30 grudnia 2012

R [35] części drugiej.

Zjedliśmy szybko śniadanie i poszliśmy się ubrać.
- W końcu będziesz tu ze mną - oznajmił Justin tuląc się do moich pleców
- A ja będę mieć swój prywatny kaloryfer
Chłopak się zaśmiał.
- Kocham Cię grzać w nocy
- A ja uwielbiam jak to robisz. Jak byliśmy pokłóceni to musiałam spać jeszcze pod kocem, bo było mi chłodnawo bez Ciebie.
- Ja za to miałem problemy ze snem, i często budziłem się parę razy w nocy. Strasznie mi Ciebie brakowało Shawty.
- A mi Ciebie. A teraz chodźmy do mnie po rzeczy.
- Jak sobie pani życzy
- Nie mów mi pani, bo czuję się staro
- Dla mnie masz wciąż 17, 18 lat
- 17, 18 chciałabym, ale prawda jest taka, że mam 21 na karku i jestem stara
- Moja staruszka - zaśmiał się Justin , po czym uderzyłam go w ramię
- Skoro ja jestem stara to Ty też. Masz w końcu tyle samo lat co ja.
- Ja jestem wiecznie młody i przystojny
- Taa - zaczęłam się droczyć z nim
- No, a nie?  - zapytał łapiąc mnie za ręce i popychając na ścianę.
- Nie
I w tej chwili pożałowałam swoich słów. Justin zaczął mnie łaskotać.
- Justin, błagam przestań - powiedziałam w przerwie między śmiechem
- Odwołaj to - zaśmiał się
- Okej, okej, mój przystojniaku
- No.. - wyszczerzył się Justin i pocałował mój policzek i kącik ust.
- Łaskotki to zło
- Łaskotki to najlepsza rzecz bym mógł posłuchać Twojego śmiechu oraz błagania żebym przestał
- Żebyś to Ty zaraz nie musiał mnie o coś błagać - zagroziłam palcem
- Ja?  O co?
- Żebym się odfochała, dała Ci buziaka - zaczęłam wymieniać
- Mmm.. buziak - wymruczał i znów przyciągnął mnie do siebie, ale ja zaczęłam unikać jego ust, aż w końcu Justin złapał moją brodę, tak by unieruchomić mi głowę i łapczywie wpił mi się w usta.
- Stwierdzam, że jesteś niewyżyty
- Na Twoim punkcie.. zawsze.
- Głupek
- Ale Twój głupek
- Mój, mój, a teraz idziemy. No chyba, że nie chcesz żebym się przeprowadziła ponownie do Ciebie
- Chce. Nawet nie wiesz jak bardzo.
*
Pożegnaliśmy się z Pattie i poszliśmy do domu naprzeciwko.
Zastałam tam tylko mojego tatę.
- Hej tato - przywitałam się z nim, zdejmując buty w korytarzyku - A gdzie reszta?  Mama powiedziała Ci, że przyjdę po rzeczy?
- Hej córeczko. Mama z Zoèy jest na zakupach lub na placyku, Twój brat u AnnaLynne. Tak, powiedziała mi, że przyjdziecie - odpowiedział tata, witając się z Justinem.
- Buu.. myślałam, że zastanę mamę. Później mi będzie wypominać, że się z nią nie "pożegnałam".
- Jeszcze pewnie nie raz się przeprowadzisz - zażartował tata
- Dzięki tato..- zawtórowałam mu - ale ja już mam dość tych wyprowadzek. Mam nadzieję, że ta wyprowadzka do Calabasas będzie ostatnią.
- A myślałem, że to lubisz
- Nie.. kiedyś było fajnie uciekać z domu.. ale jestem już za STARA na to - powiedziałam podkreślając słowo stara.
Justin zaczął się śmiać, a tata pokręcił głową i też się zaśmiał.
- Okej, idziemy mnie pakować - powiedziałam i chwyciłam dłoń Justina i pociągnęłam do mojego pokoju.
*
Ja starałam się układać rzeczy do walizek, natomiast Justin na opak, wrzucał byle jak moje ciuchy żeby chyba tylko szybciej stąd pójść.
Cały ten proces przerwał telefon Justina.
- Ups, Shawty zaraz przyjdę. Zapomniałem, że Ryan z Alfredo dziś przyjeżdżają. A właściwie już są..
- A po co przyjechali?
- Poprosiłem ich o to, chciałem żeby mi dali pomysły na to jak mam Ciebie przeprosić, no i jakby było już po to oni mieli nam też pomóc w wyborze miejsca na wesele no i te inne duperele.
- A co z dzisiejszym naszym wyjściem po obrączki i do klubu?
- Wszystko będzie tak jak planowaliśmy. A do klubu możemy zabrać naszych znajomych, no chyba, że nie chcesz to poproszę mamę, żeby z nimi posiedziała.
- W sumie możemy iść większą grupą. Mi to nie przeszkadza. To idź tam do nich, ja się dopakuje i tu poczekam na Ciebie.
- Dobrze skarbie. To za ile mam przyjść?
- Pół godziny mi wystarczy
- Okej. Przepraszam, że Ci nie pomogę do końca
- Nic nie szkodzi, idź.
- Już idę, idę - odpowiedział i zanim wyszedł, pocałował mnie.
- Jak skończysz szybciej to zadzwoń, napisz
- Dobrze
- Pa Shawty, kocham Cię
- Pa, a ja Ciebie bardziej
*
Pakowałam się dość leniwie. Zeszłam na dół. Tata siedział w salonie i pracował na komputerze, a przynajmniej tak mi się wydawało.
- Chcesz może coś do picia?  - zapytałam wchodząc do salonu.
- Poproszę
- Woda czy sok?
- Sok.
Nalałam soku do dwóch szklanek.
- Proszę
- O dziękuję Ci.
Usiadłam obok taty.
- Spakowana?
- Jeszcze nie, bez Justina idzie mi znacznie wolniej - zaśmiałam się
- A gdzie on poszedł?
- Ryan i Alfredo przyjechali no i Justin poszedł się przywitać z nimi. Jak się spakuję to mam do niego napisać i on przyjdzie i pomoże mi to wszystko przenieść, a później jedziemy po obrączki
- Czyli dalej mam szykować garnitur na wesele? - zażartował tata
- Taak. Tato?
- Hm?
- A czy..
- Czy co?
- Poprowadzisz mnie do ołtarza?  - zapytałam niepewnie, i w moich oczach po raz kolejny pojawiły się łzy.
- Wow. Oczywiście, że tak!  Przecież jestem Twoim ojcem i raczej to mój obowiązek poprowadzenia córki do ołtarza. I nie ukrywam też, że mnie trochę zaskoczyłaś.
- Czym?
- Sądziłem, że nie będziesz chciała tego. Przecież doskonale wiemy jaki byłem... kiedyś
- Ale zmieniłeś się. Wybaczyłam Ci już dawno, a poza tym ja też do świętych nie należałam. No i  jak już powiedziałeś, jesteś moim ojcem i chcę żebyś to Ty to zrobił, a nie ktoś inny.
Taty oczy także były zaszklone. Przysunęłam się i przytuliłam się do niego oraz zaczęłam ronić łzy.
- Ile ja bym dał, by móc cofnąć czas - wyszeptał tata i objął mnie mocniej
- Ale wtedy może, by było tak, że dalej byśmy się kłócili, popełniłabym samobójstwo, no a poza tym.. nie poznałabym Justina, mężczyzny, którego kocham. To dzięki Tobie go znam, to Ty ubiegałeś się o pracę jako menadżer, poznałam tu w Atlancie najlepszych przyjaciół, o których nigdy nie marzyłam, no i zakochałam się po uszy, ale także poczułam jak to jest być dla kogoś najważniejszym i najkochańszym, zyskałam siostrę.
- Cieszę się, że z perspektywy czasu dostrzegłaś w końcu pozytywy tego. To co kiedyś uważałaś za negatyw teraz jest pozytywem. Ja dzięki temu wszystkiemu dostrzegłem, że najważniejszą w życiu wartością jest właśnie rodzina, a nie praca. Co z tego, że mogłem utrzymać was, jak tak na prawdę ominęło mnie najważniejsze. To Twój bunt pomógł mi przejrzeć na oczy, zmienić się.
- Aww..
Chwilę jeszcze pogadałam z tatą. Ale wzywało mnie pakowanie. Podczas tego dalej płakałam. Ciągle analizowałam słowa taty.
Gdy skończyłam napisałam do Justina. Chwilę później już był u mnie w pokoju.
- Ej, czemu płaczesz?  Przeze mnie?
- Nie przez Ciebie.
- Shawty.. co się dzieje?
- Rozmawiałam z tatą - zaczęłam, a Justin czekał cierpliwie aż kontynuuję - poprosiłam go, by mnie poprowadził do ołtarza
- Tak?  I co on na to?
- Zgodził się
- To dlaczego płaczesz?
- Sama nie wiem.. po prostu.. wciąż nie mogę jakoś uwierzyć w to jak polepszyły się moje kontakty z tatą, no i ta dzisiejsza rozmowa z nim..
- Wcześniej , czy później byście raczej się pogodzili.
- Wątpię
- Czemu wątpisz?
- Ja i tata mamy podobne charaktery, no i.. gdyby nie to wszystko co się wydarzyło to przypuszczam, że dziś już by mnie nie było.
- Ej. Nie mów tak.
- Kiedy taka jest prawda.. ale teraz mam dla kogo żyć
- Musisz żyć dla mnie kochanie. Bez Ciebie mnie nie ma, nie istnieję
Nic nie odpowiedziałam tylko, pocałowałam delikatnie Justina.
- Mam nadzieję, że już na dziś wykorzystałaś swój limit na płacz
- Też mam taką nadzieję
- To co zbieramy się?
- Tak. A Alfredo i Ryan jadą z nami teraz i później do klubu?
- Tak, Shawty. Dzwoniłem też do Twojego brata, Beadles'ów, Butler'a i Chaz'a i wszyscy idą z nami na imprezę.
- Trochę się czuję jak za czasów liceum
- Nie tylko Ty Shawty
Chciałam wziąć jedną z dwóch walizek lecz Justin jak zwykle się uparł, że on je weźmie.
Jak schodziliśmy na dół, akurat do mieszkania weszła moja mama z Zoèy.
- O widzisz Zoèy zdążyłyśmy się jeszcze spotkać z Kasią i przy okazji z Justinem. Już spakowana widzę
- Tak
- Zostaniecie może na herbatę?
- Przepraszam mamo, ale trochę nam się spieszy, bo dziś jedziemy po obrączki, a wieczorem do klubu
- Oh, nic nie szkodzi skarbie, wpadniecie jak będziecie już mieli czas. A Ty Kasieńko zapamiętaj, że dom jest dla Ciebie zawsze otwarty i nie musisz się mnie pytać czy możesz tu zostać. To także Twój dom.
- Wpadniemy na pewno do was. Dobrze, zapamiętam, no i dziękuję.
- Ależ nie ma za co.
Uściskałam mocno mamę i siostrę.
- Pa tato!
- Już idziecie?
- Niestety tak. Ale wpadniemy za parę dni.
- Dobrze. Opiekuj się naszą córką - uśmiechnął się tata wyciągając dłoń do Justina
- Będę się nią opiekował najlepiej jak umiem
*
______________________________
Huh, wczoraj złapałam jakiegoś doła ii po potoku łez udało mi się napisać ze 3 rozdziały na tego bloga, w tym jedno BieberPorno O.O i co więcej podobają mi się one O.O chyba muszę częściej się dołować i płakać O.O co ja mówię.. przecież to już jest norma u mnie, no ale nie o tym tu mowa :)
Wstawiam wam dziś rozdział, generalnie miał być jutro, ale shh.
Mam nadzieję, że komuś to się spodoba :)
I pewnie chcecie wiedzieć kiedy będzie BP, no więc już za.. 2 R :D
A NN, już w Nowym Roku (5-6 styczeń)

Szczęśliwego Nowego Roku!
 
#muchlove

24 grudnia 2012

R [34] części drugiej.

Głaskałam go po klatce piersiowej, brzuchu.
Wciąż nie mogłam uwierzyć, że tak szybko się pogodziliśmy.
Podniosłam ostrożnie głowę, myślałam, że mój wzrok napotka jego lecz.. Justin zasnął.
Na jego ustach widniał delikatny uśmiech.  Wyglądał bardzo niewinnie.
Jego pełne usta kusiły mnie, bym złożyła na nich pocałunek.
Ostrożnie wstałam z podłogi. Justin coś wymruczał przez sen.
Posprzątałam po nas.
-Justin, wstań. Pójdziemy do Twojego pokoju-zaczęłam go budzić.
Otworzył zaspane oczy i niechętnie wstał.
Szłam przed nim.
W drodze do jego pokoju, on wtulił się w moje plecy.
-Przebierz się do spania, a ja zaraz przyjdę-powiedziałam, muskając jego usta.
*
Gdy wróciłam do pokoju, Justin leżał tak jak go zostawiłam.
Pokręciłam głową i po cichu się zaśmiałam.
-Oj Justin, Justin.
Ostrożnie usiadłam na nim okrakiem.
Podciągnęłam bluzkę i po wielu trudach ściągnęłam ją.
Nachyliłam się nad nim i ucałowałam go w brzuch.
Następnie przesunęłam się i zaczęłam rozpinanie jego paska od spodni i ściągania ich z niego.
Zdjęłam mu buty i skarpetki.
Przykryłam go kołdrą.
Sama natomiast też ściągnęłam moje dresowe spodnie oraz bluzkę.
Poszłam do jego garderoby. Już wiem, o czym mówił.. było tu na prawdę wyjątkowo pusto, nawet zważając na to, że Justin sam ma dużo ubrań.
Wyciągnęłam jakiś jego T-Shirt i założyłam na siebie.
Położyłam się koło niego.
Pocałowałam go w kącik ust, tak żeby go tylko nie obudzić, wtuliłam się w niego i sama zasnęłam.
*
Następnego dnia
Obudziłam się dość wcześnie jak na mnie, była 8 rano.
Justin też dalej spał.
Zaburczało mi w brzuchu.
I wtedy pomyślałam, że zrobię sobie i Justinowi śniadanie do łóżka.
Wyswobodziłam się spod jego umięśnionego ramienia i poszłam do łazienki.
Umyłam zęby, rozczesałam włosy i zeszłam na dół, zostawiając mojego śpiącego księcia w pokoju.
Rozmyślałam co zrobić do jedzenia.
Ledwo zbliżyłam się do kuchni jak drzwi frontowe się otworzyły, a w nich stanęła Pattie.
-Kasia?
-Hej Pattie-odpowiedziałam uśmiechając się nieśmiało, stałam przed moją przyszłą teściową ubrana tylko w bieliznę i bluzkę jej syna.
-Czyli.. pogodziliście się, czy mam jakieś deja vu.?-zażartowała Pattie
-Pogodziliśmy się, niby wczoraj przyszłam tylko po resztę swoich ciuchów..
-Oh, tak się cieszę!-powiedziała Pattie i przytuliła się do mnie
-Chcesz coś skarbie do jedzenia.?
-Chciałam coś zrobić Justinowi..no i sobie-zaśmiałam się
-To rozrób ciasto na naleśniki, a resztą ja się zajmę.
-Okej-odpowiedziałam i założyłam fartuch, i wraz z Pattie zaczęłam smażyć naleśniki.
*
Pkt.widzenia Justina
Obudziły mnie dochodzące z kuchni zapachy smażonych naleśników.
Rozejrzałem się po pokoju. Na podłodze leżały moje ciuchy, ale też.. Kasi.
Czyli została tutaj na noc.
Czułem się trochę głupio, pogodziłem się z nią i zamiast spędzić mile wieczór, to zasnąłem w trakcie.
Pamiętam jak przez mgłę to jak się mogłem tu znaleźć, ale żebym się rozbierał to wogóle tego nie pamiętam.
Umyłem szybko zęby, przeczesałem ręką włosy, które sterczały mi na wszystkie strony, ubrałem spodnie i popędziłem na dół.
Bałem się, że Kasia mogła już sobie pójść.
Parę jej ubrań zostało w szafie, więc miała w czym wyjść..
Wpadłem jak burza do kuchni, a tam.. MAMA Z MOJĄ NARZECZONĄ!
-O nasz śpioch wstał-powiedziała mama, a Kasia się odwróciła i uśmiechnęła w moją stronę.
-Hej-przywitałem się z nimi. Podszedłem do Kasi i wtuliłem się w jej plecy.
-Przypilnujesz naleśniki.? A ja skoczę do auta, bo zostawiłam tam zakupy, między innymi syrop klonowy dla Justina.
-Okej-odpowiedziała Kasia.
Gdy mama wyszła z kuchni, musnąłem Kasię w policzek.
-Chciałam Ci zrobić śniadanie do łóżka, ale nie wyszło, bo wstałeś.
-Aww, no przepraszam, ale te cudowne zapachy mnie wybudziły, no a pozatym musiałem coś sprawdzić.
-Co sprawdzić.?-zapytała zaciekawiona blondynka odwracając się twarzą do mnie
-Czy ciągle tu jesteś.
-Przecież wczoraj pisałeś sms-a do mojej mamy, że zostaję u Ciebie. Myślałeś, że jak zasnąłeś w trakcie filmu to sobie pójdę.?
-Tak..-wyszeptałem patrząc w jej śliczne oczy.
-A kto by Ciebie rozebrał, hm.?-wyszczerzyła się Kasia
-A to dlatego nie pamiętam tego, jak znalazły się moje ciuchy na podłodze
-Nawet nie wiesz, jak trudno było Ciebie rozebrać
-Było mnie obudzić.
-Justin.. jak Ciebie obudziłam w salonie i zaprowadziłam do pokoju, powiedziałam Ci, żebyś się przebrał do spania, poszłam jeszcze na chwilę do kuchni się napić, wracam, a Ty śpisz w ubraniach.
-Nie pamiętam nawet tego jak to mówiłaś
-Bo byłeś tak zaspany, że ledwo kontaktowałeś, ale ok, rozebrałam Cię jakoś.
-Mrauu. Idziemy po śniadaniu po te Twoje rzeczy.?
-Możemy iść, a później po obrączki, czy odkładamy to na później.?
-Lepiej załatwić to teraz, no chyba, że masz inne plany-powiedziałem ruszając brwiami
-Mam plan, ale to dopiero na wieczór.
-Uu, jaki.?
-Niedaleko centrum jest klub, i dzisiaj robią jakąś tam imprezę.
-Chcesz tam iść.?
-Z Tobą tak, bez Ciebie nie
-No to idziemy wieczorem do klubu
______________________________
Obiecałam i jest R w Wigilię :D
Nie podoba mi się, ale to norma, nie przejmujcie się.
Chyba na prawdę skrócę to opowiadanie, nie umiem pisać już :(

NN w niedzielę, albo w Sylwestra. 

Wesołych świąt, Biebera pod choinką, masę prezentów <3
#MuchLove
#MerryChristmas .

19 grudnia 2012

R [33] części drugiej.

[...]
-Jadłaś coś.?-zapytał po chwili.
-Nie, jedynie musli z jogurtem przed wyjściem i batonika Fitness w samochodzie.
-Tylko mi nie mów, że tak się żywiłaś przez te parę dni.
-Taaak. To i tak postępy! Zawsze mama musiała we mnie wciskać jedzenie!-zaśmiałam się widząc minę Justina
-Idziemy do kuchni, coś nam przygotuję.
-Uuu, będziesz gotował.?-zapytałam unosząc brew
-Tak, zrobię nam spaghetti, bo to najlepiej mi wychodzi
-Najlepiej wychodzi, czy tylko to umiesz zrobić.?-zażartowałam, natomiast Justin wydął wargi w geście "oburzenia", obrażenia
-Bardzo śmieszne, ha ha ha, zobaczysz, że będzie Ci smakować-zagroził mi palcem, a następnie pociągnął za rękę i poszliśmy do kuchni.
Chciałam mu pomóc, ale ten kazał mi grzecznie usiąść i jedynie co mogłam, to patrzeć.
Powoli odzyskiwałam dawną radość. Znów jestem z Justinem, mogę spokojnie odliczać dni do naszego ślubu.
-O czym tak myślisz, hm.?
-O nas..
-Everything gonna be alright, Shawty-wymruczał mi do ucha
-Przytul mnie mocno, mocno
-Już się robi Kochanie-i tak jak poprosiłam, tak Justin objął mnie w swoje silne ramiona.
-Wiesz, że moja mama nie mogła się przyzwyczaić do Twojej nieobecności-zaczął Justin
-Tak.?
-Noo, jak przygotowywała posiłki to zdarzało jej się przygotowywać porcję dla Ciebie, stół nakrywała na 3 osoby, a czasami nawet wpadała jak burza do mojego pokoju, bo chciała z Tobą rozmawiać.
-To co to będzie, jak się wyprowadzimy
-No właśnie nie wiem-zaśmialiśmy się
-Shawty, pomożesz mi w czymś.
-W czym.?
-Nakryj stół
-Dobrze.
Sięgnęłam wpierw po talerze i ułożyłam je na wysepce kuchennej.
-Przepraszam-powiedziałam do Justina, ponieważ musiałam dostać się do sztućcy.
Justin ułożył garnek z sosem oraz talerz z makaronem na podkładkach i usiedliśmy.
-Nakładaj sobie, ja naleję nam picia. Chcesz colę, wodę czy sok.?
-Wodę
-Proszę
-Dziękuję.
Po zapachu sosu zapowiadało się, że nasz obiad nadaje się do spożycia. I faktycznie gdy spróbowałam, okazało się wręcz wyśmienite!
-No muszę Ci przyznać, że spaghetti to umiesz przygotowywać
-Ha, no widzisz! Miałem rację!
Zjadłam swoją porcję i "pękałam w szwach".
-Ale się najadłam, o jeju.
-Co będziemy robić do końca dnia, hm.?
-Może obejrzymy jakiś film.? Tylko zanim to, to pozmywam.
-Ja pozmywam.
-Nie, ja. Ty gotowałeś, więc ja pozmywam i już nie kłóć się ze mną.
-No dobrze, dobrze Shawty, poddaję się
-Muszę napisać mamie, że się pogodziliśmy, no i że jutro przyjdę po rzeczy.
-Daj telefon.
-Co chcesz zrobić.?
-Zobaczysz, daj.
Z drobnym wahaniem podałam mu telefon.
Po chwili dostałam go z powrotem.
Sms brzmiał "Nie będzie mnie dzisiaj na noc, pogodziłam się z Justinem, jestem u niego jak by co. Jutro przyjdę z nim po rzeczy. Kocham Cię, xx.".
Wpisałam tylko numer mamy oraz kliknęłam wyślij.
Justin przyniósł parę filmów.
Ułożyliśmy sobie poduszki na podłodze.
Ja dodatkowo położyłam głowę na klatce Justina, ogółem się przytuliłam oraz założyłam nogę, na jego, a on mocno mnie obejmował, całował w czoło od czasu do czasu.
_____________________________
Dzisiaj krótki rozdział, przepraszam, ale muszę napisać sprawozdanie do szkoły z wycieczki, no i obmyślić powód dla którego nie chcę iść do szkoły, bo mama nie może pojąć paru spraw..no ale cóż ahahah xd iii nie mam kary O.O a to dziwne..xD ale już uspokoiłam mamę, że swoje zagrożenie poprawię po świętach i nie będzie problemu :33 ok.. nie zanudzam was swoimi problemami <3
Ogółem myślałam, żeby zrobić ankietę a pro po dalszych scen do ll.. bo mam parę pomysłów na Bieberporna.. ale nie wiem czy je pisać, bo są ekhm.. xD O.O 
#muchlove
NN dodam wam wyjątkowo w Wigilię, bo we wtorek i środę nie ma mnie w domu <3

11 grudnia 2012

R [32] części drugiej.

*
Parę dni później
Wydawało by się, że z dnia na dzień powinno być lepiej. Nie było. Było wręcz jeszcze gorzej. Szczególnie w nocy. Moja mama trochę mi nie ufa, więc co jakiś czas, nawet parę razy dziennie, sprawdza moje nadgarstki czy się nie tnę. Nie ukrywam, że miałam na to wielką ochotę. W kosmetyczce, w małej zasuwanej kieszonce miałam zamknięte 2 żyletki. Trzymałam je nawet w ręku, ostrożnie sprawdzałam palcem ich ostrość, ale nie odważałam się ich użyć. Dlaczego.? Pomimo, że nie jestem z Justinem.. to obiecałam mu, że więcej tego nie zrobię, no i nie chcę ranić mojej mamy.
Najgorsze też było to, że moi dziadkowie u nas byli. Musieli patrzeć, jak z dnia na dzień coraz gorzej się czuję, łatwo się denerwuję, wpadam w coraz większą depresję...
Mama też pilnowała, żebym jadła. Tym razem o dziwo nie straciłam jako tako apetytu. Choć jadłam tylko musli i jogurt, czasem jakieś batoniki, litry lodów, czyli to co się je podczas depresji, a tak nic.
-Chodź Kasia pojedziesz ze mną i Zoey do sklepu.
-Nie mam nastroju mamo..-powiedziałam "bawiąc" się łyżką w jogurcie.
-Wiem, i dlatego też chcę Ci urozmaicić dzień, może przez to uda Ci się na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. No już, masz 10 minut na ubranie się, czekam w samochodzie- powiedziała mama ubierając moją siostrę.
Westchnęłam po czym poszłam powolnym, leniwym krokiem w stronę pokoju.
Z garderoby wyjęłam spodnie dresowe, bokserkę i grubą bluzę. Przebrałam się. Nie malowałam się, bo po co.? Na nogi włożyłam trampki. Ze stolika nocnego chwyciłam telefon, słuchawki oraz kartę kredytową i dołączyłam do mamy i siostry.
Zapomniałam dodać, że za sprawą głównie mojego brata pogodziłam się z AnnaLynne i Caitlin. Nie było mi łatwo, ale w końcu zrozumiałam, że faktycznie może i chciały dobrze, a że nie wyszło..
*
Wchodząc na poziom galerii z podziemnego parkingu, już z daleka zauważyłam PATTIE. Jednak to chwilę później przeżyłam szok. Razem z nią, również ubrany w dres stał Justin.
Moja mama od razu poszła do Pattie, ja zostałam daaaleko w tyle.
Próbowałam nie patrzeć na Justina, ale jak na złość nie wychodziło mi to.
-Kaś.. chodź przywitać się z Justinem- powiedziała moja mała siostrzyczka podbiegając w moją stronę. No tak..ona nic nie rozumie, nie wie wszystkiego..
-Już się przywitałam z nim-skłamałam
-Kiedy.?Nie widziałam, idź go pocałuj, bo będzie mu smutno!
Zatkało mnie i aż zakręciło mi się w głowie. Powoli zaczęłam się rozklejać. Nie mogłam skupić wzroku na jednym punkcie. Łzy niemożliwie wypełniały moje oczy chcąc wydostać się poza oczy.
Chwyciłam Zo za rączkę i podeszłam do mamy.
-Hej Pattie-przywitałam się z kobietą
Widziałam, że lustruje mnie uważnie wzrokiem.
-Wezmę Zoey na lody-powiedziałam cicho do mamy
-No dobrze..
Ostatni raz spojrzałam na Justina.. on wtedy też posłał mi swój wzrok. Jego oczy były  smutne, puste.. a nawet lekko zaczerwienione, podpuchnięte niczym moje.
Odwróciłam się i wtedy pierwsza łza spłynęła po moim policzku.
Zawahałam się.
-Mamo, albo przepraszam.. muszę wrócić do domu, źle się czuję-powiedziałam już nie hamując swoich łez, puściłam rączkę Zoey i po prostu wybiegłam z galerii.
Po drodze usiłowałam się dodzwonić do AnnaLynne.
-Tak słucham.?-usłyszałam jej głos w słuchawce
-Możemy się spotkać.?-wypłakałam
-Co się stało.? Dlaczego płaczesz.?
-Widziałam go..
-Co.? Gdzie.?
-Byłam z mamą i Zo w galerii handlowej, on tam jest z mamą.
-Rozmawialiście.?
-Nie
-Patrzył na Ciebie.?
-Mhm
-Aww.. Przyjedź do mnie. Jestem sama.
-Okej, dzięki. Będę za parę minut tylko złapię taksówkę.
-Jesteś dalej tam pod Galerią.?
-Tak
-To czekaj tam, przyjadę po Ciebie.
-Dobrze.
*
Czekałam zaledwie ok.15 minut.
AnnaLynne od razu zabrała mnie do siebie.
Zaparzyła nam herbatę, położyła jakieś ciastka na talerzyk i poszłyśmy do salonu.
-Jejku nie mogę znieść jak wy obydwoje cierpicie.. to wszystko moja wina-zaczęła AnnaLynne
-Przestań.. To moja wina, bo powinnam mu o tym JA powiedzieć.
-Spróbuj się z nim spotkać, pogadajcie! Przecież wy nie możecie się rozstać..
-Już to zrobiliśmy przecież..
-Kasia..
-Ale zrozum.. jak go widzę to zbiera mi się na płacz, a co więcej mam ochotę go przytulić, cokolwiek tylko by być blisko niego!-wypłakałam
-On ma na pewno tak samo..
*
Po drodze do domu przypomniało mi się, że jeszcze parę rzeczy zostawiłam u Justina.
Może i wykorzystując to jako argument by się z nim spotkać, postanowiłam tam pójść.
Przed samym domem zaczęłam się wahać. Może przyślę po rzeczy brata.? Nie, musisz tam iść. Jak Łukasz powiedział słusznie, nie uniknę z nim rozmowy na jeden ważny temat.
Weszłam po stopniach i drżącą dłonią nacisnęłam dzwonek do drzwi. Odeszłam kawałek od domu i czekałam aż ktoś otworzy. Modliłam się, żeby to była Pattie.
Niestety nadzieja matką głupich. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął JUSTIN.
-Przyszłaś pewnie po resztę swoich rzeczy.?-zapytał cicho, gdy podeszłam w jego stronę.
-Tak.. Nie bój się, zabiorę je szybko i już mnie nie ma, no chyba, że ułatwiłeś mi zadanie i już mi je spakowałeś- jak zwykle nie umiałam się ugryźć przed złośliwościami.
Justin odszedł na bok, otwierając drzwi szerzej w geście wpuszczenia mnie do środka.
-Jest Pattie.?-zapytałam
-Nie ma jej, po zakupach pojechała do koleżanki, wróci za dwa dni.
-Za dwa dni..-powtórzyłam cicho..
-Taa.. Kasia..możemy pogadać.?
Już nie Shawty, tylko Kasia pomyślałam..
-A mamy o czym.?-kolejna złośliwość.
-Obydwoje wiemy, że tak.
-No to dobrze.. porozmawiajmy.
-Napijesz się czegoś.? Wody, herbaty.?
-Wody.
-Idź do salonu, za chwilę przyjdę-powiedział.
Usiadłam na brzegu kanapy. Po chwili wszedł Justin niosąc w ręku dwie szklanki z wodą.
Podał mi jedną z nich. Myślałam, że usiądzie obok mnie lub na drugiej kanapie, ale on usiadł na stoliku tuż przed mną.
-To o czym chcesz rozmawiać.?-zapytałam
-Przemyślałem to wszystko i..
-I.?
Chłopak wypił duży łyk wody, a następnie zabrał mi szklankę i złapał mnie za ręcę.
-Przepraszam.. nie powinienem się tak unosić, ani tym bardziej mówić Ci czegoś takiego.
-Było minęło..
-Nie bądź taka uparta.. Zrozum też to jak ja się czułem. Zależy mi na Tobie! Nie chcę znowu zmarnować danej nam szansy. Milion scenariuszy mi przechodziło po głowie po tym telefonie od dziewczyn. Bałem się, że mógł Ci zrobić coś złego. Spójrz na mnie-poprosił, po czym chwycił mnie za brodę i odchylił głowę, tak bym spojrzała na niego.
Jego oczy lustrowały moje.
-Wiem, że popełniłam błąd.. powinnam Ci od razu powiedzieć, albo najlepiej odmówić..-nie wiedziałam już co mam mu powiedzieć
-Shh..-powiedział głaszcząc mnie po policzku. Usiadł koło mnie i objął mocno. Wtuliłam się w niego obejmując go za szyję i zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
-Przepraszam-wyszeptałam
-Obiecaj mi, że od teraz będziesz mi mówiła już na prawdę wszystko, nawet o takich rzeczach-wyszeptał oraz całował mnie w czoło.
-Obiecuję
Justin głaskał mnie po głowie, co mnie uspakajało.
Odchylił głowę, a następnie zaczął ostrożnie, delikatnie muskać kącik moich ust. Obróciłam głowę w jego stronę. Nasze wargi dzieliło zaledwie parę milimetrów. Ułożyłam dłoń na jego policzku i wpiłam się w jego pełne usta. Pocałunek z sekundy na sekundę nabierał namiętności, czułości, przepełniały go tęsknota, ale także wielka miłość. Jego język starał się rozchylić moje wargi, by następnie połączyć się w swoim uniwersalnym rytmie.
-Brakowało mi Ciebie-wyszeptał w przerwie między pocałunkami.
-Mi Ciebie też brakowało.
-Poczekaj tu Shawty, za chwilę przyjdę
-Dobrze-odpowiedziałam
Nie było go parę minut.
Gdy wrócił nie usiadł od razu koło mnie, tylko uklęknął na kolano przede mną. W ręku trzymał mój pierścionek zaręczynowy.
-Wstań Justin..-zaczęłam się peszyć
-Wstanę jak powiesz mi, że dalej chcesz zostać moją żoną i wybaczysz mi to co Ci powiedziałem będąc pod wpływem nerwów.
-Justin.. Tak wyjdę za Ciebie, nie rozmyśliłam się i wybaczam Ci, a teraz proszę Cię wstań, bo nie wiem jak mam się zachować-zaśmiałam się
Chłopak sięgnął po moją dłoń i nałożył pierścionek tam gdzie jego miejsce, lecz dalej klęczał.
Pochyliłam się do niego i musnęłam w usta.
-Skoro mamy być ze sobą szczerzy to powiem Ci, że Twój brat był u mnie dwa dni temu.
-Przecież miał iść do AnnaLynne! A to kłamczuch. Po co przyszedł.?
-Powiedział mi o waszej rozmowie, no i ogółem chciałem wiedzieć jak się trzymasz, no i czy mamy jeszcze szansę.
-I co Ci odpowiedział?
-Żebym zignorował to, że jesteś uparta, że to tylko Twoja maska. Mówił, że kocha Ciebie i zależy mu żebyś była szczęśliwa, utwierdzał mnie w przekonaniu, że jesteśmy sobie pisani.
-Opieprzę go jak wrócę do domu.
-Myślałem, że jak się pogodzimy to, że wrócisz tutaj..-powiedział smutniejąc
-Ale tam mam swoje ciuchy..
-Do spania przecież mogę Ci dać jakiś mój T-Shirt, a jutro możemy pójść po Twoje rzeczy, no ale zrozumiem też to jak będziesz chciała zostać u siebie. Nie mogę Ciebie do niczego przecież zmusić.
-To nie chodzi, że nie chcę z Tobą mieszkać, bo to nie prawda, chcę. Tylko już mam dość wyprowadzek-tu się zaśmiałam, by rozładować sytuację.
-Jeszcze jedna nas czeka po ślubie-wyszczerzył się Justin
-Wiem, i oby to była ostatnia wyprowadzka
-I będzie
Między nami zapanowała cisza.
Wstałam,ale tylko po to by usiąść mojemu NARZECZONEMU na kolanach i żeby się przytulić.
-W końcu mogę się do Ciebie przytulić
-Mi też tego brakowało, najgorzej było w nocy..
-Dokładnie. W ogóle to przez pomyłkę spakowałam włącznie z moimi rzeczami Twoją bluzkę i to w niej spałam. Będę musiała Ci ją uprać, bo jak w nocy płakałam to wycierałam w nią łzy.
-Ja za to spałem na Twojej poduszce, bo pachniała Tobą.. No i zostawiłaś parę rzeczy. Trudno mi było wchodzić do garderoby i oglądać te puste półki, wieszaki.
-Aww..
-Oby nikt już nie ingerował w jakiś sposób w nasz związek.. A tak zmieniając temat to pogodziłaś się z AnnaLynne i Caitlin?
-Tak, pogodziłam się z nimi bo zrozumiałam, że one chciały dobrze.. Skąd mogły wiedzieć, że Ci nie powiedziałam.. A teraz..żałuje tego najbardziej..-powiedziałam łamiącym się głosem i znów się popłakałam.
-Shh, nie płacz Kochanie. Zapomnijmy o tym. Skupmy się na naszej wspólnej przyszłości.
-Mhm.
-Dzwonił ktoś z gości do Ciebie?
- Tak, ale nie odbierałam i pisałam im by dzwonili do Ciebie, nie wiedziałam co miałabym im mówić..
-Wszyscy potwierdzili obecność
-Wszyscy? Wow.
-A co powiesz, żeby jutro po tym jak przeniesiemy Twoje rzeczy tutaj, by pojechać zamówić obrączki?
-Dobrze. A jak tam praca nad Twoim albumem? Napisałeś coś nowego?
-Um.. Dwie piosenki. Chodź ze mną na górę to Ci je zaśpiewam.
-Aww, okej-powiedziałam i razem z Justinem poszłam do jego pokoju.
Usiadłam wygodnie na łóżku i patrzyłam jak Justin przygotowywał gitarę. I po chwili zagrał pierwsze takty piosenki.

"Well let me tell you a story
About a girl and a boy
He fell in love with his best friend
When she's around, he feels nothing but joy
But she was already broken, and it made her blind
But she could never believe that love would ever treat her right
But did you know that I love you? or were you not aware?
You're the smile on my face
And I ain't going nowhere
I'm here to make you happy, i'm here to see you smile
I've been wanting to tell you this for a long while
What's gonna make you fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh my love
But you can't fly unless you let ya,
You can't fly unless you let yourself fall" *

W trakcie piosenki zdałam sobie sprawę, że dziewczyną do której kieruje swoje słowa to JA. To ja bałam się "otworzyć przed nim swoje serce". Dzisiejszy dzień był ciężki, chciało mi się płakać niemalże ze wszystkiego.
W trakcie piosenki Justin zmienił melodię i zaczął grać drugi kawałek.

" Across the ocean, across the sea
Starting to forget the way you look at me now
Over the mountains, across the sky
Need to see your face, I need to look in your eyes
Through the storm and through the clouds
Bumps in the road and upside down now
I know it's hard babe to sleep at night
Don't you worry, cause everything's gonna be alright
Be alright
Through the sorrow and the fights
Don't you worry, cause everything's gonna be alright
Be alright
All along in my room
Waiting for your phone call to come soon
For you, oh, I would walk a thousand miles
To be in your arms holding my heart
Oh I, oh I, I love you" -
tu Justin spojrzał mi głęboko w oczy i się nieśmiało uśmiechnął i kontynuował śpiewanie.
"And everything's gonna be alright
Be alright
Through the long nights and the bright lights
Don't you worry, cause everything's gonna be alright
Be alright
You know that I care for you, I'll always be there for you
I promise I'll just stay right here
I know that you want me to, baby we can make it through
Anything, cause everything's gonna be alright
Be alright
Through the sorrow and the fights
Don't you worry, cause everything's gonna be alright
Be alright, Be alright
Through the sorrow and the fights
Don't you worry, cause everything's gonna be alright" **

-Sam je pisałeś?-zapytałam ocierając łzy,które pojawiły się na moich policzkach
-Tak, napisałem je z myślą o Tobie, no i dla Ciebie
-Dziękuje, obydwie są śliczne!
-Nie płacz już..
-Tym razem to łzy wzruszenia. Kocham jak śpiewasz.
-A ja kocham to robić dla Ciebie
-Justin.. bo skoro pracujesz nad płytą.. To też oznacza to, że gdy ją wydasz będziesz musiał wyjechać w trasę..
-Nie powtórzy się to co wtedy, nie pozwolę na to.. A poza tym nie muszę jechać w całoroczną trasę. Wystarczy parę koncertów, no i obowiązkowo zabiorę Ciebie ze sobą.
-Ty wspierałeś mnie podczas egzaminów, więc ja mam zamiar wspierać Ciebie w Twojej pasji. Tylko musimy jakoś.. Popracować nad tym, żeby siebie na wzajem nie zaniedbywać.
-Będzie dobrze. Damy radę.
-W to nie wątpię.
________________________________
 
wykorzystałam fragment "Fall"* oraz całość "Gonna be alright"** gdyby ktoś nie wiedział ahaha xD

Uhuhuh trochu długo, miałam dać krótszy ale tak to wszystko opisałam, że nie dało się skrócić xDD ogółem powinnam dorzucić tu jeszcze "kawałek", ale wtedy byłoby za długo xD
I pewnie was zaskoczyłam tym, że ich pogodziłam TAK szybko #swag ahahah xd 
A i ten.. mam nadzieję, że za tydzień będę w stanie dodać wam tu R, bo generalnie mam zagrożenie z jednego przedmiotu i nie wiem czy rodzicom nie odpali, by dać mi karę :O więc.. bądźcie gotowi na wszystko :O
#muchlove i do następnego, oby za tydzień!

4 grudnia 2012

R [31] części drugiej

Przyjechałem do domu jak najszybciej. Samochodu Kasi jeszcze nie było. Mamy z resztą też nie. Z liściku, który znalazłem w kuchni na lodówce wynikało, że mama pojechała do przyjaciółki i wróci jutro rano.
Poszedłem do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku. Jednak zbytnio nie mogłem usiedzieć, roznosiły mnie emocje, zacząłem więc chodzić po pokoju.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, a następnie trzask oraz tupanie obcasami i po chwili do pokoju weszła Kasia.
Odwróciłem się do niej. Widziałem, że chciała coś powiedzieć, ale ją uprzedziłem.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś.?
-O czym.?
-Nie rób ze mnie idioty! Wiem o wszystkim!
-O wszystkim, czyli.?
-O tym, że się spotkałaś ze swoim byłym!
-Skąd niby to wiesz?
-Nie ważne. Dlaczego mi nie mówisz prawdy.?!
-Powiedz mi od kogo wiesz. A nie powiedziałam Ci bo wiedziałam, że tak zareagujesz! Chciałam Ci o tym powiedzieć już po.
-Wiem to od AnnaLynne i Caitlin. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego, że mnie będziesz okłamywać!
-Nie chciałam! Zrozum, że bałam się Tobie powiedzieć o tym, nie puściłbyś mnie tam!
-Aż tak zależało Ci na spotkaniu się z nim?!
-Przestań. Nic mnie z nim nie łączy!
-Wiesz, że przez myśl przeszło mi nawet to, że możesz mnie zdradzać z nim.?!
-Co.?! Ja?! z nim.?! Justin! Nie zapomniałeś, że on mnie próbował zgwałcić.?!
-No właśnie chyba Ty o tym zapomniałaś, ja pamiętam o tym aż za dobrze! Bo kto niby Ci pomógł otrząsnąć się po tym, kto Cię uratował przed tym!?
-Spotkałam się z nim po on chciał mi wytłumaczyć to swoje zachowanie, prosić o wybaczenie, ale ja mu nie wybaczyłam! Powtarzałam mu, że ma zniknąć z mojego życia, a wiesz dlaczego.? Ponieważ chcę być szczęśliwa z Tobą!
-I to pozwoliło Ci mnie okłamać..-prychnąłem zirytowany
-Przepraszam!
-Co mi po Twoich przeprosinach!? Zdałaś sobie sprawę z tego, że on mógł Ciebie spróbować zgwałcić?! Wiedział doskonale, że nikt Cię nie obroni!
-Umówiłam się z nim w tłocznej restauracji! I owszem myślałam o tym!
-Szczerze to teraz zastanawiam się nad naszym związkiem..-powiedziałem, po czym zerknąłem w oczy Kasi, były całe załzawione.
-Co chcesz przez to powiedzieć.?
-To, że nie jestem pewien Twoich uczuć do mnie
-Czy Ty słyszysz co Ty mówisz.?!
-Tak!
-Czyli chcesz zakończyć to wszystko przez to, że się z nim spotkałam?!
-Wiesz jak ja się teraz przez to Twoje kłamstwo czuję.?!
-Jak?!
-Jak skończony frajer, którego można oszukiwać, bo co tam, czy dowie się teraz czy później!
-Jak Ty się spotykasz z Caitlin, albo jeszcze kiedyś z Seleną, to ja Ci nie robiłam takich awantur, to czemu Ty mi to robisz.?! Czemu wmawiasz mi, że Cię nie kocham?!
-Nie porównuj Caitlin i Seleny do tego dupka!
-Aha czyli to tylko Ty możesz obrażać moich byłych, wszczynać jakieś kłótnie i w ogóle?!
-To może miałem normalnie przemilczeć to, poczekać aż wrócisz i normalnie funkcjonować jak gdyby nic nigdy się nie stało.?!
-Powinieneś przynajmniej mnie wysłuchać od początku do końca! Nie zgwałcił mnie!
-Ale mógł!
-Teraz to i ja się zastanawiam nad nami.. wszystko przecież do cholery było za piękne! Widocznie nigdy nie powinniśmy być razem!
-Chyba tak-powiedziałem, sam ze łzami w oczach i opierając się o ścianę.
-Nie poznaję Cię Justin..
-A ja Ciebie! Zawsze starałem się być z Tobą szczery, nigdy nie okłamałem Ciebie w ten sposób! Starałem się Tobie dogodzić, chciałem być najlepszym chłopakiem, narzeczonym..!
-I byłeś! Tobie się wydaje, że mi przyszło z taką łatwością okłamanie Ciebie, pójście tam.. ale okej, masz swoje zdanie, rozejdźmy się. Widocznie może zostałeś pisany dla Caitlin, albo innej dziewczyny a nie dla mnie!
-A Ty może powinnaś wrócić do któregoś ze swoich byłych! Jesteście siebie warci!
Dziewczyna spojrzała na mnie smutnym wzrokiem, i poszła do garderoby skąd po paru minutach wyszła ze swoimi rzeczami popakowanymi w torby.
-A bym zapomniała-powiedziała, po czym zdjęła pierścionek zaręczynowy i odłożyła go na stolik nocny, zabrała rzeczy i wyszła.
Zacząłem płakać. Byłem smutny, wściekły..
*
Pkt.widzenia Kasi.
Wsiadłam do swojego auta. Oparłam głowę o kierownicę i wybuchnęłam płaczem.
Byłam zła na Justina, ale chyba jeszcze bardziej na samą siebie.
Rozumiem, że Justin mógł być na mnie zły, ale żeby mówić mi takie rzeczy.?!
Postanowiłam też zadzwonić do AnnaLynne.
-Halo.?-usłyszałam głos dziewczyny
-Hej-wychrypiałam
-Co tam u Ciebie.?
-Dzwonię tylko podziękować za zniszczenie mi związku, po cholerę w ogóle do niego dzwoniłyście?!
-Kasia, jejku.. my nie wiedziałyśmy, że Justin nie wie o tym Twoim spotkaniu, gdybyśmy wiedziały to w życiu nie zrobiłybyśmy tego uwierz!
-Było do mnie podejść, dopytać, cokolwiek, ale nie to! Rozstałam się i trudno! I najgorsze, że zrobiły mi to moje dwie najbliższe przyjaciółki!
-Skarbie, na prawdę przepraszam..
-Zatrzymaj to dla siebie, pa - wysyczałam i się rozłączyłam. Wyłączyłam całkowicie telefon.
Otarłam łzy i przeparkowałam samochód na drugą stronę ulicy, czyli pod dom rodziców.
Weszłam do środka.
-O Kasia, co Cię skarbie tu sprowadza?-zapytała z uśmiechem mama, a ja.. jeszcze bardziej się rozpłakałam.
Usłyszał to mój tata, oraz obecny w domu Łukasz.
Zaprowadzili mnie do salonu, kazali Zoey się iść pobawić u siebie w pokoju.
Opowiedziałam im z wielkim trudem co się wydarzyło.
-Mamo mogę tu zostać na parę dni.?
-Ależ oczywiście, że tak! Nie zapominaj, że to zawsze będzie Twój dom.
-Zostanę tylko na parę dni, a później postaram się sobie coś wynająć, muszę wszystko sobie przemyśleć.
-Swoje rzeczy masz u.. Justina- zawachał się mój brat- czy spakowałaś się i są w samochodzie.?
-W samochodzie-wyszlochałam
Czułam się znów jakbym była wyprana z dobrych, pozytywnych uczuć. Łez nie było końca. "Ból" serca, ogólna rozpacz nie skończona..
Czułam, wręcz jak się rozpadam na kawałki.
-Daj mi swoje kluczyki, przyniosę Ci rzeczy
Podałam mu kluczyki, a następnie bez słowa poszłam do swojego starego pokoju.
Najgorsze było to, że moje okna wychodziły przecież na jego okna, pokój!
Podeszłam do parapetu, niezdarnie usiadłam na nim i wpatrywałam się w JEGO stronę.
Leżał na łóżku, w którym jeszcze dziś rano wspólnie spaliśmy, na głowę naciągnął poduszkę.
Gdy widziałam ten obraz, jeszcze bardziej moje serce się rozrywało.
Postanowiłam zasłonić okna żaluzjami, w pokoju automatycznie zrobiło się trochę ciemniej.
Do środka wszedł Łukasz z moimi ciuchami.
-Gdzie Ci je postawić.?
-Do garderoby, no i dziękuję.
-Usiądź tu na łóżku..-poprosił mnie brat, sam tam siadając.
Weszłam na łóżko i oparłam się o jego zagłówek plecami, obejmując przy tym poduszkę.
-Nie miej tego za złe AnnaLynne.. ona w pewnym sensie chciała dobrze.
-To coś jej i Caitlin nie wyszło. Przez nie zerwałam z Justinem.
-Nie chce oskarżać ani Ciebie, bo jesteś moją siostrą, ani AnnaLynne, mojej dziewczyny.. ale każda z was zawiniła.
Ona, że się nie upewniła, a Ty, że od razu mu tego nie powiedziałaś. Też bym chyba zareagował podobnie do Justina, gdyby AnnaLynne mnie tak oszukała.
-Też byś jej powiedział, że nie jesteś pewien jej uczuć, albo wykrzyczałbyś, że są sobie pisani bardziej niż wy.?!-wysyczałam zalewając się łzami
-Tak Ci powiedział.?
Pokiwałam głową.
-Przegiął, no ale.. dajcie sobie czas.
-Braciszku.. zrozum, że te kłótnie pokazują, że nie pasujemy do siebie.
-Co Ty wygadujesz.?! Gdybyś mogła spojrzeć na was z innego punktu widzenia to byś zobaczyła, że PASUJECIE do siebie! Dzięki niemu emanowałaś szczęściem!
-Czas przeszły..
-Przestań. Wy od początku byliście sobie pisani i tak zostanie! Byłaś przecież z Bryan' em, przypomnieć Ci dlaczego z nim zerwałaś.?
-Bo go zdradziłam, a on z resztą mnie.
-Bo kochałaś Justina! Nigdy nie przestałaś go kochać! Teraz też za nim tęsknisz, chciałabyś się do niego przytulić, pocałować, cokolwiek! Możesz być nie wiadomo jak teraz zła, smutna, ale nie powiesz mi, że nie masz ochoty tam do niego wrócić, załagodzić to wszystko!
On miał rację. Chciałam teraz się do niego przytulić..
-Dobra zostawię Cię teraz samą, bo pewnie tego potrzebujesz, ale pamiętaj, że zdecydowaliście obydwoje wziąć ślub. Więc będziecie się musieli jeszcze spotkać i omówić to wszystko. Czy kończycie ze sobą definitywnie, czy ratujecie swój związek. Powiem Ci jeszcze, że czasami może i owszem Justin jest zazdrosny o Ciebie, o innych mężczyzn z którymi się widzisz, ale.. on po prostu boi się, że go zostawisz, bo jest sławny, że jednak będziesz wolała kogoś z jakby niższej półki, że może jest osoba, którą może mogłabyś pokochać bardziej od niego. To tyle.. jak coś jestem w pokoju obok i jak będziesz mnie potrzebowała to powiedz.
-Dziękuję, kocham Cię braciszku
-Nie ma za co, ja Ciebie bardziej-powiedział i pocałował mnie w głowę, i opuścił mój pokój.
Po tej może i nie łatwej rozmowie, poczułam się odrobinę lepiej. Odrobinę, bo przecież to nie przywróci mi dobrego humoru, ani tym bardziej JUSTINA.
*
____________________
Wena jako tako wraca *odpukać*. 
Chociaż nie ukrywam, że nie podoba mi się ten r, taaak.. wiem to kłótnia, a mi zawsze to wychodziło, byłam zadowolona, lecz ostatnio wydaje mi się, że piszę coraz gorzej ;x
W ogóle w weekend przeczytałam "50 Twarzy Greya" (polecam xDD) i przez tą książkę mam maaaasę pomysłów na BieberPorna xDDD ahahahah xD 
Dziękuję za te 13 komentarzy <3
Much love!
Do NN (we wtorek)
xoxo.