naszło mnie na pewnego rodzaju wyznania.
- Tato.?
- Tak.?
- Dziękuję, że poprowadzisz mnie do ołtarza i wogóle za całe to wsparcie.
- Nie masz za co dziękować, to ja to powinienem robić. Bałem się, że przez to wszystko co Ci zrobiłem, nigdy nie będę mógł dostąpić tego zaszczytu.
Podeszłam do niego i przytuliłam się.
*
Pkt.widzenia Justina
Nerwowo poprawiałem marynarkę w oczekiwaniu na moją ukochaną.
A co jeżeli postanowi uciec sprzed ołtarza.?
Moje myśli przerwał tata Kasi.
- Panna Młoda troszeczkę się rozkleiła.
- Na szczęście dzisiaj to już ostatni ślub, więc niech Panna Młoda się uspokoi i wyjdzie gdy będzie gotowa - oznajmił spokojnie ksiądz
- Wszystko okej.?
- Jest dobrze, Kasia zaraz wyjdzie, nie martw się. Ma coś po swojej matce, ja  też musiałem na nią czekać parę minut dłużej zanim wyszła.
- Oby.
- A teraz wybacz, pójdę po Kasię.
*
Pkt.widzenia Kasi
AnnaLynne kończyła mnie malować, jak tata wrócił.
- Justin się zmartwił jak mnie zobaczył bez Ciebie
- Tak.? A co powiedział ksiądz.?
- Że masz chwilę dla siebie na ochłonięcie
Potaknęłam głową.
Ryan Good przyprowadził do mnie Zoey, Jaxona i Jazmyn.
- No Blondasie ładnie wyglądasz - skomplementował mnie Ryan
- Dziękuję
- Gotowa.?
- Chyba tak - odpowiedziałam
- Dobra, Jazmyn, Zoey i Jaxon idziecie przed Kasią i jej tatą. Dla pewności pójdziemy z AnnaLynne razem z wami.
Jazmyn i Zoey ustawiły się przede mną trzymając się za rączki, natomiast Jaxon podszedł do mnie i chciał iść ze mną za rękę.
- Jaxon pójdzie ze mną
*
Ustawiliśmy się przed głównym wejściem do kościoła.
- Nie denerwuj się tak - wyszeptał tata
- Łatwo Ci mówić - powiedziałam i mocniej uścisnęłam drobną dłoń Jaxona.
Usłyszeliśmy organistę.
Ryan otworzył duże drzwi kościoła.
I ruszyliśmy.
Czułam na sobie wzrok WSZYSTKICH, co wcale mi nie pomagało.
W połowie drogi Jaxon stanął, a następnie pociągnął mnie za dłoń.
Pochyliłam się, by zapytać go co się stało.
- Co jest Jaxon.?
- Justin Cię kocha - wyszeptał przenikając mnie wzrokiem.
Uśmiechnęłam się do niego i ruszyliśmy dalej.
Rozglądałam się po kościele.
Fotograf i kamerzysta zaczęli swoją robotę.
Spojrzałam w stronę Justina.
Był ubrany w dobrze wykrojony czarny garnitur, białą koszulę i pasujący do tego czarny krawat.
AnnaLynne zabrała ode mnie Jaxona.
Następnie mój tata uścisnął rękę Justinowi, coś mu powiedział na ucho, gdy skończył uścisnął moją dłoń i pocałował mnie w czoło.
Justin wystawił dłoń i od razu ją chwyciłam.
Chłopak posłał mi swój najładniejszy uśmiech. W jego oczach mogłam wyczytać wielką miłość i przede wszystkim szczęście.
Odwzajemniłam uśmiech. Justin pochylił się lekko.
- Ślicznie wyglądasz - wyszeptał, a na moje usta wkradł się jeszcze większy uśmiech.
Podeszliśmy do ołtarza.
_________________________________
Jako tako podoba mi się ten r, chociaż wolno mi się go pisało, bo musiałam ogarnąć chaos w mojej głowie -.- mam tyle pomysłów, zero umiejętności dobrego opisania tego..
Muszę sobie przez weekend zrobić plan tego opowiadania.
Okej nie zanudzam was <3
Kocham was <3
PS. Mam nadzieję, że wszystkie 3 linki otwierały się bez problemu :)
Do NN <3

23 marca 2013

R [42] części drugiej.

*
Podjechałam od razu po przyjaciółki i wróciłyśmy do mnie do domu.
Zjadłyśmy kolację w towarzystwie Pattie.
Gdzieś do północy rozmawiałyśmy na temat naszych planów i marzeń.
- Nie mogę się doczekać już waszego ślubu - zaśmiała się AnnaLynne
- Ja się boję, że się przewrócę, albo nie wiem
- Tata będzie szedł z Tobą to Cię w porę złapie
- Mam nadzieję
- Powinnaś być ciekawa miny Justina na Twoją przepiękną suknię ślubną
- Oh, z jednej strony nie mogę się tego wszystkiego doczekać, a z drugiej..
- To normalka, każdy kto bierze ślub się denerwuje, zależy wam na sobie i stąd te nerwy
- Przed tym jak odwiozłam Justina to rozmawiałam z nim o tych nerwach i tak dalej, no i on znów wspomniał o Bryan'ie
- On i Bryan to dwa różne światy! Justin nie powinien wogóle rozpamiętywać tego palanta, jest od niego o sto razy lepszy.
- To samo mu powiedziałam.
- Widocznie on się ciągle boi, że może Cię stracić
- Możliwe Caitlin, ale on też wie, że bez niego to moje życie jest do niczego. Już kilka razy się rozstawaliśmy, kłóciliśmy i co.? I wciąż jesteśmy razem.
- Bo się kochacie. Musi wam się udać, wierzę w to.
Uścisnęłam moje przyjaciółki.
Poźniej obejrzałyśmy "Dear John" (pl. "I wciąż ją kocham" na podstawie książki Nicholasa Sparksa).
W między czasie otrzymałam sms-a od Justina.
" Hej skarbie, mam nadzieję, że Cię nie obudziłem.? Będziesz mogła po mnie (bo twój tata i brat już wrócili) przyjechać.? Kocham Cię."
Uśmiechnęłam się do dziewczyn, co nie umknęło uwadze Caitlin i AnnaLynne.
- No co.? Justin napisał - zaśmiałam się
- Wiemy, bo tylko jak Justin piszę do Ciebie to Ty się szczerzysz do telefonu - zaśmiała się ze mnie AnnaLynne
- Ha ha ha
Odpisałam mu - " Hej. Nie śpię, właśnie kończymy oglądać film, dziewczyny się ze mnie śmieją, że się uśmiecham do telefonu, ha :) Tak, przyjadę, tylko wpierw odwiozę Caitlin. O której mam być po Ciebie.?"
I równie szybko dostałam odpowiedź - "Mrau, uśmiechaj się dalej. Kocham Twój uśmiech - U smile I smile :) Hm.. przyjedź o 3."
*
AnnaLynne poszła do domu moich rodziców, do Łukasza. Ja odwiozłam Caitlin i pojechałam po mojego narzeczonego.
Gdy byłam już pod klubem napisałam mu sms-a, że już jestem.
Po paru minutach Justin, Alfredo, Kenny, Ryan, drugi Ryan, Chaz, Christian i Usher wyszli na zewnątrz.
Widziałam, że Justinowi dopisywał humor.
Mignęłam mu światłami.
Justin się pożegnał z kumplami i szybko wsiadł do środka.
- Hej śliczna - przywitał się radosnym tonem
- Hej
Chłopak się pochylił i zaczął mnie całować. Smakował też po trochu alkoholem.
Gdy się od siebie oderwaliśmy, włączyłam silnik i powoli ruszyłam w stronę domu.
- Jak było na wieczorze kawalerskim.?
- Mega, no i tak jak mówiłaś chłopaki zamówili striptizerki.
Przewróciłam oczami i się zaśmiałam.
- A wy jak się bawiłyście beze mnie, hm.?
- Dobrze, gadałyśmy o wszystkim i o niczym jakoś do północy, a później jak Ci pisałam oglądałyśmy film.
*
Justin poszedł wziąć szybki prysznic, a ja w tym czasie pościeliłam nam łóżko.
Byłam na tyle zmęczona, że nie czekając na Justina zasnęłam od razu.
_________________________
M.A.S.A.K.R.A .
Chcę żeby wróciła moja wena sprzed paru miesięcy :<
Piszę coraz gorzej, tak że aż mi się nie chce włączać komputera by cokolwiek napisać :< miałam zakończyć to opowiadanie, ale nawet tego nie umiem zrobić, tak jak chciałam :<
Dobra koniec użalania. Przepraszam, że ostatnio musicie tyle czekać na TAKIE rozdziały :<
I życzę wszystkim którzy w poniedziałek będą na koncercie Justina, wspaniałej zabawy! Ja niestety nie jadę, nie mam takiego szczęścia..

10 marca 2013

R [41] części drugiej.

*
Dwa dni później
Wieczór kawalerski Justina
Podczas gdy Justin się kąpał, ja prasowałam mu ubrania, które wybrał niespełna godzinę temu.
Do mnie miała przyjść AnnaLynne i Caitlin, a Pattie wybierała się do moich rodziców.
W między czasie zadzwoniła do mnie właśnie AnnaLynne.
- Hej, to o której mamy przyjechać do Ciebie z Caitlin.?
- Hej, może o 20.? I to ja po was przyjadę, bo będę niedaleko.
- Odwozisz Justina.?
- Tak
- No okej, to jak będziesz przed domem, albo dojeżdżała to zadzwoń
- Dobra, do zobaczenia
- Do zobaczenia
Justin wyszedł z łazienki w samych bokserkach.
- Na łóżku masz już uprasowane ubranie - powiedziałam składając deskę do prasowania.
- Dzięki Shawty, jesteś kochana - odpowiedział i pocałował mnie w policzek - Umówiłaś się z dziewczynami.?
- Tak, najpierw odwiozę Ciebie, a później jadę po dziewczyny i wracamy tutaj
- Przynajmniej nie będziesz się nudzić beze mnie
Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
Podszedł do mnie i przytulił się.
- Kocham Cię maleńka
- Ja Ciebie też, a teraz idź się szykuj
- Zdążę, teraz czas na pieszczoty - odpowiedział i zaśmiał mi się do ucha
- Justin..
- Tak.?
- Ty też trochę boisz się dnia naszego ślubu, czy to tylko znów moje chore obawy.?
Justin chwycił moją dłoń, a później pociągnął w stronę łóżka. Usiadłam mu na kolanach.
- Też się denerwuję tak samo jak Ty. To jest dla nas obojga bardzo ważny dzień, krok w naszym życiu. Zapytaj się swojej mamy czy się denerwowała, a jeżeli tak to jak sobie radziła.
- Pytałam już, też się denerwowała.
- Będzie dobrze, jakoś jak miałaś wyjść za Bryan'a to..
- Przestań. Owszem nie stresowałam się aż tak, ale to tylko dlatego, że różnica między wami jest taka, że Ciebie kocham, a jego nie. I prosiłam Cię już tyle razy, żebyś się nie porównywał do niego. Jesteś dużo lepszy od niego! Mimo, że się stresuję, to wiem, że warto.
- Wiem, przepraszam. Jak tylko pomyślę o tym wszystkim co się wydarzyło w naszym życiu.. tyle razy mogłem Ciebie stracić..
- Ja to ciągle nie mogę przestać się zadziwiać temu, że chciałam żebyś mnie znienawidził, a tymczasem los nas przyciągał do siebie, a dziś wręcz nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, a tamte 4 lata były jednymi z najgorszych lat, wielokrotnie chciałam rzucić studia, wszystko i tu wrócić, do Ciebie.
- Życie bywa nie przewidywalne. I oboje wiemy, dlaczego chciałaś, żebym Cię znienawidził. I tak jak Ci powtarzałem, im bardziej mnie odpychałaś od siebie tym bardziej mnie ciągnęło do Ciebie. Byłem o Ciebie zazdrosny, chciałem żebyś w końcu dostrzegła we mnie coś innego oprócz tej przyjaźni.
- I się udało - wyszeptałam łamiącym się głosem
- Nie płacz skarbie - od razu zareagował Justin i objął mnie mocno.
- Pojutrze zaczniemy powoli się pakować. Tak, żeby pod naszą nieobecność Ryan i ekipa mogli to wszystko zawieźć do naszego nowego domu.
- Mhm, dobrze.
- Masz jeszcze jakieś rzeczy u rodziców.?
- No coś tam jeszcze mam u rodziców w garażu.
- To musimy pamiętać, żeby to zabrać.
- Dzisiaj będziemy się widzieć z moim tatą i bratem, to im powiem, żeby przygotowali te rzeczy i jutro po nie pójdę.
- Pójdziemy chciałaś skarbie powiedzieć, sama nie będziesz tego dźwigać
- Nie jestem w ciąży więc mogę.
- Uparciuchu, ale po to tu jestem żeby niezależnie od Twojego stanu Ci pomagać.
- Dobrze, dobrze niech Ci będzie.
- Ok, to teraz przepraszam, idę się szykować i zaraz będziemy mogli jechać.
- To czekam na dole.
- Okej, i zadzwoń do swojego taty i brata.
- A mam po was przyjeżdżać.?
- Wrócimy Shawty taksówką
- Przecież to nie problem
- To umówmy się tak, że jak będziesz w stanie, że tak to powiem to przyjedziesz po nas, a jak nie to napiszesz mi sms-a i wrócimy wtedy taksówką, dobrze.?
- Okej - odpowiedziałam i musnęłam jego wargi
*
Czekałam na Justina pół godziny.
- To możemy już jechać.?
- Tak.
Wzięłam moją torebkę, gdzie miałam klucze od domu i samochodu, dokumenty oraz telefon. Justin pożegnał się z mamą i wyszliśmy.
- Daj mi kluczyki, ja poprowadzę
Wygrzebałam je z torebki i mu podałam.
W między czasie przyszli do nas mój tata i brat.
Wsiedliśmy do samochodu.
- Tato, w garażu i też w pokoju zostawiłam swoje rzeczy i jakbyście mogli to przygotowalibyście je, a my byśmy po nie przyszli jutro, albo pojutrze.?
- Nie ma sprawy, zaraz napiszę Twojej mamie.
- Dziękuję.
- A wy laski co będziecie robić pod naszą nieobecność.? - zapytał mój brat
- Wyrywać facetów, wiesz - zażartowałam, a Justin spojrzał na mnie w lusterku i też się lekko uśmiechnął, a właściwie powstrzymywał śmiech - A tak serio to, to będzie takie piżama party.
- To może później do was dołączymy, co nie Justin.?
- Wy to macie się bawić w klubie, nie chcemy was.
- Uuuu..
*
Pod klubem zebrało się trochę osób, które ewidentnie chciały się dostać do środka, ale ochrona ich nie wpuszczała.
Justin zatrzymał się przed klubem. Wysiadłam, by zamienić się z nim miejscami.
Tata i mój brat weszli do środka.
- Jak będziecie się zbierać do domu to napisz mi to przyjadę.
- Dobrze Shawty
- Baw się dobrze
- Postaram się - wyszczerzył się, a następnie przyciągnął mnie do siebie i bez żadnego ostrzeżenia pocałował mnie.
Pocałunek z sekundy na sekundę robił się czulszy, namiętniejszy.
- Kocham Cię Shawty, jedź tylko ostrożnie i Ty też się dobrze baw
- Ja Ciebie bardziej kocham.
Pożegnaliśmy się jeszcze jednym pocałunkiem.
___________________________
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale no na prawdę nie umiem już pisać :C postaram się dokończyć w miarę możliwości jak najszybciej to opo.. :C o ile wogóle jeszcze ktoś chce to czytać :C

14 lutego 2013

R [40] części drugiej

*
Wieczór panieński
Niemalże od samego rana zaczynałam się szykować.
Cały pomysł z wieczorem panieńskim zostawiłam w rękach AnnaLynne i Caitlin.
Nasze babskie spotkanie będzie skromne. Będę ja, AnnaLynne, Caitlin, moja mama, Pattie oraz Ashley Benson.
Dwa dni po moim wieczorze panieńskim, swoją imprezę kawalerską ma Justin.
Justin siedział w pokoju przy komputerze, ja natomiast wybierałam ubranie.
Całe łóżko było pokryte moimi ciuchami.
- Nie możesz się na nic zdecydować.? - zapytał Justin
- Teoretycznie. Ale chyba włożę koronkową sukienkę, buty na obcasie i tyle. A no i kopertówkę też wezmę.
- Mówisz o tej sukience z dużym dekoltem.?
Spojrzałam na niego, a ten był cały w skowronkach. Westchnęłam i kiwnęłam głową na potwierdzenie, i tak jak on zaczęłam się szczerzyć.
- Będę musiał powiedzieć mamie, żeby odganiała od Ciebie ewentualnych frajerów
- Pf..
Justin przyciągnął mnie do siebie na kolana.
- A za 3 tygodnie będziesz moją żoną. Nie mogę się już doczekać - wyszeptał mi do ucha.
- Dopiero było parę miesięcy do ślubu, a teraz zaledwie parę dni. Też się nie mogę doczekać, ale chyba bardziej tego gdzie mnie zabierzesz na miesiąc miodowy - zaśmiałam się
- Mam nadzieję, że Ci się spodobają miejsca, w które Cię zabiorę
- Miejsca.? Czyli zabierzesz mnie w więcej niż jedno.?
- Yep. I wogóle musimy zacząć się pakować powoli. Od razu z podróży poślubnej jedziemy do Calabasas.
- Kolejna przeprowadzka.
- Kolejna, ale zarazem ostatnia.
- Oby, a teraz przepraszam, ale muszę się szykować
- Buu, a ja tu będę musiał zostać sam w domu
- Możesz iść przecież do Chaza, albo kogoś zaprosić i nie będziesz wtedy samotny
- Wiem, wiem. Ryan Good ma przyjechać.
- Tylko nie roznieście domu
- Postaramy się - wyszczerzył się
Pochyliłam się nad nim i pocałowałam. On jak zwykle pogłębił pocałunek i dopiero oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam tchu.
- Dobra idę się wykąpać, zostawiam Ci mój telefon, jakby ktoś dzwonił to odbierz
- Dobrze Shawty
*
Związałam włosy w wysoki kucyk, umalowałam się delikatnie (sam tusz do rzęs, kredka i kreski, czerwona szminka i róż do policzków).
Ubrałam czarną, krótką sukienkę z dekoltem, wysokie obcasy oraz czarną kurtkę skórzaną. Spakowałam telefon i parę kosmetyków do torebki, porfel.
Zeszłam na dół gdzie czekała już Pattie (Justin również).
- To co idziemy.? Twoja mama już czeka - powiedziała Pattie uśmiechając się do mnie
- Ładnie wyglądacie
- Nie podlizuj się - wybuchnęłam śmiechem
- Kiedy to prawda
Pokazałam mu język, a następnie podeszłam do niego i przytuliłam się.
Pattie jeszcze na chwilę wyszła do swojej sypialni po torebkę.
- Baw się dobrze, tylko nie podrywaj żadnych kolesi - powiedział Justin głaszcząc mnie po twarzy
- No wiesz, to jest wieczór panieński..
- Ej!
- Żartowałam, a poza tym powinieneś wiedzieć, że nie interesują mnie inni faceci
- Ufam Ci Shawty, i tak nie ma żadnego lepszego faceta ode mnie
- Narcyz
- Też Cię kocham Shawty
- Ja Ciebie też głuptasie
Nim skończyłam mówić, a już się całowaliśmy.
Justin zaczął krążyć dłońmi po moim ciele i śmiał się w trakcie pocałunku.
- Zboczuch
- Twój
- No Justin pilnuj domu, a my idziemy się bawić - powiedziała Pattie i kierowałyśmy się do wyjścia
- Bawcie się dobrze
- Dzięki - odpowiedziałyśmy jednocześnie
Przed domem czekała już moja mama. W samochodzie już siedziała AnnaLynne i Caitlin. Jechałyśmy jej 7- osobówką.
Z Ashley miałyśmy się spotkać na miejscu.
*
Następnego dnia
Pkt.widzenia Justina
Wyciągnąłem się na łóżku, myślałem, że koło mnie leży moja narzeczona, ale jej nie było. Nawet na dobrą sprawę nie wiem, o której wróciła i czy jest tu, czy u swojej mamy, albo może u dziewczyn. Umyłem szybko zęby, założyłem spodnie dresowe i poszedłem na dół.
Mama jak zwykle grasowała w kuchni.
- Hej mamo
- Cześć synku. Siadaj zaraz dam Ci śniadanie.
- A Kasia.?
- Śpi i prędko nie wstanie - odpowiedziała moja mama śmiejąc się
Uniosłem brew do góry.
- Wczoraj AnnaLynne, Caitlin, Kasia i Ashley wypiły trochę za dużo.
- Czyli impreza się udała.
- No, było wesoło
- Co robiłyście
- Dziewczyny szalały na parkiecie, AnnaLynne załatwiła Kasi striptizerów
- Striptizerów.?
- Tak, a mina Kasi była cudowna
- Pójdę zajrzeć do niej, tylko gdzie ona jest.?
- W salonie, śpi na kanapie, tylko bądź cicho
- Dobrze mamo, nie martw się.
Wszedłem do salonu. Kasia spała.
Włosy miała w totalnym nieładzie.
Wróciłem do kuchni. Usiedliśmy z mamą do śniadania. W międzyczasie Kasia weszła.
Pierwsze co to otworzyła lodówkę i wyciągnęła butelkę wody.
- Ponoć dobrze się bawiłyście - zażartowałem
- Nie wiedziałam, że na wieczorze panieńskim może być tak fajnie, chociaż kac już nie jest fajny.
- Przynieść Ci tabletki na ból głowy.?
- Jakbyś mógł
- Nałożyć Ci naleśników.? - zapytała tym razem moja mama
- Nie, nie mam apetytu, zjem później jak mi trochę przejdzie
Podałem jej tabletki.
- Dzięki.
- Powiedziałam Justinowi o striptizerach
- Tak.? To był jeden z pomysłów AnnaLynne, ale było śmiesznie
- Taa.. jakiś koleś podrywał moją narzeczoną - zaśmiałem się
- No i jeszcze mu za to zapłaciłam - odgryzła się Kasia
- A mi nie płacisz jak się rozbieram
Kasia zakrztusiła się wodą.
-  Zrób to w taki seksowny sposób to Ci zapłacę.
- Ej! Foch.
- Nie fochaj się, Tobie pewnie zamówią striptizerki więc będzie po równo.
- Ja wolę Ciebie - powiedziałem poruszając brwiami i uśmiechając się
Moja mama dojadła szybko i wyszła, pewnie nie chcąc słuchać naszego dialogu.
- A Ty co robiłeś jak nas nie było.?
- Dokończyłem rezerwować miejsca na nasz miesiąc miodowy, rozplanowałem wszystko, omówiliśmy przeprowadzkę, a później poszliśmy do Chaza i drugiego Ryana.
- A co omówiliście w sprawie przeprowadzki.?
- Że Ryan i Kenny będą sprawować kontrolę nad ekipą, która przyjedzie zabrać nasze rzeczy.
___________________________
Nie podoba mi się to, ale ok.
I tak kończę to opowiadanie, bo nikt tego nie czyta, a ja zaczynam nie mieć weny.
Jeszcze parę rozdziałów i definitywny koniec tego bloga, opowiadania.
Przepraszam za zwłokę z dodawaniem rozdziału :(
Dziękuję każdemu, kto czytał to opowiadanie <3
#HappyValentinesDay
NN prawdopodobnie za tydzień (zależy od weny).
#MuchLove
Wogóle to dziękuję za 2 rok, we wtorek podajże minęła druga rocznica #proud .

27 stycznia 2013

R [39] części drugiej.

*
Kupiłam sobie parę bluzek, spodni, jakieś dodatki. Starałam się wydać jak najmniej.
W pakiecie z Justinem dostanę w dniu ślubu jeszcze jego cały majątek, który jak on mówi będzie od teraz także mój.
- Chciałabym pójść do jakieś pracy - oznajmiłam przy kawie
- To czemu niczego nie szukasz.?
- Justin hm.. trochę nie chce, żebym pracowała.. ciągle powtarza, że mamy pieniądze i tak dalej.
- A co byś chciała robić.?
- Szczerze.? To nie wiem, niby skończyłam germanistykę.. ale ciężko byłoby mi coś znaleźć jakby w zawodzie. Tu w Ameryce króluje angielski, nie niemiecki..
- Mogłabyś zawsze założyć firmę i robić jakieś międzynarodowe tłumaczenia
- Sama nie wiem.. wiem na pewno, że dziwnie się czuję z tym jak Justin non stop mi coś kupuję, szasta na mnie kasą, mówiąc wprost.
- Jest Twoim facetem, ma do tego prawo.
- Ale dla mnie liczą się jego uczucia, a nie stan pieniędzy, czy te wszystkie prezenty..
- On to wie, ale lubi też Ciebie rozpieszczać od czasu do czasu.
- Wystarczy, że teraz zapłacił za dom
- A przepraszam, że zapytam, ale podpisujecie intercyzę.? - zapytała z ciekawości AnnaLynne
- Nie rozmawialiśmy o tym.. ale chyba nie. Nawet jak, odpukać, bym się z nim rozstała to nie chciałabym jego pieniędzy. Mam swoje oszczędności.
- Tak tylko pytam.. Bo wiesz Justin jest osobą publiczną i zaraz pewnie po waszym ślubie, albo jeszcze przed ktoś się dowie o tym i zaraz powstanie jakaś plotka.
- Wiem, jestem tego świadoma. Ale nie zrezygnuję przez jakieś plotki z Justina, za bardzo mi na nim zależy, za bardzo go kocham.
- To widać. Lubicie się droczyć ze sobą, ale robicie to w taki słodki sposób.
Zaśmiałam się.
- W życiu nie myślałam, że aż tak się zakocham, że będę aż tak szczęśliwa
- No widzisz, Twoje serduszko czekało na Justina. Teraz za niedługo zostaniesz już panią Bieber.
- Nie mogę się już tego doczekać
- A wiesz już gdzie Ciebie Justin zabiera na podróż poślubną.?
- O tym też nie rozmawialiśmy i przypuszczam, że wyjdzie tak, że Justin zrobi mi jakąś niespodziankę i o wszystkim dowiem się na samym końcu, a właściwie w dniu ślubu.
- Ale nie zaprzeczysz, że Justin ma dobre pomysły, wie jak Ciebie zaskoczyć, uszczęśliwić.
- Owszem nie zaprzeczę, wystarczy przecież przypomnieć sobie nasze zaręczyny. Mógł przecież zrobić to podczas jakieś normalnej randki, jak na zwykłym, nudnym filmie. A on wybrał opcję oświadczenia mi się na oczach tysięcy ludzi, podczas koncertu.
- W tamtej chwili to aż Tobie zazdrościłam i w myślach sobie układałam, że jak uciekniesz, albo się nie zgodzisz to coś Ci zrobię - zaśmiała się AnnaLynne
- Justin mi powiedział, że był gotowy, że mogę go odrzucić.
- I.?
- Powiedział, że wtedy dalej byśmy byli razem i spróbowałby przy innej okazji.
- Ale na szczęście się zgodziłaś
- Tak, jakoś.. nie umiałam mu odmówić. Najpierw w głowie zadałam sobie pytanie, czy go kocham, czy chcę być z nim, czy chcę być jego żoną.. I na każde to pytanie odpowiedź brzmiała "tak".
- Miliony dziewczyn oddałoby wszystko za to co Ciebie spotkało
- Zdaję sobie z tego sprawę, no i czasem żałuję, że tak odpychałam od siebie Justina.. Głupio mi z tym. Wtedy tak chciałam go znienawidzić, a teraz.. kocham go na zabój, za niego oddałabym nawet życie!
- Przestań tak o tym myśleć. Widocznie potrzebowałaś więcej czasu, musiałaś się upewnić co do jego uczuć, a co więcej musiałaś być pewna swoich uczuć do niego!
- Raz mi powiedział, że to moje odpychanie go od siebie, jakby zmuszało go do lepszego poznania mnie, bla bla bla
- Już wtedy mu na Tobie zależało
- Mi w jakimś sensie też, mimo że odpychałam go od siebie, to jak coś się działo to właśnie on w cudowny sposób się zjawiał
- I dzięki temu dziś jest Twoim narzeczonym, ale także przyjacielem. Wiesz, że możesz na nim polegać, że zawsze Ci pomoże.
- Dokładnie.
- Dwie papużki nierozłączki
- A żebyś wiedziała
*
- Wróciłam!
- Shawty! - wydarł się Justin i za chwilę już się do niego tuliłam.
Odchyliłam jego głowę i mocno, czule pocałowałam go w usta.
- Stęskniłam się za Tobą wiesz.?
- Ja za Tobą bardziej. Kupiłaś sobie coś.?
- Taaa..
Justin wziął ode mnie torby i zaczął patrzeć co kupiłam.
- Tym razem żadne buty nie krzyczały do Ciebie "kup nas"? - zażartował
- Nie, tym razem nie - udawałam, że się smucę, a po chwili szczerzyłam się jak głupia.
W  myślach powtarzałam sobie "Co on ze mną robi?".
- Dzwoniłem do Twojego brata, Chaza, Ryana i umówiłem się z nimi, że pójdziemy wszyscy na boisko i sobie zagramy w kosza. Co Ty na to.? Do AnnaLynne i Caitlin też napisałem.
- Jestem za, przecież nie będziemy tak bezczynnie siedzieć w domu i się nudzić, a tak przynajmniej spotkamy się wszyscy razem i będziemy się równie dobrze bawić.
- To cieszę się, że Ci się podoba pomysł. Także.. idź się znów przebrać tym razem w coś wygodnego - wyszeptał tuż przy moich ustach
- A za ile wychodzimy.?
- Za pół godziny
- Okej, to idę się wyszykować - i pocałowałam go znów w usta. Tylko tym razem Justin pogłębił pocałunek, nie chcąc się ode mnie "oderwać".
Dopiero oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam tchu.
Wchodziłam już po schodach.
- Justin.?
- Tak, Shawty.?
- Podasz mi coś do picia.?
- Mama kupiła soki w tych małych butelkach. Jaki chcesz smak.?
- Pomarańczowy
- Okej - odpowiedział i poszedł do kuchni, i za chwilę podał mi sok.
- Dziękuję
- Tylko pospiesz się Shawty z tym przebieraniem - wyszczerzył się
- Postaram się - odpowiedziałam i wytknęłam mu język.
*
Spotkaliśmy się wszyscy na miejscu, na boisku.
AnnaLynne wzięła ze sobą piłkę do siatkówki.
- Kaśka, odbiór! - krzyknęła AnnaLynne i zaserwowała do mnie.
- Śmiesznie było by zagrać chłopaki na dziewczyny, ale my jesteśmy tylko 3 - powiedziałam, zaraz po odbiciu piłki.
- No niestety. To w co gramy.? Kosz czy siatka.?
- Może zagrajmy wpierw w kosza, a później jak się znudzimy to pogramy w siatkówkę.

_______________________
Powinnam wczoraj wrzucić ten r, ale tata nie chciał mnie puścić do kompa, a poza tym nie byłam pewna czy mam co dodać O.O no, ale jest :3
W piątek dodam kolejny R, ale od 4.02 do 8.02 nie ma mnie, więc jeszcze następny będzie po feriach :33
Także miłego czytania

19 stycznia 2013

R [38] części drugiej.

*
Obudziłam się przed południem. Justina nie było w łóżku.
Przeciągnęłam się i poszłam do łazienki.
Po "porannej toalecie" zeszłam na dół.
Chłopaki byli pogrążeni w grach na PS, Pattie urzędowała w kuchni.
Najpierw przywitałam się z Justinem.
- Wyspałaś się Shawty? - zapytał Justin przyciągając mnie do siebie na kolana
- Można tak powiedzieć - odpowiedziałam z uśmiechem
*
- Pójdę się wykąpać, a później zaplanujemy co dziś robimy, dobrze?
- Okej
Poczekałam aż Justin wyjdzie.
- Chłopaki, mam sprawę, ważną sprawę
- Jaką? Co wujek Ryan może dla Ciebie zrobić? - zaśmiał się
Wyłączyłam im grę i usiadłam na stoliku, przed nimi.
- Pamiętacie ten nowy dom?
- Trudno go zapomnieć
- Nooo, ale nie w tym rzecz. Chciałabym zrobić Justinowi prezent na urodziny.
- Uuu.. jaki?
-  W tym domu, a właściwie za nim jest ta sauna, no nie?
- Mhm. Czekaj, czekaj. Nie wiem czy chcemy znać szczegóły waszego..
- Zboczuchy! Nie o to mi chodzi! Chciałabym ją przerobić na studio dla Justina
- Studio? Dobry pomysł. Chyba lepszy od tej sauny. Biebsowi by się spodobał.
- Tak myślicie?
- Znamy go odrobinę dłużej od Ciebie, zaufaj nam. Jak my mówimy, że mu się spodoba, to tak będzie, a poza tym będzie się dla niego liczyło, że to prezent od Ciebie.
- A on wręcz szaleje za Tobą - dopowiedział Alfredo
- Tylko hm, jest problem. Bo my w tym czasie będziemy w podróży poślubnej i nie miałabym jak tego wszystkiego kontrolować, po drugie nie znam się na sprzęcie, a nie chcę żeby ktoś spieprzył to. Wiecie o co chodzi.
- I chcesz żebyśmy się tym zajęli?
- No jakbyście mogli, zostawiłabym wam swoją kartę no i byśmy jakoś to wszystko rozplanowali.
- Czego się nie robi dla przyjaciół tak? Jasne, że Ci pomożemy ! To rozplanuj jak na przykład ma to wyglądać, a sprzętem, remontem etc my się zajmiemy pod waszą nieobecność.
- Kocham was! - wrzasnęłam
- Buu.. Im powiedziałaś, że ich kochasz, a ja to co? - zbulwersował się Justin.
Był przebrany, ale nie zdążył jeszcze wysuszyć włosów.
Podeszłam do niego i uwiesiłam mu się na szyi.
- Kocham Cię zazdrośniku
- Bardziej od nich?
- Dużo bardziej od nich
- Mrauu.
- A Ty mnie kochasz? - zapytałam szczerząc się do niego
- I to jak Ciebie kocham.
- Czy my zamawialiśmy jakąś telenowelę? - zażartował Alfredo
- To jest telenowela specjalnie dla was - zaśmiałam się, przytulając się w szyję Justina.
Pachniał swoim żelem pod prysznic, perfumami, i.. sobą.
Zapach, który mogłabym wdychać wieczność.
Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Ktoś zadzwonił do drzwi.
Pattie otworzyła. Próbowałam się wyrwać z uścisku Justina, ale on wcale nie miał zamiaru mnie puszczać, a co więcej jeszcze mi się śmiał do ucha.
- Kasia, AnnaLynne i Caitlin do Ciebie przyszły! - krzyknęła Pattie
I dopiero po tym Justin mnie puścił.
- Hej, idziesz z nami na zakupy?
- A co chcecie kupować? - zapytałam
- Sukienki na Twoje wesele Blondynko
- Mogę iść to poczekajcie, pójdę się przebrać
- A śniadanie kto zje? A właściwie to w Twoim przypadku śniadanio-obiad? - zapytała Pattie z uśmiechem
- Zjem na mieście
-Obiecujesz?
- Obiecuję
- Nie wypuszczaj jej bez śniadania! - krzyknął Justin - hej dziewczyny!
- Hej Justin - odpowiedziały mu
- To jak taki jesteś mądry to sam mi zrób śniadanie
- Chcesz? Okej. Idź się przebrać.
- Dobrze mężu - zaśmiałam się, a Justin się wyszczerzył i poszedł do kuchni.
- 5 minut - powiedziałam dziewczynom i pobiegłam do pokoju.
*
Gdy zeszłam już ubrana, "wszyscy" czekali już na mnie.
Związałam niesforne włosy w wysoki kucyk.
Wzięłam od Justina moją kanapkę.
- Z czym mi zrobiłeś? - zapytałam "oglądając" zapakowaną kanapkę
- Z masłem, Twoją ulubioną szynką i ogórkiem
- Jak dużo dałeś masła?
- Mało - zaśmiał się Justin
- Dziękuję
- Tylko masz ją zjeść - zagroził mi palcem
- Zjem, bo głodna jestem - odpowiedziałam
Pożegnałam się z nim. Chłopak mocno mnie przytulił.
- Kup sobie coś Shawty - wyszeptał mi do ucha Justin i wsunął do kieszeni spodni swoją kartę kredytową.
-Justin nie..
-Shh.. -  przerwał mi w połowie zdania i pocałował mnie w usta.
Spojrzałam jeszcze na niego z ukosa, uśmiechnęłam się i wyszłam z przyjaciółkami.
Po tym jak weszłam do samochodu, przypięłam się pasami to od razu rozpakowałam kanapkę i zaczęłam ją jeść.
Gdy skończyłam, napisałam Justinowi, że kanapka mi bardzo smakowała, i że mógłby mi takie robić codziennie.
- A Ty co się tak szczerzysz do tego telefonu.? - zapytała AnnaLynne zerkając na mnie w lusterku
- Nic. napisałam Justinowi sms-a
- Że kanapka była fuu.? za dużo masła i te rzeczy.? - zaśmiała się
- Nie, kanapka była bardzo smaczna, i z odpowiednią ilością masła i dopisałam, że mógłby mi robić takie codziennie, na co on odpisał, że nie ma sprawy
- Ta jakie ma luksusy
- Głupi zawsze ma szczęście - zaśmiałam się
- Oj Kaśka, Kaśka
- No co.?
- Nic
*
Caitlin kupiła sobie zieloną sukienkę, natomiast AnnaLynne w kolorze "brudnego różu".
- Niedługo będę musiała zacząć rozglądać się za prezentami na święta - oznajmiłam - Najgorsze, że nie wiem co kupić Justinowi
- Kup sobie seksowną bieliznę i pokaż się Justinowi tak wieczorem, po kolacji wigilijnej
Zatrzymałam się i spojrzałam na AnnaLynne z rozdziawionymi ustami i za chwilę wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- I może jeszcze obwiążę się w cyckach wstążką i zawiążę kokardkę.?
- No, Justinowi się spodoba
- Głupia jesteś - zaśmiałam się
- Żarty żartami, ale ja też nie wiem co kupić swojemu chłopakowi - oznajmiła po chwili AnnaLynne
- Jeszcze mamy trochę czasu
- A pamiętasz co kupiliśmy mu na urodziny, te co obchodził na Bahamach.? - zapytała z uśmiechem Caitlin
- Pamiętam idealnie. Chyba znów wykorzystam Chaz'a żeby coś wymyślił.
- Chaz wtedy przeszedł samego siebie!
- Dokładnie!
__________________________________
NN za tydzień.
A i w te ferie nie uda mi się częściej dodawać rozdziałów, ponieważ po pierwsze wyjeżdżam( jeszcze nie wiem kiedy), no a pozatym będę musiała się uczyć do poprawki -.- no i kolejna rzecz brak weny do pisania.. ;x jestem do niczego ;x
xx.