5 kwietnia 2013

R [43] części drugiej.

*
Parę tygodni później - dzień ślubu.
Przedwczoraj przeprowadziłam się na "chwilę" do AnnaLynne.
A dziś wszyscy biegali jak szaleni, bo tyle było do zrobienia.
Usłyszałam pukanie do drzwi pokoju. Ujrzałam moją mamę.
- Wstawaj kochanie - oznajmiła mama siadając koło mnie na łóżku.
- Nie śpię już
- Co Ci.?
- Denerwuję się tak, że mi niedobrze
- Znam to uczucie, ale zobaczysz, że było warto, ślub z kimś kogo się kocha to najpiękniejszy dar
- To weź go za mnie - zażartowałam i schowałam głowę pod poduszkę
- Wstawaj. Idź się wykąp, fryzjerka za chwilę przyjdzie.
- A Justin dzwonił.?
- Nie
- Mhm.
*
Mama wyszła z mojego pokoju, a ja natomiast szczelniej przykryłam się kołdrą.
Usłyszałam, że ktoś znów wchodzi do pokoju. Mama.
- Już Ci ją daję - powiedziała do telefonu
Uchyliłam bardziej poduszkę by ją widzieć. Powiedziała bezgłośnie "Justin" i podała mi telefon i ponownie wyszła.
Przyłożyłam telefon do ucha.
Chrząknęłam do słuchawki.
- Shawty
- Justin - wyszeptałam
- Co się dzieje kochanie?
- Nic. Co Ci nagadała moja mama?
- Że jesteś bardzo smutna i nie chcesz wstać
Skrzywiłam się.
- Shawty - kontynuował Justin - Ja też się denerwuję, tak jak Ty. Ale damy radę. Za parę godzin się zobaczymy.
- Nie wiedziałam, że dzień ślubu będzie aż tak stresujący. Żołądek to mnie boli od samiutkiego rana niemalże.
- Tylko mi się tam skarbie nie rozchoruj.
- Postaram się - zaśmiałam się.
- No. Mam nadzieję, że poprawiłem Ci choć trochę humor, a teraz wstawaj.
- Poprawiłeś. Moja mama wiedziała czego potrzebuję w tej chwili. Już wstaję.
- Kocham Cię Shawty. Do zobaczenia za dokładnie.. 8 godzin.
- Jaka dokładność panie Bieber - zaśmiałam się - Ja Ciebie też kocham.
- Do zobaczenia pani Bieber
- Jeszcze nie pani Bieber
- Za niedługo to się już zmieni
- Zobaczymy - zażartowałam
- EJ! - wrzasnął mi do słuchawki, ale po chwili zaczął się śmiać
- Żartowałam. Pa. Kocham Cię - powiedziałam i rozłączyłam się.
Odłożyłam telefon na półkę. Podeszłam do drzwi i zawołałam AnnaLynne.
- I jak po rozmowie z Justinem?
- Lepiej. Gdzie jest moja cała bielizna na dziś? Bo chciałabym się pójść wykąpać i ubrać.
- Zaraz Ci przyniosę. A tylko masz się pospieszyć bo za niedługo będzie tu fryzjerka.
- Okej. Dziękuję.
W tydzień przed ślubem kupiłam inną suknię, która moim zdaniem jeszcze lepiej do mnie pasowała.
Po chwili AnnaLynne przyniosła mi gorset, koronkowe majtki, pończochy i podwiązki.
Gorset oddałam jej z powrotem. Włożę go później.
*
Po letnim prysznicu, ubrałam się we wcześniej przygotowaną bieliznę, opatuliłam się ciepłym szlafrokiem  i zeszłam na dół gdzie krzątały się moja mama, Pattie, AnnaLynne, jej rodzice, Zoèy, a także rodzeństwo Justina i moi dziadkowie.
- Dobrze się czujesz w tym komplecie? Nic cie nie uciska, ani nic?
- Jest dobrze mamo, a i dzięki, że zadzwoniłaś do Justina. Potrzebowałam usłyszeć choć przez chwilę jego głos.
*
Ledwo zdążyłam dojeść płatki, jak przyszła fryzjerka.
Jak wcześniej ustaliłyśmy, fryzjerka zrobiła mi koka.
- Skończone - powiedziała fryzjerka i podała mi lusterko
- Wow. Podoba mi się, dziękuję.
- Ależ nie ma za co. To ja będę się zbierać. Życzę szczęścia na nowej drodze życia.
- Dziękuję - odpowiedziałam, ściskając jej rękę, a następnie wypisałam jej czek.
*
O 17:15 mama z AnnaLynne poszły ze mną do łazienki, by pomóc mi się ubrać.
Im bliżej było ślubu, tym więcej się denerwowałam, a poza tym przed domem mojej przyjaciółki zaczęło się roić od paparazzi.
- Justin padnie jak zobaczy Ciebie w tej bieliźnie, i w tej sukni też. Ślicznie wyglądasz - zaczęła AnnaLynne
- AnnaLynne nie przy mojej mamie - zaśmiałam się, gdyż moja mama sama powstrzymywała śmiech
- Ja tylko prawdę mówię, gdybym była facetem to sama bym Cię poprosiła o rękę
- To ciesz się, że nie jesteś facetem, bo wtedy złamałabym Ci serce, i tak wybrałabym Justina.
- No wiesz co, pf - zaśmiała się AnnaLynne
- Okej córciu, wciągaj brzuch - zażartowała mama, zasznurowując mi gorset, ale tym razem od sukni.
- A kiedy ją pomalujemy.?
- W kościele, bo może zbierze jej się zaraz na płacz i cała się rozmiarze.
- Dzięki mamo.
Następnie obie mocowały się, by przyczepić mi welon.
- Już.
- Jak wyglądam.?
- Ślicznie
- I tak Ci nie wierzę mamo - wyszczerzyłam się - A tak wogóle to za ile przyjedzie tata.?
- Już powinien być, umówiłam się z nim, żeby przyjechał o 17:30.
- Mhm. Dobrze, że się rozpogodziło, bo już myślałam, że zaraz lunie deszcz.
- Oj tak, a teraz chodźcie na dół.
Zeszłyśmy na dół i od razu tata zadzwonił.
Ubrałam cienkie bolerko.
- Mamo, zabrałaś moją sukienkę na przebranie się później.? I walizkę z ubraniami na miesiąc miodowy.?
- Wszystko mam. To co, gotowa.?
- Chyba.
- To idziemy.
AnnaLynne pomogła mi podtrzymując sukienkę z tyłu.
Zaczęły nas oślepiać niemalże lampy od aparatów paparazzi.
Wsiadłam do samochodu jak najszybciej się dało. Na szczęście tata zorganizował mi i Justinowi dwa samochody z przyciemnianymi szybami.
Wraz ze mną samochodem jechała mama i dzieciaki. Natomiast dziadkowie i Pattie jechali drugim samochodem wraz z AnnaLynne i jej rodzicami.
Jechaliśmy w totalnej ciszy. Dopiero po paru minutach mama odczytała sms-a od Jeremy'ego, że Justin jest już w kościele.
*
Dojechaliśmy 10 minut przed ceremonią.
Zaczęła mnie dopadać niepewność.
I tu pod kościołem nie obyło się bez paparazzi.
Ksiądz proboszcz, który miał prowadzić ślub, wyszedł na zewnątrz, a następnie zaprowadził mnie do małej kaplicy, gdzie AnnaLynne mogła mnie pomalować.
AnnaLynne już miała zacząć obrysowywać mi oczy kredką, kiedy po prostu zaczęłam płakać.
W tej samej chwili wszedł tu mój tata. Poprosił AnnaLynne, by nas zostawiła samych.
- Nie płacz. Wiem, że nie należę do osób, które potrafią poprawiać humor..
- Jak się żeniłeś z mamą to też się stresowałeś, miałeś wręcz gonitwę myśli, czy dobrze robisz.? - zapytałam
- Tak, ale zacząłem zadawać sobie różne pytania, po których upewniłem się co do moich uczuć do Twojej mamy, a później gdy ją zobaczyłem.. - tu tata na to wspomnienie się uśmiechnął, pogłaskał mnie po policzku.
- Kochasz go.?
- Najbardziej na świecie
- Nie muszę Ciebie pytać czy wyobrażasz sobie życie bez niego, bo doskonale znam odpowiedź. Co Ci podpowiada serce.?
- Żebym poszła jak najszybciej do Justina i została jego żoną.
- Pójdę powiedzieć księdzu, żeby dał Ci chwilę czasu na ochłonięcie, a teraz przestań płakać, żeby AnnaLynne mogła Ciebie pomalować - powiedział i tym razem pocałował mnie w czoło.
Gdy był już przy wyjściu naszło mnie na pewnego rodzaju wyznania.
- Tato.?
- Tak.?
- Dziękuję, że poprowadzisz mnie do ołtarza i wogóle za całe to wsparcie.
- Nie masz za co dziękować, to ja to powinienem robić. Bałem się, że przez to wszystko co Ci zrobiłem, nigdy nie będę mógł dostąpić tego zaszczytu.
Podeszłam do niego i przytuliłam się.
*
Pkt.widzenia Justina
Nerwowo poprawiałem marynarkę w oczekiwaniu na moją ukochaną.
A co jeżeli postanowi uciec sprzed ołtarza.?
Moje myśli przerwał tata Kasi.
- Panna Młoda troszeczkę się rozkleiła.
- Na szczęście dzisiaj to już ostatni ślub, więc niech Panna Młoda się uspokoi i wyjdzie gdy będzie gotowa - oznajmił spokojnie ksiądz
- Wszystko okej.?
- Jest dobrze, Kasia zaraz wyjdzie, nie martw się. Ma coś po swojej matce, ja  też musiałem na nią czekać parę minut dłużej zanim wyszła.
- Oby.
- A teraz wybacz, pójdę po Kasię.
*
Pkt.widzenia Kasi
AnnaLynne kończyła mnie malować, jak tata wrócił.
- Justin się zmartwił jak mnie zobaczył bez Ciebie
- Tak.? A co powiedział ksiądz.?
- Że masz chwilę dla siebie na ochłonięcie
Potaknęłam głową.
Ryan Good przyprowadził do mnie Zoey, Jaxona i Jazmyn.
- No Blondasie ładnie wyglądasz - skomplementował mnie Ryan
- Dziękuję
- Gotowa.?
- Chyba tak - odpowiedziałam
- Dobra, Jazmyn, Zoey i Jaxon idziecie przed Kasią i jej tatą. Dla pewności pójdziemy z AnnaLynne razem z wami.
Jazmyn i Zoey ustawiły się przede mną trzymając się za rączki, natomiast Jaxon podszedł do mnie i chciał iść ze mną za rękę.
- Jaxon pójdzie ze mną
*
Ustawiliśmy się przed głównym wejściem do kościoła.
- Nie denerwuj się tak - wyszeptał tata
- Łatwo Ci mówić - powiedziałam i mocniej uścisnęłam drobną dłoń Jaxona.
Usłyszeliśmy organistę.
Ryan otworzył duże drzwi kościoła.
I ruszyliśmy.
Czułam na sobie wzrok WSZYSTKICH, co wcale mi nie pomagało.
W połowie drogi Jaxon stanął, a następnie pociągnął mnie za dłoń.
Pochyliłam się, by zapytać go co się stało.
- Co jest Jaxon.?
- Justin Cię kocha - wyszeptał przenikając mnie wzrokiem.
Uśmiechnęłam się do niego i ruszyliśmy dalej.
Rozglądałam się po kościele.
Fotograf i kamerzysta zaczęli swoją robotę.
Spojrzałam w stronę Justina.
Był ubrany w dobrze wykrojony czarny garnitur, białą koszulę i pasujący do tego czarny krawat.
AnnaLynne zabrała ode mnie Jaxona.
Następnie mój tata uścisnął rękę Justinowi, coś mu powiedział na ucho, gdy skończył uścisnął moją dłoń i pocałował mnie w czoło.
Justin wystawił dłoń i od razu ją chwyciłam.
Chłopak posłał mi swój najładniejszy uśmiech. W jego oczach mogłam wyczytać wielką miłość i przede wszystkim szczęście.
Odwzajemniłam uśmiech. Justin pochylił się lekko.
- Ślicznie wyglądasz - wyszeptał, a na moje usta wkradł się jeszcze większy uśmiech.
Podeszliśmy do ołtarza.
_________________________________
Jako tako podoba mi się ten r, chociaż wolno mi się go pisało, bo musiałam ogarnąć chaos w mojej głowie -.- mam tyle pomysłów, zero umiejętności dobrego opisania tego..
Muszę sobie przez weekend zrobić plan tego opowiadania.
Okej nie zanudzam was <3
Kocham was <3
PS. Mam nadzieję, że wszystkie 3 linki otwierały się bez problemu :)
Do NN <3