28 listopada 2012

R [30] części drugiej.

Po skończonej kolacji wróciliśmy do hotelu. Wyjątkowo jechaliśmy sami windą. Od razu na myśl mi przyszły urodziny Justina, które wyprawialiśmy dla niego na Bahamach. Teraz dużo się nie różniło.
Justin wpierw się przytulił do mnie i zaczął namiętnie całować. Jego ręce zaczęły krążyć niemalże po całym moim ciele. W rezultacie spoczęły na moim tyłku.
Zaczęłam się śmiać mu w usta, z resztą on robił to samo.
Chciałam już się odwracać do wyjścia z windy, ale Justin mnie uprzedził. Wyniósł mnie z niej.
-Głupek.
-Ale Twój i mnie kochasz!
-Yep kochanie!-powiedziałam po czym go pocałowałam.
Justin postawił mnie przed drzwiami i już po tym spokojnie weszliśmy do środka.
*
Gdy Justin poszedł się myć, ja położyłam się do łóżka i dopiero wtedy przypomniało mi się o smsie od mojego byłego.
Zaczęłam mieć mętlik. Nie wiedziałam czy się zgodzić na spotkanie, czy kategorycznie odmówić.
W końcu postanowiłam zgodzić się, a Justinowi powiem o tym wszystkim jak już będzie po.
Nie chcę go zbytnio denerwować. Odpisałam na smsa.
Nawet nie zauważyłam, że Justin wyszedł z łazienki.
-O czym tak rozmyślasz.? Dopiero byłaś uśmiechnięta, szczęśliwa.. a teraz.? Coś złego zrobiłem, powiedziałem.?
-Nie, po prostu jestem zmęczona po tej naszej cudownej kolacji i tym wcześniejszym kupowaniu sukni.
-Ale na szczęście mamy już to z głowy
-Dokładnie-powiedziałam, po czym wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
Justin sięgnął ręką do lampki nocnej stojącej na stoliku i ją zgasił.
Opatulił nas szczelnie kołdrą, a następnie otoczył mnie swoimi ramionami.
-Dobranoc Justin-wyszeptałam i musnęłam go w polik
-Dobranoc Shawty-odpowiedział i także mnie pocałował.
*
Trzy dni później
Atlanta
Wczoraj wróciliśmy z powrotem do Atlanty. Umówiłam się z moim byłym na dziś, na godzinę 17 w centrum handlowym, w jednej z restauracji.
Justin oczywiście nic nie wiedział. Oczywiście miałam pewnego rodzaju wyrzuty sumienia, że mu o tym nie mówię, ale wiem jak to się mogłoby skończyć.
Również bałam się co może się stać na tym spotkaniu, dlatego zaproponowałam dosyć tłoczną restaurację w samym centrum handlowym.
Miałam pewnego rodzaju farta, ponieważ Justin dziś miał jechać do studia, ponieważ od paru dni rozpoczął pisanie tekstów piosenek, i możliwe, że za jakiś czas wyda płytę.
*
Przed wejściem tam zaczęłam jeszcze bardziej się obawiać czy dobrze robię.
Niepewnym krokiem weszłam tam gdzie miałam.
ON już tam był, i gdy mnie zobaczył wstał i pomachał.
Wzięłam głęboki oddech.
-Dzięki, że odpisałaś mi na mojego sms-a już myślałem, że może zmieniłaś numer, bądź, że mi odmówisz-powiedział po czym chciał mi podać rękę.
Lecz ja mu jej nie podałam. Aż za bardzo zapamiętałam jego próbę gwałtu na mnie, jego dłonie na moim ciele.
Chłopak się speszył.
-Wiedz, że chciałam Ci napisać, że nie chcę się spotkać, i chyba powinnam tak zrobić, bo teraz mam wyrzuty sumienia, że okłamuję swojego narzeczonego.
-Narzeczonego.?
-Tak, Justin mi się oświadczył, za parę miesięcy bierzemy ślub
-Wow, jak ostatnim razem się widzieliśmy to byliście zaledwie..
-Znajomymi, ale właśnie po tym co chciałeś mi zrobić zbliżyliśmy się do siebie i zostaliśmy przyjaciółmi, a parę tygodni później parą.
-Jesteś z nim szczęśliwa.?
-Po co Ci to wiedzieć.? A poza tym możesz mi wytłumaczyć po co chciałeś się spotkać ze mną.?
-Pytam czysto z ciekawości, a spotkać się chciałem w celu wyjaśnienia tego mojego zachowania.
-No to ciekawe czym mi będziesz chciał wytłumaczyć próbę gwałtu-wyszeptałam tak, żeby tylko on to mógł usłyszeć, nikt poza nami.
-Wiem, że mnie to nie usprawiedliwi, ale.. wtedy byłem pod wpływem silnych narkotyków. Ćpałem, nie panowałem nad sobą.
-Owszem nie-usprawiedliwia Cię to.
-Jestem już czysty. Byłem na terapii, przestałem brać. No i zdałem sobie też z czegoś sprawę.
-Jaką niby.?
-Że owszem zraniłem Cię jak byliśmy razem, ale.. dalej Cię kocham.
Akurat w tym momencie piłam cappuccino, które chwilę wcześniej zamówiłam i się nim zakrztusiłam.
-Co proszę.? Jeżeli myślisz, że mam zamiar wysłuchiwać tych bzdur, to przykro mi, ale musimy się pożegnać.
-Nie, poczekaj. Wysłuchaj mnie do końca.
-Zrozum, że jestem szczęśliwa z Justinem, kocham go, chcę za niego wyjść, stworzyć rodzinę, zaakceptuj to! Miałeś swoją szansę, zmarnowałeś ją, więc trudno. Poszukaj sobie innej dziewczyny, lepszej ode mnie.
-Nie mam zamiaru rozbijać Twojego związku, wiem że muszę pozwolić Ci być z kimś innym. Dla mnie liczy się to, że on traktuję Ciebie lepiej niż ja. Chciałem po prostu też prosić Ciebie o wybaczenie.
-Wybacz, ale ja jestem osobą dość pamiętliwą jeśli chodzi o takie rzeczy. Przez Ciebie po tym całym zdarzeniu zaczęłam się ciąć, miałam pewnego rodzaju depresję, brzydziłam się swojego ciała! Nie umiem Ci tego wybaczyć. I jedyne czego ja chcę, to to żebyś dał mi być szczęśliwą z Justinem i żebym mogła kiedyś o tym zapomnieć.
*
Tymczasem z punktu widzenia AnnaLynne
Udało mi się umówić z Caitlin Beadles na zakupy. Z racji tego, że obydwie byłyśmy zaproszone na ślub Kasi i Justina, to powoli należało rozglądać się za odpowiednimi sukienkami. Przechodziłyśmy z dobrą godzinę po różnych sklepach. Kupiłyśmy wszystko to, co nie było nam akurat potrzebne, czyli jakieś kosmetyki i inne ciuchy.
Już w pełni zmęczone poszłyśmy z naszymi pakunkami w stronę jakieś restauracji.
-Ej Caitlin patrz. Czy tam nie ma przypadkiem Kasi.?-zapytałam wskazując na podobną do Kasi dziewczynę.
-To ona..
-Z kim ona jest.? Przecież to nie Justin.
-Co ona kombinuje..-wyszeptała Caitlin
-Co się stało.?
-To jest jej były chłopak. Parę lat temu, jakoś przed balem walentynkowym, czyli jak Kasia nie była jeszcze z Justinem, ten chłopak przyjechał do niej, do jej rodziców. Okazało się, że ten chłopak już kiedyś ją skrzywdził, zdradził, po czym ona próbowała się.. no zabić. No i jak już tu przyjechał do Atlanty, to pewnego dnia przyszedł do biura taty Kasi, gdzie ona jakby odbywała karę za swoją ucieczkę, no i prawie ją zgwałcił. Justin ją uratował bo akurat w odpowiednim momencie przybył tam, usłyszał krzyk Kasi, a że już był w niej zauroczony, a być może i zakochany no to jej pomógł.
-Ona została prawie zgwałcona.? O matko.. nie mówiła mi nigdy o tym, z resztą nie dziwię się.. ale.. jak ona mogła się z nim spotkać po czymś takim.? Ciekawe czy Justin wie o wszystkim..
-Wątpię żeby Justin się zgodził puścić ją samą na spotkanie z gwałcicielem!
-Może zadzwonimy do niego.? Nie żeby naskarżyć, ale żeby się dopytać.?
-Możemy zadzwonić.
Poszłyśmy do WC. Zamknęłyśmy się w jednej z kabin. Caitlin wybrała numer Justina i zadzwoniła.
*
Pkt.widzenia Justina
Pracowałem w studiu przy piosenkach na prawdopodobnie nowy album, gdy zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Caitlin. Myślałem, że może chce potwierdzić obecność swoją na weselu.
-Tak słucham.?
-Hej Justin
-Cześć Caitlin, co tam.?
-A wszystko dobrze, dziękuję. Słuchaj.. jejku nie wiem jak Ci to powiedzieć..
-Na spokojnie..
-Jestem z AnnaLynne w centrum handlowym.
-Mhm, to pewnie spotkałyście Kasię, bo dzisiaj miała jechać tam.
-Nie spotkałyśmy się z nią, ale.. zobaczyłyśmy ją w restauracji.. tylko hmm..
-Pewnie poszła na jakieś cappuccino, ona zawsze jak tam jest, albo przy starbucksie to idzie na kawę.
-Ale ona nie jest sama.
-A z kim.?
-Z chłopakiem.
-Z jakim chłopakiem.?-zapytałem, i zacząłem się zastanawiać nad czy Kasia przypadkiem mi nie wspominała z kim ma się spotkać, ale nic takiego nie mogłem sobie przypomnieć.
-Ze swoim byłym.
-Z Bryanem?!-krzyknąłem do słuchawki i przy okazji rozlałem na stolik colę.
-Nie, nie z Bryanem.
-A z kim.? Czekaj.. czy Ty masz na myśli..-zacząłem bo zaczęło mi świtać z kim mogła się spotkać moja narzeczona. Tylko dlaczego za moimi plecami.?
-A kto ją skrzywdził najbardziej hm?
-Ten dupek, co ją próbował zgwałcić.?!
-Tak.. ej Ty o niczym nie wiedziałeś.?
-Nie, nie powiedziała mi o niczym.
-Aw.. kurczę.
-Dzięki Caitlin za telefon. Zaraz zadzwonię do Kasi i poproszę ją żeby przyjechała do domu, bo muszę koniecznie z nią pogadać.
-Nie ma za co. Pa.
-Pa.
Rozłączyłem się, a następnie posprzątałem rozlany napój, pożegnałem się z chłopakami i postanowiłem jak najszybciej wrócić do domu.
Podczas jazdy napisałem do Kasi smsa, że postanowiłem wrócić wcześniej do domu, i czy ona jest w już tam. Choć dobrze wiedziałem, że jest z tym kretynem!
Odpisała mi "Za parę minut będę w domu".
Chciałem wręcz już jak najszybciej z nią porozmawiać. Muszę się dowiedzieć o co tu chodzi! Ja wiem, że ona nie lubi mi mówić o swoich uczuciach bo się krępuje, ale.. jesteśmy zaręczeni, za parę miesięcy ślub, nie powinniśmy mieć między soba jakiś tajemnic. Po głowie też mi chodziło, że może ona mnie z nim zdradza, ale szybko odrzuciłem tą opcję. Ona by mi tego nie zrobiła.
____________________________________
Przepraszam, że dodaję R z jednodniowym opóźnieniem, ale wczoraj musiałam pisać dosyć ważne wypracowanie maturalne na polski, jakiś opis i po prostu skończyłam to pisać ok.21 jak nie później, a poza tym od jakiegoś czasu wogóle nie mam już weny.. a dziś jakoś zdołałam napisać coś i powiem, że jestem nawet zadowolona z tego co mi wyszło, chyba nie jest źle, ale też nie jest za dobrze. Ogółem rozmyślam nad skróceniem opowiadania, czyli szybszym zakończeniem, no bo widzę że już was nudzi ta moja moda na sukces..:C 
#muchlove
DO NN, mam nadzieję że już wg planu, we wtorek.

20 listopada 2012

R [29] części drugiej.

*
Pojechaliśmy prosto do salonu sukien ślubnych, w którym wykonywali sukienki na zamówienie. Już na samej wystawie, jak i na manekinie wisiały przepiękne sukienki.
-Dzień dobry-przywitała nas ekspedientka, a właściwie kierowniczka (tak wynikało z jej plakietki przyczepionej do marynarki). Była to kobieta w średnim wieku.
-Dzień dobry-przywitaliśmy się z nią wszyscy.
-To która z pań wychodzi za mąż.?-zapytała, a wszyscy wskazali na mnie
-To zapraszam wszystkich na kanapy, pani mi określi jakiej sukienki będziemy szukać.
-No to słucham-powiedziała kierowniczka po tym jak usiedliśmy- Jak ma wyglądać Twoja suknia marzeń.?
-Chciałabym, na pewno żeby była ona z gorsetem, najlepiej chyba bez ramiączek, długa, a dół natomiast żeby lekko mnie poszerzał w biodrach, coś takiego a'la bombka.
-Kolor.?
-Biel lub ewentualnie kremowa.
-Jakieś dodatki.?
-Hafty, jakieś delikatnie, nie kiczowate zdobienia
-Z wszytym stanikiem czy nie.?
-Może być
-Dobrze, to teraz przeproszę państwa na chwilę, przyniosę do garderoby parę zbliżonych do opisu sukienki. Ale wpierw pomierzę panią.
Wstałam i za chwilę zza lady przyszła druga ekspedientka i jedna mnie mierzyła, a druga notowała wszystko.
-Zapraszam panią do garderoby
I znów przymierzałam mnóstwo sukienek. Każda z nich miała coś w sobie, co mi się nie podobało.
W końcu zaczęły mi nerwy puszczać. W między czasie napisał do mnie Justin.
"I jak Ci idzie wybieranie sukni.? Ja właśnie skończyłem przymiarki i składam zamówienie. Można powiedzieć, że garnitur odhaczam z naszej listy. Kocham Cię."
Odpisałam mu "Idzie mi okropnie, powoli mam już dość. Ja Ciebie też kocham."
Myślałam, że dostanę kolejnego sms-a, ale Justin wolał zadzwonić do mnie.
-Ej Kotku jak to okropnie Ci idzie.?
-No normalnie, znowu przymierzyłam z tuzin sukienek, każda mi się nie podoba-odpowiedziałam łamiącym się głosem.
-Płaczesz czy mi się wydaje.?
-A nawet jeśli..?
-Skarbie spokojnie. Są z Tobą rodzice, Ryan, AnnaLynne. Wieczorem wyjdziemy gdzieś razem na jakąś kolację, co Ty na to.?
-Mrau, mam to traktować jako randkę.?-zaśmiałam się pomimo łez
-Oczywiście, że tak.
-Dobrze. Muszę kończyć. Wołają mnie do kolejnej przymiarki. Widzimy się w hotelu.
-Okej, tylko nie płacz więcej. I pamiętaj, że to Tobie najbardziej ma się podobać suknia. Chociaż i tak dla mnie będziesz najpiękniejsza.
-Postaram się. Ale Ty się podlizujesz, ciekawe czy też tak będziesz mówił po ślubie.
-Będę będę, i to parenaście razy dziennie
-Głupek
-Ale Twój! Dobra idź przymierzać suknie, nie przeszkadzam. Kocham Cię. Pa.
-Oczywiście, że mój. Okej. Pa. Ja Ciebie też.
Ledwo doszłam do przymierzalni, jak dostrzegłam ową suknię.
Była długa, z gorsetem.. Dosłownie taka jaką chciałam!
-Wow
-Podoba się.?
-Tak! Mogę ją przymierzyć.?
-Oczywiście
Obydwie ekspedientki pomogły mi włożyć ją. I z trudem, bo suknia była dość ciężka, weszłam na podest przed rodzicami i przyjaciółmi.
Ledwo im się pokazałam, a zarówno moja mama jak i Pattie popłakały się.
-I jak.?-zapytałam, sama przeglądając się dookoła w lustrach
-Ślicznie w niej wyglądasz! I jest chyba dokładnie taka jaką chciałaś!
-Noo, i podobam się sobie!
-No to chyba nie mamy wątpliwości, którą sukienkę bierzemy.
-Ale..
-Sh. Ustaliliśmy, że my jako Twoi rodzice zapłacimy za Twoją suknię, więc słowa dotrzymamy. A i bym zapomniała, wzięłam swój welon od mojej sukni ślubnej.
AnnaLynne wzięła welon od mamy i wpięła mi go we włosy.
-Pasuje idealnie
-To jak.? Ta suknia może być, czy szukamy innej.?
-Bierzemy tą. Tylko czy jest możliwość,  żeby państwo nam ją dostarczyli do Atlanty.?
-Oczywiście, a kiedy jest ślub.?
-W walentynki.
-Jak romantycznie. To proszę wypełnić kartę do zamówienia.
Mama wypełniała te "papierki", a ja poszłam się przebrać.
Tata zapłacił za suknię i w końcu mogliśmy wracać do hotelu.
*
W drodze do hotelu dostałam jakiegoś sms-a. Początkowo myślałam, że to od Justina, ale pomyliłam się. Był to sms od Jerry'ego, mojego byłego chłopaka, który parę lat temu prawie mnie zgwałcił. Napisał "Wiem, że nie chcesz mnie znać po tym wszystkim co Ci zrobiłem, ale.. mam do Ciebie prośbę. Moglibyśmy się spotkać.? Tylko tak sam na sam, w cztery oczy. Bez Twojego chłopaka. Dalej mieszkasz w Atlancie.? Proszę Cię odpisz i jak możesz zaproponuj termin. Dostosuję się do siebie. Jerry." .
Przeczytałam tego sms-a parę razy. Minęło około 6 lat od tamtego wydarzenia. Czego on ode mnie jeszcze chce.?!
Postanowiłam, że się zastanowię i ewentualnie odpiszę mu później. No i kolejne pytanie jakie nasunęło mi się na myśl, to skąd miał mój numer.?!
Postanowiłam też, że nie powiem o tym Justinowi. Nie chcę go denerwować.
*
Weszłam do pokoju, który dzieliłam ze swoim narzeczonym. Justin natomiast leżał z laptopem na łóżku.
-O już wróciłaś. I jak.?
-Mam suknię!-powiedziałam kładąc się obok Justina.
Usłyszałam jak chłopak wyłącza, a następnie odkłada laptopa.
Zaczął mnie głaskać po włosach.
-Jest taka jaką chciałaś, czy trochę inna.?
-Taka jaką chciałam.
-Jaka ona jest.?-zapytał z uśmiechem
-Nie powiem Ci, zobaczysz ją na mnie dopiero w dniu ślubu.
-Buu, ale skoro jesteś zadowolona, to ja także.
-Już myślałam, że nic nie znajdę. A teraz moim zmartwieniem będzie, by nie przytyć, by się zmieścić w nią bez problemu.
-Oj skarbie. No, ale dobrze, że już ten najważniejszy punkt z naszej listy możemy wykreślić. Co nam wogóle jeszcze zostało.?
-Miejsce na wesele, tort, kwiaty, alkohol, menu ślubne, obrączki, no i nasze wieczory.
-Hm, mamy 3 godziny więc możemy poszukać w internecie czegoś.
-3  godziny do czego.?-zapytałam
-Do naszego wyjścia na kolację głuptasie, zarezerwowałem nam stolik w restauracji.
-Z tego wszystkiego wypadło mi to z głowy. No ale nie marnujmy tego czasu i coś faktycznie poszukajmy-odpowiedziałam, po czym wstałam po swojego laptopa.
-To jak się dzielimy.?
-Ty zajmij się miejscem na wesele, a ja resztą. Menu ślubnym zajmiemy się wspólnie.
-Dobrze kochanie-powiedział Justin i gdy z powrotem usiadłam na łóżku, pochylił się i pocałował mnie w usta.
*
Po jakieś godzinie Justin znalazł dość ciekawą ofertę domu weselnego znajdującego się 30 minut od kościoła, w którym mieliśmy się pobrać. Przejrzeliśmy całą galerię, która była udostępniona. Plusem było to, że nad salą weselną znajdowały się pokoje gościnne. Ze względu, że zarówno ja, jak i Justin mamy młodsze rodzeństwo to szukaliśmy też odpowiedniej oferty, by po pierwsze młodsi mieli oddzielną salę oraz w razie co miejsce do spania.
-Napiszę do nich maila czy mają wolne terminy i ewentualnie, kiedy byśmy mogli przyjechać i zobaczyć to miejsce.
-Dobry pomysł.
-To teraz czekamy na odpowiedź, a Ty coś znalazłaś.?
-Szczerze to sprawa tortu też musi zaczekać, bo nie wiemy ile gości będzie.
-No tak.. a kwiaty.?
-O to chyba poproszę mamę, ona się bardziej na tym zna niż ja.
-Po obrączki możemy pojechać za tydzień na przykład.
-Mhm, a menu weselne ustalimy już jak będziemy mieć miejsce miejsce na wesele.
-No to mamy już to powiedzmy, że z głowy, a teraz czas na pieszczoty-powiedział Justin z chytrym uśmieszkiem na ustach.
Zabrał mi laptopa, a następnie bez niczego wpił się w moje usta.
Położyłam się, przyciągając do siebie Justina.
Jedną dłonią głaskał mnie po policzku, a drugą natomiast trzymał na moim biodrze.
Ja natomiast wplotłam swoje dłonie w jego włosy, masowałam kark.
-Kocham Cię-wyszeptał mi w usta
-Ja Ciebie bardziej kocham
-Niee
-Taak
I zaczęliśmy się sprzeczać, kto kogo bardziej kocha. Po czym Justin zaczął mnie łaskotać.
Zaczęłam piszczeć i śmiać się jednocześnie.
-Dobra wygrałeś, Ty kochasz mnie bardziej-zaśmiałam się
-Ja mam zawsze rację-zaśmiał się Justin, wtulając się w moją szyję
-Chciałbyś-wyszeptałam
-Chcesz powtórkę z łaskotek.?
-Nie!
-No..
Po chwili poczułam wargi Justina na mojej szyi. Wpierw delikatnie muskał moją skórę.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Justin wcale sobie nie przeszkadzał.
-Proszę!-krzyknęłam
To był Ryan.
-Ups, to może przyjdę później?
-Ha ha ha, nie musisz.
-Bieber jak znajdziesz chwilę to przyjdź do nas do pokoju.
-Shawty to Ty idź się szykować, a ja za niedługo wrócę, okej.?
-Okej idź.
Justin wstał ze mnie.Oczywiście wpierw pocałował mnie w usta, a następnie wraz z Ryan'em zniknęli za drzwiami.
Otworzyłam walizkę. Nie przewidywałam takiego wyjścia, ale na szczęście zabrałam ze sobą spódnicę.
Wcześniej jej nawet nie nosiłam. Dostałam ją od mamy jeszcze jak byłam na studiach.
A nie nosiłam jej ponieważ.. miała na sobie elementy różu.
Tak..chyba mama zapomniała, że nie noszę tego koloru.
Przeglądając zawartość mojej walizki, natknęłam się na białą bluzkę z krótkim rękawkiem, szary sweter. Dobrałam do tego czarne buty, tym razem na niskim obcasie oraz całą masę naszyjników, kolczyki. (LINK). Następnie poszłam szybko się umyć.
Ubrałam się we wcześniej wybrany komplet, rozczesałam, wysuszyłam i spięłam w kucyk włosy, zrobiłam makijaż.
W między czasie słyszałam, że Justin przyszedł już do pokoju.
Upewniłam się patrząc w lustr, czy dobrze wyglądam i wyszłam.
-Wow, Ty i róż, gdzie się podziała moja Kasia.?-zażartował Justin
-Shh, mama mi kupiła parę lat temu tą spódnicę, pierwszy raz ją mam na sobie.
-Ślicznie wyglądasz
-Dziękuję. A co chciał od Ciebie Ryan.?
-Chłopaki znaleźli parę miejsc na wesele. Jedno nawet bliżej od tego, co ja znalazłem.
-O to super. Idziemy już.?
-Chwila-odpowiedział, a następnie schował portfel i telefon.
-Ej Justin, spójrz-powiedziałam wskazując na okno.
-Aww..-taka była reakcja Justina, gdy zobaczył, że pada deszcz.
-Pójdę do mamy, może ona wzięła jakiś parasol. Zaraz wracam-powiedział i pocałował mnie w policzek.
Usiadłam na łóżku.
Po paru minutach wrócił Justin z parasolką w ręku.
-No to idziemy kochanie-powiedział.
Wzięłam go pod rękę i wyszliśmy.
Przed hotelem zachowywał się jak prawdziwy gentleman.
Do taksówki wprawdzie mieliśmy parę kroków, ale on niósł parasol, starając się żebym jak najmniej zmokła.
Myślałam też, że udamy się do jakieś zwykłej restauracji, ale oczywiście to nie było w jego stylu.
Oczywiście Justin wiedział co ja sądzę o szastaniu kasą, ale teraz to nie miało takiego znaczenia.
Teraz chciałam być z Justinem, nie rozpętywać jakieś sprzeczki o byle co. Chciałam mile spędzić z nim tą kolację.
Zamówiliśmy lasagne oraz butelkę wina.
Teoretycznie ciągle jesteśmy sami i możemy pogadać. Ale po sporym kawałku czasu wyszliśmy gdzieś na randkę.
Justin ciągle się wydurniał, rozśmieszał mnie.
Żartowaliśmy o naszym za niedługo nowym życiu, życiu po ślubie. Poruszyliśmy także temat ślubu, tego co czujemy w związku z tym.
*
_____________________________
R krótki bo więcej w "szkicach" już nie mam ._. będę musiała jutro usiąść i coś napisać bo tak być nie może ._. niech wrócą te czasy kiedy miałam mega dużo zapasowych r.. 
Ok nie zanudzam.
NN za tydzień.
#muchlove

13 listopada 2012

R [28] części drugiej.

*
-Ej patrzcie!-zawołał w trakcie przerwy w meczu Fredo, wskazując na wielki ekran, na którym wyświetlili "Kiss Cam" a na nim mnie i Kasię.
Ci co siedzieli przed nami odwrócili się w naszą stronę.
Spojrzałem na Kasię. Na jej policzki już zdążyły wkraść się rumieńce. W tym samym czasie co na nią patrzyłem, to i ona zwróciła swój wzrok na mnie.
Uśmiechnąłem się do niej, a następnie pochyliłem się i pocałowałem ją. Słyszeliśmy gwizdanie oraz oklaski.
Po pocałunku na oczach wszystkich, Kasia przytuliła się do mojego ramienia.  I tak wytrwaliśmy do końca.
Standartowo gdy wracaliśmy już do domu, reszta nie dawała nam przez to spokoju.
-Spać mi się chce-zaczęła marudzić Kasia
-Słyszysz Justin musisz swym pocałunkiem rozbudzić tą oto księżniczkę-zaczął się nabijać Ryan
-Zrobię to, ale później-zaśmiałem się
-Teraz!-oburzyli się Ashley, Kenny, Fredo i Ryan
-Podnieca was to jak ktoś inny się całuje, lol-zaśmiała się Kasia
-No i to jak-odpowiedział jej Ryan
Skorzystałem z tego, że jechaliśmy samochodem 7 osobowym, i tym że siedzieliśmy sami z Kasią, na tyle i zacząłem delikatnie sunąć nosem po jej policzku.
*
Pkt.widzenia Kasi
Justin oprócz tego dotykania mnie nosem po policzku, zaczął też przygryzać mi lekko ucho i szeptać, że mnie kocha. Złapałam go za dłoń, i splotłam nasze palce, a następnie odwróciłam głowę w jego stronę i skorzystałam z tego, że byliśmy blisko siebie, i pocałowałam go w kącik ust.
Później Justin szeptał mi do ucha, że mnie kocha i od czasu do czasu śmiał się.
*
Dojedliśmy ciasto, które wcześniej upiekłam.
-Twoja mama napisała mi sms-a - powiedziałam Justinowi
-Co napisała.?
Podałam Justinowi telefon.
"Zadzwoniłam do pewnego salonu sukien ślubnych w Nowym Jorku i udało mi się umówić Ciebie na zrobienie projektu, bądź na przymiarki gotowych sukienek. Twoja mama powiedziała mi o jakiej sukni marzysz, to samo przedstawiłam w tej rozmowie telefonicznej. Tylko chcieli żebyś przyjechała tam jak najszybciej. I myślałam, że skoro jutro wieczorem wracacie, to za jakieś dwa dni na przykład moglibyśmy tam pojechać. Justin też. On przy okazji by porozglądał się za garniturem. Napisz mi co o tym sądzisz".
Spojrzałam na niego.
-Nie możemy zbytnio odkładać tego. Więc odpisz mamie, żeby załatwiła nam bilety do NY i jedziemy.
-Boję się, że i tam nic nie znajdę-powiedziałam przytulając się do ramienia Justina
-Skarbie mama napisała, że możesz dać swój projekt na sukienkę. Będzie taka jak chcesz. Choć i tak dla mnie będziesz najpiękniejsza.
Odchyliłam głowę do tyłu, a Justin uśmiechnął się do mnie i pocałował w usta.
Następnie wziął mój telefon i odpisał swojej mamie.
-Idziemy się spakować, żeby jutro mieć więcej wolnego czasu.?
-Idziemy-powiedział wstając i podając mi rękę.
*
Parę dni później.
NY
Pkt.widzenia Justina
W ciągu tych paru dni rozdaliśmy resztę zaproszeń, m.in. spotkaliśmy się z naszymi starymi znajomymi Caitlin, Chrisem, Chazem i Ryan'em. Tata Kasi załatwił nam samochody na ślub. Do NY pojechaliśmy wraz z naszymi rodzicami, ale także z AnnaLynne, Łukaszem, Ryanem (Good'em) i Alfredo.
-To tak.. kto z kim idzie.?-zapytała mama
-Ja idę z Kasią-zażartowałem przytulając się do narzeczonej
-No ze mną na pewno chcę żeby szła moja mama, Ty Pattie, AnnaLynne i no przydałby mi się również męski punkt widzenia-oznajmiła Kasia
-To może zrobimy tak, Łukasz, Jeremy i Alfredo pójdą z Justinem po garnitur, a reszta z Tobą-zaproponowała tym razem moja mama
-Uuu mam iść z Blondasem, to co różowa sukienka.?-zażartował Ryan
-Ja i róż, no chyba nie. Róż to zło..
-To ustalone. Zbieramy się moi drodzy.
*
Jechaliśmy na dwa samochody. Standartowo wszyscy czekali na mnie i Kasię. Przyciągnąłem ją do siebie i bez żadnego uprzedzenia wpiłem się w jej wargi.
Gdy się całowaliśmy ktoś zaczął nas od siebie rozdzielać. Tym kimś byli Alfredo i Ryan.
-Też będziecie się całować to wam tak zrobimy-zaśmiałem się
-Dokładnie-potwierdziła Kasia
-Zróbcie papa i jedziemy, zobaczycie się za parę godzin-zażartował Ryan
-Buu-powiedzieliśmy obydwoje
*
Pkt.widzenia Kasi
Pomachałam Justinowi i wsiadłam do samochodu. W głębi siebie bałam się coraz bardziej, że nie znajdę sukienki. I w czym ja wtedy pójdę do ślubu.? A może to znak, że za bardzo się spieszymy.?
-Nie panikuj, znajdziemy coś-powiedziała moja mama, jak gdyby czytała mi w myślach.
-A kto powiedział, że ja panikuję-skłamałam
-Widać to po Twoich oczach. Nie znam Cię od dziś córeczko.
-Shh..
________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale kończą mi się rozdziały, a w tym tygodniu na prawdę nie mam czasu na pisanie, bo mam taki natłok sprawdzianów.. x.x a poza tym z weną też jest cienko ;x
Może w weekend mi się uda coś napisać :D
Dziękuję wam bardzo, że jesteście ze mną, że to czytacie, dziękuję za każdy komentarz. Kocham was!
Dzięki wam mam jako tako motywację do dalszego pisania, nie kończenia tego na tym etapie.
Także nn standardowo za tydzień.
A, że akurat dzisiaj zaczęły się egzaminy gimnazjalne, to chciałabym życzyć wam powodzenia! :*
#muchlove

6 listopada 2012

R [27] części drugiej.

*
Nie wiemy jak, ale przed klubem czaiło się mnóstwo paparazzi.
Pierwsi wysiedli chłopcy, a dopiero wtedy my.
Justin starał się osłaniać mnie od błysków fleszów.
-Przepraszam Shawty, żadne z nas nie pisało, że się tu wybieramy
-Nie musisz mnie przepraszać, przecież to nie Twoja wina, że paparazzi się dowiedzieli
-No tak, ale..
-Przestań. Będziemy się dobrze bawić, nawet pomimo tego, że jesteśmy śledzeni przez nich
-Masz rację Shawty - powiedział i musnął moje wargi.
Gdy się całowaliśmy, jeszcze bardziej rozbłysły blaski aparatów.
Na szczęście jak w każdym klubie, pilnowali tu ochroniarze, a Justin dodatkowo poprosił ich by nie wpuszczali do środka paparazzi.
*
Na początku udaliśmy się zająć stolik, do którego chwilę później zamówiliśmy drinki.
Gdy tylko lekko się rozkręciliśmy, Justin "porwał" mnie na parkiet.
*
Tańczyliśmy bardzo blisko siebie. Co i rusz się całowaliśmy, ocieraliśmy o siebie. Widziałam wiele spojrzeń innych chłopaków.
-Zdecydowanie za dużo chłopaków Ci się przygląda-powiedział mi na ucho Justin
-A co zazdrosny jesteś.?-zapytałam i uśmiechnęłam się do niego
-Tak tylko troszeczkę
-Nie masz o co głuptasie-odpowiedziałam mu i wpiłam się w jego usta łapczywie.
Później Ashley "porwała" mnie do innego stolika.
*
Rozmawiałyśmy i piłyśmy drinki jak podeszli do nas jacyś już też pod wpływem alkoholu kolesie.
-Może postawić wam drinka.?-zapytał jeden z nich pochylając się w moją stronę.
-Nie dziękuję-odpowiedziałam i pociągnęłam Ash za rękę i wróciłyśmy do chłopaków.
Usiadłam Justinowi na kolana i mocno się w niego wtuliłam.
-Co chcieli od was Ci kolesie.?-zapytał lekko zaniepokojony
-Chcieli nam postawić drinka, no i chyba mieli nadzieje na coś jeszcze.
Po tych słowach Justin wzmocnił uścisk i musnął mój policzek.
-Możemy już stąd iść.?
Justin kiwnął tylko głową. Pochylił się do Alfredo i o coś zapytał. Ten później zrobił to samo w kierunku Ryana.
I tak postanowiliśmy wrócić do domu.
Wychodząc mijaliśmy tych dwóch kolesi.
-I co już się zbieramy.? A może zostaniesz żeby się zabawić.?-zaczął mnie zaczepiać znów ten sam
-Odczep się od niej-zaczął mnie bronić Justin
-Bo co.?
Justin przestał panować nad sobą i rzucił się na jednego.
-Justin, proszę Cię przestań!-zawołałam, a w moich oczach pojawiły się łzy. Przecież Ci kolesie są starsi, silniejsi od niego, bałam się, że mu coś zrobią, a to wszystko przeze mnie.
Na szczęście w miarę szybko Alfredo, Kenny i Ryan zareagowali i odciągnęli Justina. Na szczęście, albo i nie ale skończyło się na rozciętej wardze i brwi oraz zadrapaniach na policzku.
Wyszliśmy z klubu, Alfredo, Ash i Ryan poszli po samochód, a ja z Justinem czekaliśmy na nich przed klubem.
A on chodził rozwścieczony, ani razu nawet na mnie nie zerkając.
*
Pkt.widzenia Ryana
Podjechaliśmy po Kaśkę i Justina.
-Chyba się kłócą-powiedziała cicho Ashley
Spojrzeliśmy w ich stronę i rzeczywiście tak było.
Wsiedli pospiesznie do auta i przez parę minut drogi nie odzywali się.
-Co Ci wogóle przyszło do głowy żeby się rzucać na tego kolesia?!
-To miałem pozwolić, żeby ten koleś Ciebie obrażał.?!
-Pozwalać to może nie, ale wystarczyło sobie darować to i przejść koło nich jak gdybyś nic nie słyszał!
-I może jeszcze czekać czy może Ciebie pociągnie za rękę.?!
-To lepiej pozwolić obić sobie twarz!
-A żebyś wiedziała!
Baliśmy się im przerywać tą kłótnię, pomimo tego, że nie było za fajnie wysłuchiwać tego..
*
Pkt.widzenia Alfredo
Ledwo weszliśmy do domu, a Justin poszedł do pokoju.
-Dać Ci dla Justina kostki lodu i wodę utlenioną.?-zapytałem
-Tak, poproszę
Najpierw poszedłem do łazienki, gdzie miałem apteczkę i wyjąłem stamtąd wodę utlenioną, oraz woreczek na lód. Wyjąłem z zamrażalnika parę kostek lodu i wsypałem do woreczka i wszystko podałem dziewczynie, ta podziękowała i również znikła za drzwiami pokoju.
*
Pkt.widzenia Kasi
Weszłam do pokoju, Justin stał przy oknie.
-Usiądź, przyniosłam Ci wodę utlenioną i lód.
Chłopak o dziwo posłuchał mnie i usiadł na brzegu łóżka. Stanęłam między jego nogami, uniosłam jego podbródek i zaczęłam przemywać mu te rozcięcia.
-Bardzo gniewasz się na mnie.?-zapytał chłopak trzymając przy policzku woreczek z lodem.
-Trochę
-Przepraszam, ale no.. nie pozwolę, żeby ktoś Ciebie obrażał, a jeśli już to nie przy mnie
-Wybaczam Ci głupku, ale nie rób nigdy tak. I spójrz jak Ty wyglądasz-zaśmiałam się z niego podając mu małe lusterko
-Oh shh..
-Jesteś głupi, ale i tak Cię kocham
-Ja Ciebie bardziej-odpowiedział po czym przybliżył się do mnie i pocałował mnie w usta, ale też szybko się oderwał, bo miał lekko spuchnięta i rozciętą wargę
-Boli-zaczął marudzić i niczym jak małe dziecko wtulił się we mnie
A ja.? zaczęłam się niepohamowanie śmiać.
-Czemu się śmiejesz.?
-Bo to, że Cię boli to przynajmniej będzie nauczką na przyszłość, a następnym razem wiedz, że Ci jeszcze poprawię-powiedziałam i znów się zaśmiałam, a Justin udawał, że się obraża
-Powiem mamie, że chcesz mnie bić
-No jakby usłyszała co Ci już przychodzi do tego pustego łba, to sama by to zrobiła
-Jestem mądry, nie mam pustego łba
Spojrzałam na Justina z "żalem", a on zaczął się szczerzyć i poruszać brwiami.
-Idziemy spać.?-zapytałam
-Idziemy-odpowiedział Justin, i przyciągnął mnie za biodra, sam się położył i w rezultacie poleciałam na niego.
Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Ej nie zabijacie się tam.?- to był Alfredo
-Jeszcze się nad tym zastanawiam-krzyknęłam, a Justin się zaśmiał
Usłyszeliśmy też jak Fredo odkrzykuje do reszty, że się nie kłócimy.
Chwilę się tak poprzytulaliśmy, a później poszłam zmyć makijaż.
Gdy wyszłam z łazienki, zatrzymałam się przed łóżkiem, w którym już leżał Justin.
-Co Shawty.?Czemu się nie kładziesz.?
Pokręciłam tylko głową. Zgasiłam światło i położyłam się koło niego.
-Obiecaj mi, że ostatni raz poszedłeś się bić
-Tego niestety Ci nie mogę obiecać
-To następnym razem strzelę focha, jakiego chciałam zrobić dziś, ale mi nie wyszło
-Oh nie, nie lubię jak się do mnie nie odzywasz-wyjęczał Justin i przytulił się do mnie, układając swój policzek na moim cycku.
Między nami zapanowała cisza. Chciałam jeszcze z nim pogadać, ale.. Justin zasnął. Po czym to poznałam.?
Zaczął lekko pochrapywać. Głaskałam go po policzku, włosach i w końcu sama zasnęłam.
*
Następny dzień.
Obudziłam się przed Justinem. Sięgnęłam ręką do stolika nocnego, na którym położyłam książkę i zaczęłam ją czytać.
*
Pkt.widzenia Justina
Pomimo wczorajszych "przygód" spało mi się całkiem nieźle. Odwróciłem się w stronę mojej Blondynki (spałem tyłem do niej). Siedziała z ugiętymi nogami obok mnie i w pełnym skupieniu czytała jakąś tam książkę. Objąłem ją w pasie i musnąłem ją ustami w jej nagie ramię.
-O nie śpisz już-powiedziała z uśmiechem, odkładając książkę na stolik
A ja pochyliłem się nad nią i wpiłem się w jej usta.
*
Pkt.widzenia Kasi
Po porannym pocałunku, razem z Justinem jeszcze trochę poleżeliśmy w łóżku.
-Po wczorajszym oprócz rozciętej wargi i brwi, to masz jeszcze zaróżowiony policzek-powiedziałam po chwili przyglądania mu się
-Oj tam, każdy facet by to samo zrobił gdyby chodziło o jego dziewczynę
-A Ty i tak swoje
-Zapomnijmy o tym okej.? Bo będziemy się ciągle o to kłócić
-Ja się nie kłócę, tylko powiedziałam Ci, że masz obity policzek, a to że nie pochwalam tego co się stało to swoją drogą-powiedziałam, po czym wstałam z łóżka i zniknęłam za drzwiami łazienki
*
Pkt.widzenia Justina
Z jednej strony ta krótka wymiana zdań lekko mnie zirytowała, ale z drugiej.. gdy obserwowałem z jakim ona przejęciem o tym mówiła.. wydawała się być cholernie seksowna zarazem. Owszem może i mogłem darować sobie bójkę, ale miałem pozwolić obrażać moją ukochaną.?
Wstałem z łóżka i po wcześniejszym zapukaniu do drzwi łazienki, w której była Kasia, wszedłem tam.
Dziewczyna akurat rozczesywała włosy.
-Przepraszam Shawty - powiedziałem, a ona odwróciła się twarzą do mnie i wtuliła się we mnie
-Ja też przepraszam, a po drugie na prawdę obiecaj mi, że więcej nie dojdzie do takiej sytuacji. Myślisz, że dobrze mi się ogląda, jak mój narzeczony się leje.?
-Rozumiem Cię Shawty, nie obiecuję Ci, ale postaram się.
Kasia się odsunęła ode mnie i pocałowała mnie, a następnie powróciła do rozczesywania swoich długich blond włosów.
Gdy już się ogarnęliśmy, to zeszliśmy razem na śniadanie. Wszyscy nam się przyglądali.
-No co.? Nie kłócimy się-powiedziałem
-A czy my coś mówimy?-zironizował Ryan
-Nie, ale się patrzycie na nas, jakbyście nie wiem na co czekali-zaśmiałem się
-Tak zmieniając temat, to nie zapomnijcie, że dziś idziemy na mecz-przypomniał nam Alfredo
-O, abym zapomniał, a jutro wieczorem wracamy do Atlanty-powiedziałem, łapiąc za kolano Kasię
-Czas wrócić do rzeczywistości, czeka nas duuużo roboty-zaczęła Kasia
-Yep
-Dacie radę, pamiętajcie, że macie nas
Razem z Kasią się uśmiechnęliśmy.
Zjedliśmy wspólnie śniadanie, pogadaliśmy.
Kasia zaczęła robić wcześniej już obiecane ciasto.
Zdążyliśmy zjeść trochę ciasta i już musieliśmy wychodzić, by wyrobić się na mecz.
*
Standardowo siedziałem koło mojej narzeczonej, obok mnie Fredo, Kenny, a koło Kasi Ashley i Ryan.
Dziewczyny jak zwykle zajęły się rozmową na swoje "babskie" tematy.
*
_____________________________
Mała sprzeczka była.. xd ale szykuję coś większego i to już całkiem niedługo będzie, bo już za hm..2-3 R :D
Dobra to chyba koniec mojego nudnego wywodu ahaha xd
 
NN za tydzień. 
xoxo <3
& #muchlove.