23 marca 2013

R [42] części drugiej.

*
Podjechałam od razu po przyjaciółki i wróciłyśmy do mnie do domu.
Zjadłyśmy kolację w towarzystwie Pattie.
Gdzieś do północy rozmawiałyśmy na temat naszych planów i marzeń.
- Nie mogę się doczekać już waszego ślubu - zaśmiała się AnnaLynne
- Ja się boję, że się przewrócę, albo nie wiem
- Tata będzie szedł z Tobą to Cię w porę złapie
- Mam nadzieję
- Powinnaś być ciekawa miny Justina na Twoją przepiękną suknię ślubną
- Oh, z jednej strony nie mogę się tego wszystkiego doczekać, a z drugiej..
- To normalka, każdy kto bierze ślub się denerwuje, zależy wam na sobie i stąd te nerwy
- Przed tym jak odwiozłam Justina to rozmawiałam z nim o tych nerwach i tak dalej, no i on znów wspomniał o Bryan'ie
- On i Bryan to dwa różne światy! Justin nie powinien wogóle rozpamiętywać tego palanta, jest od niego o sto razy lepszy.
- To samo mu powiedziałam.
- Widocznie on się ciągle boi, że może Cię stracić
- Możliwe Caitlin, ale on też wie, że bez niego to moje życie jest do niczego. Już kilka razy się rozstawaliśmy, kłóciliśmy i co.? I wciąż jesteśmy razem.
- Bo się kochacie. Musi wam się udać, wierzę w to.
Uścisnęłam moje przyjaciółki.
Poźniej obejrzałyśmy "Dear John" (pl. "I wciąż ją kocham" na podstawie książki Nicholasa Sparksa).
W między czasie otrzymałam sms-a od Justina.
" Hej skarbie, mam nadzieję, że Cię nie obudziłem.? Będziesz mogła po mnie (bo twój tata i brat już wrócili) przyjechać.? Kocham Cię."
Uśmiechnęłam się do dziewczyn, co nie umknęło uwadze Caitlin i AnnaLynne.
- No co.? Justin napisał - zaśmiałam się
- Wiemy, bo tylko jak Justin piszę do Ciebie to Ty się szczerzysz do telefonu - zaśmiała się ze mnie AnnaLynne
- Ha ha ha
Odpisałam mu - " Hej. Nie śpię, właśnie kończymy oglądać film, dziewczyny się ze mnie śmieją, że się uśmiecham do telefonu, ha :) Tak, przyjadę, tylko wpierw odwiozę Caitlin. O której mam być po Ciebie.?"
I równie szybko dostałam odpowiedź - "Mrau, uśmiechaj się dalej. Kocham Twój uśmiech - U smile I smile :) Hm.. przyjedź o 3."
*
AnnaLynne poszła do domu moich rodziców, do Łukasza. Ja odwiozłam Caitlin i pojechałam po mojego narzeczonego.
Gdy byłam już pod klubem napisałam mu sms-a, że już jestem.
Po paru minutach Justin, Alfredo, Kenny, Ryan, drugi Ryan, Chaz, Christian i Usher wyszli na zewnątrz.
Widziałam, że Justinowi dopisywał humor.
Mignęłam mu światłami.
Justin się pożegnał z kumplami i szybko wsiadł do środka.
- Hej śliczna - przywitał się radosnym tonem
- Hej
Chłopak się pochylił i zaczął mnie całować. Smakował też po trochu alkoholem.
Gdy się od siebie oderwaliśmy, włączyłam silnik i powoli ruszyłam w stronę domu.
- Jak było na wieczorze kawalerskim.?
- Mega, no i tak jak mówiłaś chłopaki zamówili striptizerki.
Przewróciłam oczami i się zaśmiałam.
- A wy jak się bawiłyście beze mnie, hm.?
- Dobrze, gadałyśmy o wszystkim i o niczym jakoś do północy, a później jak Ci pisałam oglądałyśmy film.
*
Justin poszedł wziąć szybki prysznic, a ja w tym czasie pościeliłam nam łóżko.
Byłam na tyle zmęczona, że nie czekając na Justina zasnęłam od razu.
_________________________
M.A.S.A.K.R.A .
Chcę żeby wróciła moja wena sprzed paru miesięcy :<
Piszę coraz gorzej, tak że aż mi się nie chce włączać komputera by cokolwiek napisać :< miałam zakończyć to opowiadanie, ale nawet tego nie umiem zrobić, tak jak chciałam :<
Dobra koniec użalania. Przepraszam, że ostatnio musicie tyle czekać na TAKIE rozdziały :<
I życzę wszystkim którzy w poniedziałek będą na koncercie Justina, wspaniałej zabawy! Ja niestety nie jadę, nie mam takiego szczęścia..

10 marca 2013

R [41] części drugiej.

*
Dwa dni później
Wieczór kawalerski Justina
Podczas gdy Justin się kąpał, ja prasowałam mu ubrania, które wybrał niespełna godzinę temu.
Do mnie miała przyjść AnnaLynne i Caitlin, a Pattie wybierała się do moich rodziców.
W między czasie zadzwoniła do mnie właśnie AnnaLynne.
- Hej, to o której mamy przyjechać do Ciebie z Caitlin.?
- Hej, może o 20.? I to ja po was przyjadę, bo będę niedaleko.
- Odwozisz Justina.?
- Tak
- No okej, to jak będziesz przed domem, albo dojeżdżała to zadzwoń
- Dobra, do zobaczenia
- Do zobaczenia
Justin wyszedł z łazienki w samych bokserkach.
- Na łóżku masz już uprasowane ubranie - powiedziałam składając deskę do prasowania.
- Dzięki Shawty, jesteś kochana - odpowiedział i pocałował mnie w policzek - Umówiłaś się z dziewczynami.?
- Tak, najpierw odwiozę Ciebie, a później jadę po dziewczyny i wracamy tutaj
- Przynajmniej nie będziesz się nudzić beze mnie
Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
Podszedł do mnie i przytulił się.
- Kocham Cię maleńka
- Ja Ciebie też, a teraz idź się szykuj
- Zdążę, teraz czas na pieszczoty - odpowiedział i zaśmiał mi się do ucha
- Justin..
- Tak.?
- Ty też trochę boisz się dnia naszego ślubu, czy to tylko znów moje chore obawy.?
Justin chwycił moją dłoń, a później pociągnął w stronę łóżka. Usiadłam mu na kolanach.
- Też się denerwuję tak samo jak Ty. To jest dla nas obojga bardzo ważny dzień, krok w naszym życiu. Zapytaj się swojej mamy czy się denerwowała, a jeżeli tak to jak sobie radziła.
- Pytałam już, też się denerwowała.
- Będzie dobrze, jakoś jak miałaś wyjść za Bryan'a to..
- Przestań. Owszem nie stresowałam się aż tak, ale to tylko dlatego, że różnica między wami jest taka, że Ciebie kocham, a jego nie. I prosiłam Cię już tyle razy, żebyś się nie porównywał do niego. Jesteś dużo lepszy od niego! Mimo, że się stresuję, to wiem, że warto.
- Wiem, przepraszam. Jak tylko pomyślę o tym wszystkim co się wydarzyło w naszym życiu.. tyle razy mogłem Ciebie stracić..
- Ja to ciągle nie mogę przestać się zadziwiać temu, że chciałam żebyś mnie znienawidził, a tymczasem los nas przyciągał do siebie, a dziś wręcz nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, a tamte 4 lata były jednymi z najgorszych lat, wielokrotnie chciałam rzucić studia, wszystko i tu wrócić, do Ciebie.
- Życie bywa nie przewidywalne. I oboje wiemy, dlaczego chciałaś, żebym Cię znienawidził. I tak jak Ci powtarzałem, im bardziej mnie odpychałaś od siebie tym bardziej mnie ciągnęło do Ciebie. Byłem o Ciebie zazdrosny, chciałem żebyś w końcu dostrzegła we mnie coś innego oprócz tej przyjaźni.
- I się udało - wyszeptałam łamiącym się głosem
- Nie płacz skarbie - od razu zareagował Justin i objął mnie mocno.
- Pojutrze zaczniemy powoli się pakować. Tak, żeby pod naszą nieobecność Ryan i ekipa mogli to wszystko zawieźć do naszego nowego domu.
- Mhm, dobrze.
- Masz jeszcze jakieś rzeczy u rodziców.?
- No coś tam jeszcze mam u rodziców w garażu.
- To musimy pamiętać, żeby to zabrać.
- Dzisiaj będziemy się widzieć z moim tatą i bratem, to im powiem, żeby przygotowali te rzeczy i jutro po nie pójdę.
- Pójdziemy chciałaś skarbie powiedzieć, sama nie będziesz tego dźwigać
- Nie jestem w ciąży więc mogę.
- Uparciuchu, ale po to tu jestem żeby niezależnie od Twojego stanu Ci pomagać.
- Dobrze, dobrze niech Ci będzie.
- Ok, to teraz przepraszam, idę się szykować i zaraz będziemy mogli jechać.
- To czekam na dole.
- Okej, i zadzwoń do swojego taty i brata.
- A mam po was przyjeżdżać.?
- Wrócimy Shawty taksówką
- Przecież to nie problem
- To umówmy się tak, że jak będziesz w stanie, że tak to powiem to przyjedziesz po nas, a jak nie to napiszesz mi sms-a i wrócimy wtedy taksówką, dobrze.?
- Okej - odpowiedziałam i musnęłam jego wargi
*
Czekałam na Justina pół godziny.
- To możemy już jechać.?
- Tak.
Wzięłam moją torebkę, gdzie miałam klucze od domu i samochodu, dokumenty oraz telefon. Justin pożegnał się z mamą i wyszliśmy.
- Daj mi kluczyki, ja poprowadzę
Wygrzebałam je z torebki i mu podałam.
W między czasie przyszli do nas mój tata i brat.
Wsiedliśmy do samochodu.
- Tato, w garażu i też w pokoju zostawiłam swoje rzeczy i jakbyście mogli to przygotowalibyście je, a my byśmy po nie przyszli jutro, albo pojutrze.?
- Nie ma sprawy, zaraz napiszę Twojej mamie.
- Dziękuję.
- A wy laski co będziecie robić pod naszą nieobecność.? - zapytał mój brat
- Wyrywać facetów, wiesz - zażartowałam, a Justin spojrzał na mnie w lusterku i też się lekko uśmiechnął, a właściwie powstrzymywał śmiech - A tak serio to, to będzie takie piżama party.
- To może później do was dołączymy, co nie Justin.?
- Wy to macie się bawić w klubie, nie chcemy was.
- Uuuu..
*
Pod klubem zebrało się trochę osób, które ewidentnie chciały się dostać do środka, ale ochrona ich nie wpuszczała.
Justin zatrzymał się przed klubem. Wysiadłam, by zamienić się z nim miejscami.
Tata i mój brat weszli do środka.
- Jak będziecie się zbierać do domu to napisz mi to przyjadę.
- Dobrze Shawty
- Baw się dobrze
- Postaram się - wyszczerzył się, a następnie przyciągnął mnie do siebie i bez żadnego ostrzeżenia pocałował mnie.
Pocałunek z sekundy na sekundę robił się czulszy, namiętniejszy.
- Kocham Cię Shawty, jedź tylko ostrożnie i Ty też się dobrze baw
- Ja Ciebie bardziej kocham.
Pożegnaliśmy się jeszcze jednym pocałunkiem.
___________________________
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale no na prawdę nie umiem już pisać :C postaram się dokończyć w miarę możliwości jak najszybciej to opo.. :C o ile wogóle jeszcze ktoś chce to czytać :C